W SZUFLADZIE: Coldplay “Parachutes”

W 1996 roku Chris Martin i Jonny Buckland poznali się i stwierdzili, że fajnym pomysłem byłoby wystartowanie z własnym zespołem. Wkrótce dołączyli do nich Guy Berryman i Will Champion, i wspólnie zaczęli koncertować po lokalnych klubach jako Starfish. Dwa lata później złożyli debiutancką epkę, a 10 lipca 2000 roku ukazał się ich fonograficzny debiut “Parachutes”.

Płyta nagrywana na przełomie 1999 i 2000 roku, a jej rychłą premierę zwiastowały takie single jak “Yellow” i “Shiver”. Obie kompozycje szczególną popularnością cieszyły się w brytyjskich pubach i małych, undergroundowych klubach. Szybko jedna wyszły poza ich cztery ściany, sprawiając, że wydawnictwo niemalże nikomu nieznanego zespołu wspięło się na szczyt krajowej listy bestsellerów. Później przyszła kolej na Europę i resztę świata, a resztę tej historii już znamy. Dziś debiutujący dwie dekady temu zespół jest jedną z najpopularniejszych grup.

Zbieranie nagrań z czasów Starfish i nieopublikowanych kompozycji z sesji do “Parachutes” okazało się być wyzwaniem bardzo ciężkim i skomplikowanym. Chociaż w sieci krążą informacje o wielu utworach, posłuchać można zaledwie kilku z nich. I to nawet nie w pełnych wersjach.

CALL ME. Ponoć była to jedna z pierwszych kompozycji, które zespół zarejestrował nie jako Coldplay, lecz Starfish. Ponoć taśma z tym utworem nagrana została przez pewną dziewczyną i pozostała gdzieś na kasecie, lecz raczej nieprędko się odnajdzie. Jeśli w ogóle.

DECEMBER. Was a long and dark December zaczynają Coldplay swój utwór “Violet Hill” z 2008 roku. A najzagorzalszym fanom zespołu przypomina się informacja, iż nagranie o tytule “December” Chris Martin i Jonny Buckland napisali i zaaranżowali razem w 1996 roku.

HARMLESS. Jedyny odrzut, który dostępny jest do odsłuchu w pełnej wersji. I po zapoznaniu się z nim naprawdę pojawiają się myśli, iż szkoda, że “Parachutes” pozbawione zostało przyjemności goszczenia tego utworu na trackliście. Jest to bowiem naprawdę urokliwa choć gorzka ballada, zaaranżowana głównie na pianino. Na żywo Coldplay wykonali ją tylko raz w życiu. Miało to miejsce podczas 2 Meter Sessions w Holandii 26 czerwca 2000 roku.

WAITING IN LINE. Dziś tytułowe czekanie w kolejce jak ulał pasuje do scen, które widzimy przed koncertami Coldplay. Przed premierą “Parachutes” na występy zespołu wpadali przypadkowi słuchacze. Nie przeszkodziło to jednak kapeli w nagraniu piosenki o takim tytule, która w 1999 roku sugerowała, że właśnie tak nazywać ma się pierwszy studyjny krążek grupy. Chodzą także informacje, że to żaden oddzielny utwór, a roboczy tytuł “Shiver”, w którym padają słowa I’ll be waiting in line.

IF ALL ELSE. Jedna z tych piosenek, o których istnieniu wiemy, ale których nie dane nam będzie usłyszeć. Podobno “If All Else” było częścią jednego z pierwszych występów chłopaków pod szyldem “Starfish”.

LOVE I’M SO TIRED. Piosenka o takim tytule jest ponoć jedną z pierwszych, jakie zespół zarejestrował po zmianie nazwy ze Starfish na Coldplay. Chodzą plotki, że kasetę z nią posiada jedynie Debs Wild – łowczyni talentów, która wypatrzyła chłopaków podczas małego koncertu w 1998 roku, i która towarzyszy im od dwóch dekad.

SO SAD. Druga z kompozycji, o których mówi się, że są dziś w rękach wspomnianej Debs Wild. My możemy posłuchać trzynastosekundowego fragmentu piosenki, który ktoś nagrał podczas koncertu Starfish na początku 1998 roku.

VITAMINS. Podczas tego samego występu formacja zaprezentowała utwór zatytułowany “Vitamins”. I tu już ciekawscy są bardziej zaspokojeni. Uchowało się bowiem całe czterdzieści sześć sekund piosenki, która musiała być akustyczną balladą. 

Przyznam szczerze, iż do ery “Parachutes” i tego, co ją bezpośrednio poprzedzało, mam ogromny sentyment. To było to rockowe, kameralne Coldplay, które bardzo mi odpowiadało. Chyba nawet do tego stopnia, że gdybym miała wybierać, wolałabym cofnąć się w czasie do ich klubowego gigu z 2000 roku, aniżeli stadionowego przedstawienia z A Head Full of Dream Tour. Może i sama płyta ni kusi dużą ilością nagrań, ale warto zerknąć na epki, które Chris Martin i spółka wydawali przed jej premierą, a także strony B poszczególnych singli. Ten katalog “starego, dobrego Coldplay”, rozszerza się wówczas o takie utwory jak m.in. “Only Superstition”, “Bigger Stronger”, Such a Rush”, “See You Soon”, “Help Is Round the Corner” czy “Easy to Please”. Można z tego ułożyć kolejny album.

3 Replies to “W SZUFLADZIE: Coldplay “Parachutes””

  1. Do mnie Coldplay dotarł raczej późno, bo wtedy słuchałem trochę innej muzyki. Pamiętam jednak historię powstania “Yellow”, którą trzeba poznać odwiedzając Rockfield Studios w Walii. Ogólnie inspirująca sprawa, byłem pod wrażeniem. Co do samych b-side’ów, to bardzo lubię takie skarby, szczególnie od moich ulubionych artystów i gdybym miał wymienić tylko jednego, to byłaby to PJ Harvey z ery “To Bring You My Love” 🙂

    1. W odrzuty itp. od PJ się jeszcze nie zagłębiałam, ale to zawsze jakiś pomysł na przyszłość. Dzięki 🙂

      1. W takim razie długo mógłbym wymieniać, ale zostawię Ci przyjemność z ich odkrywania 🙂 Wspomnę tylko o ckliwej balladzie “Who Will Love Me Now” i zaczepnej piosence “One Time Too Many”, która znalazła się na jednym z soundtracków do “Batmana”.

Odpowiedz na „Zuzanna JanickaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *