#1033 PJ Harvey “Stories from the City, Stories from the Sea” (2000)

Lata 90. brytyjska wokalistka PJ Harvey zamknęła w świetnym stylu. Wydana w 1998 roku płyta “Is This Desire?” przyniosła sporą dźwiękową zmianę. Zaczynająca karierę jako nowy nabytek brudnego rocka artystka skierowała swoją uwagę na trip hop oraz elektroniczne oblicze gitarowej muzyki. Po tym dość spokojnym etapie swej kariery znów zapragnęła podkręcić tempo.

Chociaż “Is This Desire?” jest płytą, z której Harvey nawet po latach jest szczególnie dumna, ten wysublimowany, chłodny klimat nagrań nie wszystkim przypadł do gustu. Album nie zawojował list przebojów, co mogło przyczynić się do tego, że kolejny krążek – będące dziś na tapecie “Stories from the City, Stories from the Sea” – wypełnione jest łatwiejszymi w odbiorze piosenkami. Druga inspiracja do stworzenia tego dzieła była jednak ciekawsza. Polly Jean na dłuższy czas pozostawiła deszczową Anglię i zamieszkała w głośnym, pędzącym Nowym Jorku. Jak wygląda jej american dream?

Długo wokalistka przekonywała się do zrobienia miejsca innym głosom na swojej własnej płycie. Na “Stories from the City, Stories from the Sea” ma jednak znakomitego gościa. W trzech kompozycjach bardziej lub mniej udziela się Thom Yorke. W stonowanym, całkiem urokliwym “One Line” słychać jego nucenie w tle. Lepiej wypadają jednak “Beautiful Feeling” i “This Mess We’re In”. Pierwszy z utworów jest moim ulubionym momentem albumu. Ciarki? Mało powiedziane. “Beautiful Feeling” mrozi swym mrocznym klimatem, oszczędną aranżacją i szeptanymi fragmentami. Także “This Mess We’re In” należy do highlightów wydawnictwa. Tutaj Yorke’a słychać już nieco więcej, a całość przybiera formę dream rockowego dialogu między dwójką kochanków, którzy ciągle się mijają.

Szybko do gustu przypadły mi także takie nagrania jak “A Place Called Home”, “Kamikaze”, “This Is Love” i “Horses in My Dreams”. Pierwsza z piosenek jest przyjemnym, niebanalnym numerem o delikatnie folkowym wydźwięku i wygrywaną na pianinie melodią. “Kamikaze” jest powrotem tej agresywnej, stopniującej napięcie Harvey. Ten rozszalały utwór zagrany na koncercie w niewielkim klubie oznaczać może jedno – pora na remont. Do niepohamowanej zabawy zachęca także blues rockowe “This Is Love”. “Horses in My Dreams” zachwyca ponurym klimatem i powolną, jesienną melodią. Do innych kawałków, które wychodzą przed i bardziej zwracają na siebie uwagę, z pewnością zaliczyć można melodyjne “Big Exit” oraz energiczne, rewelacyjne przez PJ wykonane “The Whores Hustle and the Hustlers Whore”.

“Stories from the City, Stories from the Sea” jest tą płytą PJ Harvey, o której najwięcej się mówi. Komercyjny sukces, świetne opinie w prasie, a do tego pewne miejsce w zestawieniach najważniejszych wydawnictw ostatnich dwóch dekad. Nic więc dziwnego, że piąty studyjny krążek Brytyjki jest jednym z tych albumów, do których podchodzi się z pewną rezerwą. Wypada krytykować? Czy może udawać, że obcujemy z jedną z najlepszych płyt ostatnich lat? U mnie więcej emocji wywoływały “To Bring You My Love” i “Is This Desire?”. “Stories from the City, Stories from the Sea” jest płytą bardziej skrojoną pod masowego odbiorcę. Porządną, różnorodną, ale nie tak pasjonującą i ekscytującą jak dwa poprzednie dzieła PJ Harvey. Brytyjski klimat ma jednak lepszy wpływ na artystkę.

Warto: Beautiful Feeling & Kamikaze

One Reply to “#1033 PJ Harvey “Stories from the City, Stories from the Sea” (2000)”

  1. Zdecydowanie bardziej wolę “To Bring You My Love” i “Is This Desire?”. “Stories” to nie jest zły album, uwielbiam “Kamikaze” i “This Is Love”, poza tym świetne teksty i ten wokal nie do zdarcia. Ale brzmieniowo nie jest to ten rodzaj rocka, który wywołuje u mnie dreszcze. Patrząc z perspektywy czasu jednak, “Stories” to i tak dużo lepszy album od dwóch ostatnich płyt Polly.

    Zapraszam na nowy wpis: http://bartosz-po-prostu.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *