RECENZJA: John Glacier “Like a Ribbon” (2025) (#1611)

O John Glacier, jamajskiej raperce, której domem jest Londyn, nie wiemy zbyt wiele. Zadebiutowała przed czterema laty mixtapem “Shiloh: Lost for Words”, a początek 2025 roku przyniósł nam jej oficjalny debiutancki longplay zatytułowany “Like a Ribbon”. Ta płyta jest jak wstążka, zdaje się nam mówić artystka. Bawi się tym samym symboliką ciągłości i poplątania. Jej emocje oraz myśli wiją się przez cały album niczym tytułowa tasiemka.

Jak na osobę, która dopiero czeka na odkrycie przez rzeszę słuchaczy, John nawiązała cenne kontakty w branży. Jedną z jej piosenek wyprodukował sam Flume (glitchowo-syntezatorowe “Nevasure”, które zyskuje po kilku odsłuchach), zaś w dwóch innych usłyszymy Sampha i Eartheater. Brytyjski wokalista udziela się w tle niespiesznego “Ocean Steppin'” – kompozycji wzbogacanej dźwiękami pianina i ambientowym bitem. A mi towarzyszy ciągle uczucie, że z jego obecności można było wycisnąć dużo więcej. Świetnym nagraniem jest za to duet z Eartheater. Post punkowe, szorstkie “Money Shows” jest utworem psychodelicznym, choć samej Amerykanki w nim za dużo nie uświadczymy.

Podobają mi się piosenki, w których monotonnej nawijce Glacier towarzyszy ostrzejsze instrumentarium. Przykładami takich numerów są metaliczne, pełne gitarowych riffów “Satellites” oraz lo fi “Home” o mechanicznych bębnach. Wyrazistymi kompozycjami są także glitchowo-syntezatorowe “Emotions” i pełne przesterowanych bitów “Don’t Cover Me”. Swoją delikatniejszą stronę jamajska raperka ukazuje w miksującym hip hop z lo fi i akustycznymi elementami “Steady As I Am”; łagodnym “Dancing in the Rain” czy przytłumionym, intymnym “Heavens Sent”.

John Glacier swoim debiutem “Like a Ribbon” ustawia się w tym samym rzędzie, co znacznie bardziej uznana Little Simz. Znaleźć możemy wiele różnic między nimi, ale łatwo dostrzec kilka podobieństw, które sprawiają, że i muzyki Glacier nie ma co lekceważyć. Obie stawiają na osobiste teksty, w których nie brakuje refleksji czy odniesień do duchowości. Obu aranżacje bazują nie na jednostajnym, komputerowym bicie, ale przede wszystkim dźwięku żywych instrumentów. Twórczość Little Simz jest w tym wszystkim monumentalna, podczas gdy John Glacier wciąż zostaje bardziej prywatna. I chociaż artystka ma sporo pomysłów na swoją muzykę, mogłaby popracować nieco nad samym wykonaniem, gdyż brzmi jednostajnie i nieco pusto.

Warto: Money Shows & Satellites & Steady As I Am

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *