Chelsea Wolfe “The Dark” – recenzja albumu (2026) (#1735)

Kiedy amerykańska królowa mroku, Chelsea Wolfe, zaanonsowała nowy album o tak sugestywnym tytule “The Dark”, wiedziałam, że nie przegapię premiery tego wydawnictwa. Słowo to do jej muzyki przylgnęło już lata temu, choć ta groza i elementy horroru nabierały w ostatnich latach innego wymiaru. Na tegorocznym krążku “The Dark” Wolfe ponownie zagląda w ciemność, tym razem jednak zaskakująco często rezygnując z siły na rzecz prostoty. 

Czytaj dalej Chelsea Wolfe “The Dark” – recenzja albumu (2026) (#1735)

RECENZJA: Kelsey Lu “So Help Me God” (2026) (#1717)

Siedem lat. W realiach współczesnego rynku muzycznego to niemal wieczność. Od premiery udanego debiutu “Blood” w 2019 roku Kelsey Lu praktycznie zniknęła nam z oczu. Nie oznacza to jednak, że porzuciła muzykę. W międzyczasie tworzyła ścieżki dźwiękowe do filmów, współpracowała z innymi artystami i rozwijała się na instrumentalnym polu. Przez siedem lat na scenie pojawiło się wiele nowych nazwisk, które zdążyły przyciągnąć uwagę słuchaczy. Tak długa przerwa potrafi być bezlitosna. Powrót z drugim albumem staje się więc nie tylko kolejnym rozdziałem kariery, ale wręcz próbą ponownego przedstawienia się publiczności. Czy “So Help Me God” udowadnia, że na Kelsey Lu warto było czekać tak długo?

Czytaj dalej RECENZJA: Kelsey Lu “So Help Me God” (2026) (#1717)

RECENZJA: Beth Orton “The Ground Above” (2026) (#1712)

Beth Orton nigdy nie należała do grona artystek, które podbijają listy przebojów. A jednak od debiutu w 1993 roku konsekwentnie buduje swój własny świat, stając się jedną z najważniejszych postaci folktroniki – gatunku łączącego folk z subtelną elektroniką. Jej twórczość od lat znajduje słuchaczy, choć pozostaje raczej domeną osób świadomie poszukujących takich brzmień. Po wydanym w 2022 roku albumie “Weather Alive”, który nie wywarł na mnie większego wrażenia, nie miałam szczególnie wygórowanych oczekiwań. Tym większym zaskoczeniem okazało się tegoroczne “The Ground Above”. Już od pierwszych sekund było jasne, że tym razem Beth Orton przygotowała coś wyjątkowego.

Czytaj dalej RECENZJA: Beth Orton “The Ground Above” (2026) (#1712)

RECENZJA: Bon Iver “Bon Iver, Bon Iver” (2011) (#1705)

Sukces nagranej w całkowitej izolacji płyty Bon Iver “For Emma, Forever Ago” ustawił poprzeczkę wysoko. Wydawnictwo to stało się nie tylko intymnym zapisem odosobnienia, ale też jednym z najważniejszych punktów współczesnego indie folku. Justin Vernon podczas pracy nad “Bon Iver, Bon Iver” znalazł się w zupełnie innym miejscu: już nie sam, lecz otoczony zespołem, do tego z rosnącymi oczekiwaniami i presją. Dziś od premiery nagrodzonego Grammy w kategorii Best Alternative Album krążka mija piętnaście lat.

Czytaj dalej RECENZJA: Bon Iver “Bon Iver, Bon Iver” (2011) (#1705)

RECENZJA: Mumford & Sons “Prizefighter” (2026) (#1673)

Wielu rzeczy spodziewałam się w tym roku, ale na pewno nie tego, że brytyjska kapela Mumford & Sons tak szybko wypuści nowy album. Od “Rushmere” nie minął nawet rok, a Mumfordzi już niecierpliwili się, by oddać w nasze ręce porcję nowych kompozycji. Te zebrane zostały pod szyldem “Prizefighter”. Zespół, który ponad dekadę temu wypełniał stadiony i dominował na listach bestsellerów, dziś działa z innej pozycji – bez masowej euforii, za to z wyraźną potrzebą ponownego zdefiniowania relacji z publicznością i odbudowania zaufania słuchaczy.

Czytaj dalej RECENZJA: Mumford & Sons “Prizefighter” (2026) (#1673)

RECENZJA: Cat Power “The Greatest” (2006) (#1661)

Dwie dekady temu amerykańska wokalistka Cat Power wypuściła album o tytule, który sugerować mógł podsumowanie jej dotychczasowego muzycznego dorobku. “The Greatest” wyglądało z daleka jak kompilacja jej największych hitów (jeśli można tak powiedzieć w kontekście artystki z alternatywnej strony sceny), jak chwila zatrzymania i spojrzenia wstecz. Tymczasem dostaliśmy nie archiwalne zbiory, lecz zupełnie nowe piosenki. Krążek z 2006 roku był pierwszym momentem, w którym Chan Marshall nie tylko potwierdziła swój status kultowej postaci, ale także przebiła się na światowe listy bestsellerów, zdobywając uwagę słuchaczy spoza niszy.

Czytaj dalej RECENZJA: Cat Power “The Greatest” (2006) (#1661)

RECENZJE: Folk Bitch Trio “Now Would Be a Good Time” & Lambrini Girls “Who Let the Dogs Out”

Dwa zespoły – dwa zupełnie różne sposoby mówienia o świecie. Folk Bitch Trio i Lambrini Girls są młodymi grupami z różnych stron globu, które pokazują, że kobiecy głos w muzyce może brzmieć na wiele różnych sposobów. Pierwszy z projektów stawia na spokojne melodie, emocje i bliskość, drugi zaś na hałas, bunt i mocny przekaz. Choć grają inaczej, obie formacje mają coś ważnego do powiedzenia. Obie też zaprezentowały w 2025 roku swoje debiutanckie krążki.

Czytaj dalej RECENZJE: Folk Bitch Trio “Now Would Be a Good Time” & Lambrini Girls “Who Let the Dogs Out”

RECENZJA: Lord Huron “The Cosmic Selector Vol. 1” (2025) (#1613)

Choć dla wielu słuchaczy wciąż są tym zespołem od “The Night We Met”, Lord Huron od dawna wymykają się wszelkim etykietom i konsekwentnie robią swoje, nie patrząc zbytnio na statystyki. Od czasu, gdy melancholijny hit zespołu rozbrzmiał w serialu “13 powodów”, dowodzona przez Bena Schneidera amerykańska grupa nie spoczęła na laurach i wciąż ma apetyt na rozszerzanie swojego katalogu. Po wydaniu ostatniego studyjnego albumu (“Long Lost”, 2021) Lord Huron na dłużej zniknęli z radarów, zajmując się między innymi pracą nad ścieżką dźwiękową do filmu “The Starling Girl”. Dziś wracają z nowym longplayem.

Czytaj dalej RECENZJA: Lord Huron “The Cosmic Selector Vol. 1” (2025) (#1613)

RECENZJA: Mumford & Sons “Rushmere” (2025) (#1580)

Nie wiem, kto w tym roku musiałby wydać płytę, bym przestała określać nowy album Mumford & Sons mianem najbardziej zaskakującego comebacku. Brytyjska formacja, która w latach 2009-2012 biła rekordy popularności i sprawiła, że folk wrócił do łask, szybko spadła ze szczytu i zrobiła sobie długą przerwę, która równie dobrze oznaczać mogła zwyczajny rozpad zespołu. Siedem lat po ostatnim krążku Mumfordzi wrócili z dziełem “Rushmere”. To się naprawdę wydarzyło.

Czytaj dalej RECENZJA: Mumford & Sons “Rushmere” (2025) (#1580)

RECENZJA: Beth Gibbons “Lives Outgrown” (2024) (#1535)

1994 rok. Dowodzona przez Beth Gibbons formacja Portishead wydaje album “Dummy” i nic nie jest takie, jak przedtem. Płytę uznaje się dziś za porcję piosenek, które pomogły ukształtować popularny w latach 90. trip hop oraz jednym tchem wymienia w gronie najważniejszych wydawnictw ostatniej dekady XX wieku. Gibbons śmiało mogłaby już nic nie robić, lecz uznała, że czas nagrać coś pod własnym imieniem i nazwiskiem.

Czytaj dalej RECENZJA: Beth Gibbons “Lives Outgrown” (2024) (#1535)