#959 Ciara “Beauty Marks” (2019)

Amerykańska wokalistka r&b Ciara jest idealnym przykładem na to, że nawet najlepiej zapowiadająca się kariera może nagle runąć. Po hitowych albumach “Goodies” i “Ciara: The Evolution” przyszły albumy, które przyciągnęły uwagę mało kogo. Artystka jednak zacisnęła zęby i starała się robić swoje, choć takie krążki jak “Ciara” czy “Basic Instinct” trudno zaliczyć do szczególnie udanych. Wydawnictwem “Beauty Marks” wokalistka bierze sprawy w swoje ręce.

Dedykowane matce Amerykanki “Jackie” miało być nowym otwarciem. Pełna pasji Ciara weszła do studia z wieloma znanymi nazwiskami i… nic. Płyta była kolejnym niewypałem z paroma lepszymi numerami (“Dance Like We’re Making Love”, “I Bet”). Przeszła bez echa, więc szefostwo Epic postanowiło pozbyć się nieprzynoszącej zysku wokalistki. Ta zrobiła sobie przerwę, wyluzowała i rozpoczęła działalność pod własnym szyldem. Efektem jest “Beauty Marks” – jedno z najlepszych dzieł artystki.

The best thing I could ever do for me is love myself rozpoczyna swój siódmy krążek Ciara, serwując nam niezły duet z Macklemore ukryty pod tytułem “I Love Myself”. W tym niespiesznym nagraniu podobają mi się fajnie wkomponowane hooki. Raper nie jest jedynym zaproszonym przez artystę gościem. Za każdym razem rozgrzewa mnie rhythm’and’bluesowo-trapowe “Girl Gang”, w którym pojawia się Kelly Rowland. Obie panie może i zasługują na lepszy kawałek, ale ten ma naprawdę sporo przebojowego potencjału. Z myślą o zbliżających się wakacjach warto zapisać sobie tropikalne “Freak Me” (feat. Tekno).

Kompozycją, która zrobiła na mnie największe wrażenie, jest zamykająca cały zestaw ballada “Beauty Marks”, którą Ciara napisała przy pomocy Skylar Grey. Prosta, zaaranżowana jedynie na pianino i smyczki, ale niosąca wiele emocji. I to tych najbardziej pozytywnych, gdyż artystka porusza temat kochania kogoś i akceptowania go w stu procentach (you take me as I am and I take you as you are with your heart in weathered hands and the bruises on my heart). Od razu jakoś tak cieplej się na sercu robi. Świetnie brzmi także syntezatorowe, ejtisowe “Greatest Love”. W podobnie oldskulowym tonie utrzymane jest bardziej taneczne, popowe “Thinkin Bout You”. Jeszcze więcej imprezowego, klubowego potencjału mają nerwowe, bounce’ujące “Level Up”, hałaśliwe “Dose” i mocne “Set”. Wydawnictwo dopełniają przyjemne, pościelowe “Trust Myself” i lekko kiczowate “Na Na”.

Odnoszę wrażenie, że wraz ze spadkiem popularności muzyki Ciary zmniejszało się jej faktyczne zaangażowanie w pracę i chęci zaprezentowania naprawdę ciekawego materiału. Do tego doszło jeszcze skupienie się na życiu rodzinnym. Ciara zwolniła, dała sobie czas na pisanie i spokojne zastanawianie się, co tak naprawdę chce swoją twórczością nam przekazać. “Beauty Marks” przynosi odpowiedź. Artystka skupiła się na pozytywnych emocjach i doświadczeniach. Chce dziś dzielić się z nam dobrymi wibracjami i podtrzymywać na duchu, bo nierzadko porusza temat samoakceptacji. Towarzyszą temu niezłe melodie, które złożyły się na krążek nieskomplikowany, ale przyjemny. Co tu dużo mówić – “Beauty Marks” jest najlepszą płytą Ciary od dekady.

Warto: Beauty Marks & Greatest Love

4 Replies to “#959 Ciara “Beauty Marks” (2019)”

  1. Właśnie przeczytałem kilka recenzji tego albumu no i bywa różnie. Z Ciarą do tej pory było nam nie po drodze, ale skoro opisujesz , że “Beauty Marks” jest najlepszą płytą Ciary od dekady to może sięgnę.

    Pozdrawiam!

  2. Noooo muszę przyznać, że jest faktycznie dobrze:
    Dose, Freak me, Thinkin Bout You, I love myself (aczkolwiek ja bym Macklemore’a wycięła) no i majstersztyk – ballada Beauty Marks – chyba jej najlepsza ballada dotychczas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *