RANKING: 20 najlepszych piosenek Beyoncé (cz. I)

Chodzą już plotki, że jeszcze w tym roku usłyszymy nową muzykę od Beyoncé, lecz zanim to nastąpi (o ile w ogóle do tego dojdzie) postanowiłam odświeżyć sobie jej dyskografię. I o razu pojawił się pomysł, by jej najlepsze – moim zdaniem – kawałki zebrać w jednym rankingu. Zapraszam więc na pierwszą część zestawienia moich ulubionych punktów twórczości Knowles. Część druga pojawi się na dniach.

20. SUGA MAMA (2006)

J.Lo mogła kilka lat wcześniej śpiewać, że jej miłość nic nie kosztuje, lecz Beyoncé w utworze “Suga Mama” z nieco dziś zapomnianego albumu “B’Day” wydaje się mieć na ten temat inne zdanie. Z tą różnicą, że to ona gotowa jest płacić za wszystko, byle tylko zatrzymać obiekt westchnień przy sobie. Praktyka, w moim odczuciu, dość kontrowersyjna, ale kto by się tym przejmował, gdy Knowles swą historię zamyka w tak smacznych brzmieniach. “Suga Mama” jest bowiem żywiołowym rhythm’and’bluesowym kawałkiem o bluesowych zapożyczeniach.

19. OTHERSIDE (2019)

Soundtrack do nowej wersji “Króla Lwa” jak i sam film kompletnie nie trafiały w mój gust. Za muzyczną odsłonę projektu odpowiedzialna była Beyoncé, która i wokalnie dorzuciła swoje trzy grosze do płyty. Zostawiłam dla siebie jedną kompozycję w jej wykonaniu. Jest nią ballada “Otherside”, w której (jakże dla nas szczęśliwie!) wokalistka postanawia trzymać swój wielki głos na wodzy, przez co całość jest przyjemniejsza. Właśnie te delikatne wokale wraz z towarzyszącymi im smyczkami przenoszą utwór na baśniowy poziom.

18. NO ANGEL (2013)

Ranking piosenek Amerykanki można śmiało wypełnić utworami z albumu “Beyoncé”. Żeby nie było jednak nudno, ograniczyłam się do paru nagrań, a listę otwiera niegdyś przeze mnie niedoceniane “No Angel”. Współtworzona przez Caroline Polachek i Bootsa kompozycja celuje w nieprzekombinowane elektroniczne granie o r&b/hip hopowym vibie i industrialnym zacięciu. Ciekawe rzeczy dzieją się tu również na poziomie wokali, gdyż artystka nie tylko chwali się swoimi rapowymi umiejętnościami, ale i (co przed laty mi się nie podobało) wznosi swój głos do falsettu. Sporo w tym powietrza i świeżości.

17. THAT’S WHY YOU’RE BEAUTIFUL (2008)

Tworząc album “I Am… Sasha Fierce” Beyoncé była w bardzo romantycznym nastroju. Ukazanie się płyty zbiegło się w czasie z jej ślubem z Jay’em Z. Nietrudno więc zgadnąć, do kogo słowa nietypowej – jak na jej dyskografię – piosenki “That’s Why You’re Beautiful” kieruje Amerykanka. Mogła wyjść z tego ckliwa, banalna ballada (za jaką wciąż uznaję m.in. “Halo” czy “Best Thing I Never Had”), a tymczasem artystka skierowała swoją uwagę na soft rocka, proponując nam powolne, surowe granie. Ot, taka ciekawostka.

16. SIGNS (2003)

Beyoncé była zodiakarą zanim to było modne – taką konkluzję można wysnuć słuchając “Signs” – kompozycji z solowego debiutu artystki zatytułowanego “Dangerously in Love”. W swoim niespiesznym, pościelowym rhythm’and’bluesowym kawałku wymienia nam po kolei wszystkie znaki zodiaku wspominając co nieco o romansach z mężczyznami spod konkretnych znaków, by na końcu zdradzić, że jej serce należało do strzelca. Co ciekawe właśnie spod takiego znaku jest Jay Z. Niesamowicie przyjemna, wychillowana kompozycja.

15. WHY DON’T YOU LOVE ME (2008)

Na “I Am… Sasha Fierce” Knowles dwoiła się i troiła, by rozrywkowa część wydawnictwa była naprawdę atrakcyjna. Wyszło jej to tak średnio, że na jedną z lepszych szybszych piosenek czekać musieliśmy do premiery jednej z rozszerzonych edycji krążka. “Why Don’t You Love Me” nie wpisuje się bowiem w styl nowocześniejszych kawałków, będąc raczej lekko retro kawałkiem (świetnie wypada w połączeniu z klipem) miksującym r&b, disco, funk i lekko plemienne rytmy. Nad całością góruje jednak sama Beyoncé, która świetnie wczuła się w rolę wzburzonej, odrzuconej kobiety.

14. I MISS YOU (2011)

Mam z albumem “4” spory problem. Niby zawiera kompozycje, którym nic nie można zarzucić, jednak mało która z nich jakoś mocniej mnie rusza. Niegdyś było to “I Care”, dziś chętniej wracam do balladowego, dozującego emocje “I Miss You”. Jest to kompozycja, którą Beyoncé zdawała się wyprzedzać trendy. W jej powstaniu czynny udział brał Frank Ocean, którego sława wystrzeliła dopiero rok później. Sama melodia bazująca na minimalistycznych dźwiękach (wykorzystano m.in. syntezatory i klawisze) zdaje się być poprzedniczką modnego później PBR&B.

13. BLOW (2013)

W 2013 roku Pharrell Williams był na topie. Nie tylko wyrywały go sobie tacy artyści jak Jay Z, Kelly Rowland czy Miley Cyrus, ale i on sam udzielił się w dwóch wielkich przebojach (“Blurred Lines”, “Get Lucky”). Nic dziwnego, że na albumie zapragnęła go mieć i Beyoncé. Efektem ich współpracy jest kompozycja “Blow”, która jest najbardziej tanecznym momentem jej imiennego wydawnictwa. Choć to raczej nagranie nieprzesadnie euforyczne i skoczne. Produkcja skręca raczej w stronę przygaszonego disco wymieszanego ze zmysłowym r&b i funkiem. Za taki kawałek dałaby się pokroić Janet Jackson.

12. NAUGHTY GIRL (2003)

Żaden z singli promujących bestsellerowy debiut wokalistki tak mi się nie podoba (unpopular opinion: “Crazy in Love” to jedna z jej najsłabszych piosenek) jak “Naughty Girl”. Wplatająca fragmenty “Love to Love You Baby” Donny Summer z lat 70. kompozycja jest ognistym, dusznym kawałkiem, w którym Beyoncé kreśli wizerunek seksownej, lubiącej się zabawić dziewczyny. Sam utwór bazuje na rhythm’and’bluesowych podkładach, które zostawiają jednak sporo miejsca melodiom kojarzącym się to z muzyką Bliskiego Wschodu, to Jamajki.

11. DIVA (2008)

Żaden inny utwór Knowles nie ma tak pasującego do niej tytułu, jak “Diva” z wydanej w 2008 roku płyty “I Am… Sasha Fierce”. Nie jest tu jednak divą w takim sensie jak Barbra Streisand, Celine Dion czy chociażby Mariah Carey. To raczej diva z blokowiska, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Zamieniająca diamentowe naszyjniki na złote łańcuchy, a wieczorowe suknie na luźniejsze ciuchy. W takie też muzyczne klimaty uderza artystka w kawałku “Diva”, proponując nam metaliczny, rhythm’and’bluesowo-hip hopowy numer zdający się zapowiadać “***Flawless”. To była pierwsza piosenka z “Sashy”, jaka przypadła mi do gustu. Mimo upływu lat (już trzynastu!) wciąż uwielbiam.

2 Replies to “RANKING: 20 najlepszych piosenek Beyoncé (cz. I)”

    1. Bardzo mnie ciekawi twój #1 (albo nawet TOP3), ale nie ośmielę się zgadywać. Za dużo piosenek Beyonce już ma by na luzie typować 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *