Wonderful, bittersweet, unstoppable – Lianne La Havas | “Is Your Love Big Enough?” (2012) & “Blood” (2015) & “Lianne La Havas” (2020)

Lianne La Havas jest chyba jedną z ostatnich wokalistek, jakie odkryte zostały za pomocą portalu MySpace. Szybko podłapały ją Paloma Faith (u której młoda Greczynko-Jamajka śpiewała w chórkach) oraz wytwórnia Warner Bros, która dała jej dwa lata na podszlifowanie umiejętności i pisanie piosenek. Cierpliwość się opłaciła, bo wydana w 2012 roku debiutancka płyta “Is Your Love Big Enough?” przyniosła Lianne niesamowite uznanie słuchaczy i muzycznego środowiska.

Otwarcie “Is Your Love Big Enough?” ani specjalnie nie zachwyca, ani nie odpycha. “Don’t Wake Me Up” nie kusi interesującym instrumentarium, większe wrażenie robiąc jednak szorstkimi wokalami La Havas. Odrobinę tego chłodu artystka przenosi na kolejne, tytułowe nagranie – tym razem jednak sięga po wyrazistszą aranżację zahaczającą o soft rock. Jednak nawet tak zgrabny utwór jak “Is Your Love Big Enough?” blednie przy zgrzytliwym, ekspresyjnym “Forget”, będącym jednym z moich ulubionych punktów płyty. Pozostałe kompozycje to taki neo soulowo-folkowy poprawczak – piosenki bardzo sympatyczne i odprężające, lecz nie wywołujące we mnie większych emocji. Do lepszych momentów debiutanckiego wydawnictwa Lianne z pewnością zaliczyć można powolne, kruche “Lost & Found”; prawie pozbawione melodii, niezwykle ciche “No Room for Doubt”, które dodatkowo ocieplają gościnne wokale Willy’ego Masona; soulowe, wyśpiewane przy akompaniamencie pianina “Gone” oraz akustyczne, na swój sposób słodkie i romantyczne “Age”, w którym artystka postanowiła zaśpiewać o związku ze starszym mężczyzną.

Warto: Forget & Age

Kiedy sama Alicia Keys prosi cię o rozgrzanie publiczności przed swym występem, a na płycie postanawia ugościć Prince, wiedz, że twoja twórczość otworzyła przed tobą wiele nowych drzwi. W środku tego całego zamieszania wywołanego pozytywnym odbiorem “Is Your Love Big Enough?” Lianne postanowiła uciec na Jamajkę, gdzie spędzała czas na komponowaniu i odkrywaniu swoich korzeni. Wyszedł z tego album, który dziś w jej dyskografii robi największe wrażenie.

Lekki uśmiech, jasne barwy, roślinne motywy kojarzące się z egzotycznymi krainami – okładka płyty “Blood” nastraja bardzo pozytywnie. I, na szczęście, ten dobry nastrój nie opuszcza słuchacza po ostatnich sekundach drugiego dzieła wokalistki. Jeśli “Is Your Love Big Enough?” było jednostajną ścieżką dźwiękową o pozbawionych szaleństwa melodiach, tak na “Blood” każda piosenka jest niczym nowa niespodzianka. Począwszy od jazzowo-popowego, podnioślejszego “Unstoppable” i dopieszczonego, smooth jazzowego “Green and Gold”, przez tęskne “Tokyo” (swoją drogą lirycznie mój ulubiony punkt “Blood”, bo La Havas pięknie śpiewa o samotności w wielkim mieście); kruchą, kołysankową balladę “Wonderful” i agresywniejsze, wsparte wyrazistą grą perkusji “Grow”, po zróżnicowane “Never Get Enough” (którego łagodne zwrotki zderzają się z rockowym, przesterowanym refrenem) i neo folkowe “Good Goodbye”. A po drodze czekają na nas nie mniej ciekawe kawałki – z inspirowanym doo-wop i oldskulowymi girlsbandami “What You Don’t Do” na czele.

Warto: Green and Gold & Never Get Enough

Gdy wydawało się, że La Havas będzie kuć żelazo póki gorące, ona postanowiła wycofać się z show biznesu na niemalże pół dekady. Co ciekawe artystka wcale nie była zadowolona z płyty “Blood”, twierdząc po latach, że ciężko jej się z nią obecnie utożsamiać. Największą inspiracją do nagrania “Lianne La Havas” okazało się być samo życie.

To jest wydawnictwo o kręgu życia, przekonuje nas Lianne. Jednak zamiast biologii, na myśli ma życie uczuciowe. Jej imienna płyta przybiera formę osobliwego koncepcyjnego albumu – La Havas śpiewa ostanie zakochania i ekscytacji nim wywołanej, by po chwili przejść do cięższych tematów kręcących się wokół problemów w związku, które ostatecznie prowadzą do rozstania. Historia bazująca na jej życiu ma jednak happy end. Może i drogi jej oraz pewnego mężczyzny się rozchodzą, lecz Lianne uczy się, jak być szczęśliwą, niezależną singielką. A robi to ponownie w bardziej neo soulowo-folkowym stylu, który przyniósł jej sławę po premierze “Is Your Love Big Enough?”. Ciężko może w to uwierzyć, lecz “Lianne La Havas” brzmi jeszcze skromniej niż jego poprzednik. Do najlepszych momentów wydawnictwa należą takie kompozycje jak soulowo-jazzowe, mające w sobie sporo nieoczywistej energii “Bittersweet”; amerykańskie, bluesujące “Paper Thin” (coś czuję, że takiego nagranie nie odrzuciłaby i Norah Jones); kołyszące, pełne łagodnych wokali “Read My Mind” oraz folkowe “Courage”, w którym głos Lianne pięknie wędruje w stronę wyższych rejestrów. Słabych punktów na płycie nie ma, choć ponownie nie bez trudu wyróżnić da się poszczególne utwory.

Warto: Bittersweet & Paper Thin

Debiutancki album Lianne La Havas, “Is Your Love Big Enough?”, jest wydawnictwem, które ciężko mi przyporządkować do konkretnego nastroju czy (co lubię robić) pory roku. To krążek zaskakująco równy, tylko chwilami rozbudzany przez szybsze kompozycje, które mają w sobie jednak więcej koncertowego potencjału aniżeli tego radiowego, przebojowego. Jest dość skromnie i ciężko mi nawet po kilku latach od pierwszego spotkania z tym krążkiem przypomnieć sobie poszczególne refreny, ale swą odprężającą funkcję spełnia dobrze. Trzeba jednak przyznać, że sam album nudzi się dość szybko. Co innego jego następca, “Blood”. Na drugim wydawnictwie w karierze Greczynko-Jamajki wszystko jest bardziej. Wykonania bardziej ekspresyjne. Muzyka bardziej różnorodna. Teksty bardziej osobiste. A sam zestaw przygotowanych przez Lianne piosenek jest urozmaicony – sporo tu spotkań m.i.n. ze szlachetnym popem i niespecjalnie eleganckim jazzem. Jednak lirycznie nawet “Blood” wydaje się blednąć przy “Lianne La Havas”. Na swoim tegorocznym wydawnictwie artystka otwiera przed nami bramy swojego serca, przelewając na papier  emocje wywołane związkiem i jego zakończeniem. Tak szczera a zarazem uniwersalna jeszcze nie była. Całość brzmi dojrzalej od dwóch poprzednich płyt, lecz nie tak pasjonująco i barwnie jak poprzedni krążek. Trzeba uważnie się wsłuchać, ale twórczość Lianne La Havas zdecydowanie jest tego warta.

2 Replies to “Wonderful, bittersweet, unstoppable – Lianne La Havas | “Is Your Love Big Enough?” (2012) & “Blood” (2015) & “Lianne La Havas” (2020)”

  1. Z jej trzech płyt zdecydowanie wybieram “Blood”, ale to taki tam plebiscyt dla fanów. Bo jakby na to nie patrzeć, dobrze że Lianne jest z nami, że tworzy i że dzieli się swoją kreatywnością. Mało jest tak dobrych i konsekwentnych artystów, dlatego warto ją docenić za wszystkie trzy płyty naraz 🙂

    Zapraszam na nowy wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *