#897 Troye Sivan “Blue Neighbourhood” (2015)

Kiedy urodzony w Republice Południowej Afryki Troye Sivan uważany był za jednego z najważniejszych debiutantów 2015 roku, ja wolałam wsłuchiwać się w pierwsze albumy takich artystów jak Fyfe, Willow, BOOTS, Benjamin Clementine czy Andra Day. Dawno jednak przestałam brać udział w wyścigu na poznawanie jak największej ilości wykonawców, więc nie miałam ciśnienia, by szybko dodawać go do znajomych. Zainteresowałam się nim kilka miesięcy temu, kiedy udostępnił “The Good Side”. A skoro planowałam sięgnąć po premierowe “Bloom”, postanowiłam nadrobić zaległości i zobaczyć, czy muzyka Sivana może zamieszkać w moim sąsiedztwie.

Chociaż w chwili premiery “Blue Neighbourhood” Troye miał dwadzieścia lat, jego medialna aktywność zaczęła się parę lat wcześniej. Nie tylko prowadził swój kanał na YouTubie, ale przede wszystkim próbował swoich sił w aktorstwie. Oglądać go można było na deskach teatru, w telewizji czy filmach pełnometrażowych. Aż chciałoby się zapytać, na ile wyreżyserowana jest muzyczna twórczość Sivana. Nie trzeba dużo czasu spędzić z tymi piosenkami by stwierdzić, że wokalista nie ściemnia – on faktycznie jest lekko zagubionym, melancholijnym chłopakiem, który powoli stawia czoło całemu światu. Nieco dziwna charakterystyka jak na kogoś, o kim powiedzieć można, iż jest gwiazdą popu.

Warto jednak sprecyzować, o jakim popie mówię. Potraktowane elektroniką i syntezatorami brzmienie Troya obliczone zostało na młodych słuchaczy, którzy nie pamiętają czasów świetności Britney Spears, Justina Timberlake’a czy ostatnich udanych parkietowych podrygów Madonny. Im radio nie podrzuca już artystów do uwielbiania. Od odkrywania mają Internet. Sivan jest wykonawcą z podobnego nurtu co Melanie Martinez, Lorde czy Halsey – prezentuje nowoczesny pop, dla którego – mimo wielu wpadających w ucho refrenów – miejsca w rozgłośniach radiowych nie ma.

Do tytułowego niebieskiego sąsiedztwa wjeżdżamy przy dźwiękach kompozycji “Wild”, która mnie do siebie nie przekonuje. Jest zbyt zwyczajna i nieciekawa. Lepiej wypada z tekstowej strony, będąc opowieścią o zakazanej miłości. Podoba mi się za to następujące po niej liryczne, podbite elektroniką “Fools”, które posiada niesamowity wstęp do refrenu – w głosie artysty czuć tyle smutku i żalu (szczególnie przy linijce everything is shattering and it’s my mistake), że nie sposób mu nie współczuć. Utwór jest moim ulubionym momentem “Blue Neighbourhood”. Cenię także “Youth”, “For Him” i “Suburbia”. Pierwszy z numerów jest electropopową odą do młodości i towarzyszącym jej sprzecznymi emocjami. Sivan wprawdzie nie pokusił się o wykrzesanie z siebie więcej energii, ale piosenka sporo nadrabia samą produkcją. Na więcej luzu Troye pozwala sobie w nietypowym (jak na standardy “Blue Neighbourhood”) “For Him”. Optymistyczny kawałek [you don’t have to say I love you to say I love you (…) all I need is you] jest leciutkim nagraniem z gościnnym, niespiesznym rapem Allday’a. Piosenka odpręża i charakteryzuje się atmosferą beztroskich, ciepłych wakacji. “Suburbia” powraca do bardziej ponurych klimatów, przyciągając uwagę zestawieniem instrumentów smyczkowych z nowoczesnymi, minimalistycznymi bitami. Warto również posłuchać “Ease”, które plusuje ładną harmonią między głosami Troya i Georgii Nott z duetu Broods. Na krążek trafiła jeszcze jedna kolaboracja – w nużącym “Heaven” rozmarzonym głosem podśpiewuje sobie Betty Who. A reszta? Takie kompozycje jak “Lost Boy”, “Cool” czy “Take Me Down” nic do mojego życia nie wniosły.

Miałam okazję obcować z edycją deluxe wydawnictwa “Blue Neighbourhood”. I naprawdę żałuję, że podczas składania podstawy albumu pominięto takie numery jak “Bite”, “Too Good” i “DKLA”. Z powodzeniem zastąpiłyby wymienioną pod koniec poprzedniego akapitu trójkę, nadając płycie ciekawszy ton. Mroczniejszy, bardziej klubowy. A przede wszystkim by ją urozmaicały, bo dość szybko zaczęło towarzyszyć mi uczucie, iż coś za często zawraca mnie do jednej piosenki. W “Blue Neighbourhood” najbardziej czaruje aksamitny głos Sivana i warstwa liryczna (wokalista ma dobre pióro i nie stara się niepotrzebnie kombinować). Z drugiej jednak strony jego debiutanckie dzieło jest zbyt jednostajne i mało zaskakujące. Pisałam, że Troye nie aktorzy. Na debiucie poszedł w drugą stronę – pokazał nam tylko jedną twarz. Liczę, że tegoroczne “Bloom” dostarczy mi więcej wrażeń.

Warto: Fools & For Him

6 odpowiedzi do “#897 Troye Sivan “Blue Neighbourhood” (2015)”

  1. Słyszałam wcześniej o tym artyście, okładka rzuciła mi się w oczy, ale załączone przez Ciebie piosenki nie zrobiły na mnie dużego wrażenia… Może kiedyś przy okazji.
    Pozdrawiam. 🙂

  2. Bardzo spójna. A o Troye’u, że tak powiem sądzę, że jest juz w czołówce wokalistów ‘tumblera’ (mam nadzieje, że wiesz o co chodzi) Jest tam razem własnie z m.in. Halsey, Laną Del Rey, Mariną&The Diamonds, Melanie Martinez, Lorde, Allie X, Billie Eilish, Hey Violet. itp

  3. Uwielbiam Blue Neighbourhood! Świetne piosenki i ma taki swój klimat. Lubię słuchać tej płyty wieczorem albo późną nocą, nadaje się moim zdaniem do tego idealnie. Niestety po Bloom nawet nie sięgnąłem, bo z singli tylko The Good Side mi się spodobało, reszta zupełnie mi nie podeszła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *