#996 Shura “Nothing’s Real” (2016)

Kylie Minogue jest super, ale byłabym jej najgorszą podróbką – mówi w wywiadach Shura (a właściwie Alexandra Lilah Denton). Brytyjska wokalistka na radarze sympatyków popowych brzmień pojawiła się przed pięcioma laty. Jej piosenki flirtujące z ejtisową stylistyką zaczęły być porównywane do dawnej twórczości australijskiej legendy. Shura szybko jednak udowodniła, że ma osobowość i pomysł na siebie.

Chociaż płyta “Nothing’s Real” ukazała się w lipcu 2016 roku, jej pierwszą zapowiedź otrzymaliśmy przeszło dwa lata wcześniej. Singiel “Touch” mający swą premierę w pierwszym kwartale 2014 roku napędził muzyczną karierę Shury. Nie zdążyła zapowiedzieć wydania debiutanckiego longplay’a, kiedy przez BBC umieszczona została w gronie najbardziej obiecujących wykonawców. Ich plebiscyt wygrali wówczas Years & Years.

“Nothing’s Real” rozpoczyna się zaskakująco. Artystka postawiła bowiem na dream popowo-kosmiczne intro z dobiegającymi z daleka ludzkimi głosami. Jest filmowo i zarazem lekko. Konkrety zaczynają się po półtorej minuty. Synth popowe, mocno inspirowane latami 80. nagranie tytułowe przyjemnie kołysze i zaprasza do tańca, nawet, jeśli tematyka do najweselszych nie należy. Brytyjka śpiewa bowiem o… atakach paniki. Prostsza, może nawet bardziej kanciasta, z większym połyskiem disco – taka jest kompozycja “What’s It Gonna Be?”. Słuchając jej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tak brzmiałby utwór Janet Jackson, gdyby dziś chciała powrócić do stylistyki lat 80. Na parkiet Shura zaprasza nas także w delikatnym “Indecision” (już na początku numeru wokalistka serwuje mój ulubiony liryczny fragment tej płyty drinking whisky from a plastic cup as if it’s gonna make you make your mind up); “Tounge Tied”; “Make It Up” i “What Happened to Us?”, które ma w osobie także odrobinę indie rockowej energii. Nie sposób pominąć “White Light”. Przeszło dziesięciominutowa (!) kompozycja jest niezwykłym popisem młodej artystki. Jej pierwsza część to sympatyczny, taneczny pop spod znaku wspominanej już Minogue. Zaś druga balladowa część (zatytułowana “311215”) uderza w artystyczne i lirycznie pesymistyczne tony. Intrygujący kontrast. Świetnie słucha się “Touch”, do którego Shura dodała nieco rhythm’and’bluesowych klimatów. W “Kidz ‘N’ Stuff” czarują nawiązania do rozmarzonego, rozmywającego się popu. Jedynie spokojne, stonowane “2Shy” nie udało się do mnie trafić. Jest troszkę za słodko, landrynkowo.

Po raz pierwszy “Nothing’s Real” w moje ręce wpadło w 2016 roku. Shura pojawiła się wówczas w gronie moich ulubionych debiutantów, stając obok m.in. Kilo Kish, Nao, Honne czy Lion Babe. Do jej pierwszego dzieła postanowiłam wrócić przy okazji szumu wywołanego pojawieniem się albumu “Forevher”. I chociaż bywa, że moja opinia o danym materiale po latach się zmienia, “Nothing’s Real” wciąż budzi taką samą sympatię. Jest nostalgicznie, ale świeżo i przebojowo. Nie jest to nie wiadomo jak bardzo ambitna czy absorbująca porcja piosenek, ale dobrego, nie straszącego popu muśniętego elektroniką nigdy mało.

Warto: White Light/311215 & Touch

One Reply to “#996 Shura “Nothing’s Real” (2016)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *