
Dwa zespoły – dwa zupełnie różne sposoby mówienia o świecie. Folk Bitch Trio i Lambrini Girls są młodymi grupami z różnych stron globu, które pokazują, że kobiecy głos w muzyce może brzmieć na wiele różnych sposobów. Pierwszy z projektów stawia na spokojne melodie, emocje i bliskość, drugi zaś na hałas, bunt i mocny przekaz. Choć grają inaczej, obie formacje mają coś ważnego do powiedzenia. Obie też zaprezentowały w 2025 roku swoje debiutanckie krążki.
Folk Bitch Trio Now Would Be a Good Time

Australijska formacja Folk Bitch Trio powstała przed pięcioma laty i szybko zwróciła uwagę szefostwa amerykańskiej niezależnej wytwórni Jagjaguwar, która w swoim portfolio ma albumy takich artystów jak Bon Iver, Angel Olsen czy Sharon Van Etten. Zaaranżowana na trzy harmonijne głosy i gitarę akustyczną płyta “Now Would Be a Good Time” prezentuje folkowe, analogowe granie, które dziewczyny momentami rozszerzają o elementy indie rocka (“Cathode Ray”, “Sarah”) czy americany (“Foreign Bird”). Po drodze otrzymujemy surowsze folkowe kawałki (“God’s a Different Sword”, poetyckie “Moth Song”, kameralne “Mary’s Playing the Harp”) czy nawet pozbawiony jakichkolwiek instrumentów, zbudowany wyłącznie z trzech warstw wokalnych numer “I’ll Find a Way (To Carry It All)” – piosenka ta wywołuje ciarki i udowadnia, jaką siłę może mieć ludzki głos. Bardziej rozbudowanymi utworami są “Hotel TV” i “The Actor”. “Now Would Be a Good Time”, choć porusza wiele tematów związanych ze zdradą, rozstaniach czy tęsknocie, jest płytą, która wchodzi niezwykle gładko.
Lambrini Girls Who Let the Dogs Out

Le Tigre, Bikini Kill ale i Spice Girls – kobiece formacje, które zainspirowały powstanie Lambrini Girls może i są z różnych muzycznych bajek, ale zrobiły z młodej brytyjskiej kapeli zespół, który nie boi się mówić, co myśli, który prowokuje, wylewa swoje frustracje i przy tym bawi. Po serii wybuchowych singli i żywiołowych koncertów dziewczyny gotowe były na zaprezentowanie światu debiutanckiej płyty, “Who Let the Dogs Out”. W ich przypadku tytułowe psy nie są słodkimi maltańczykami. To raczej głośne pit bulle. Alarmuje nas o tym (dosłownie, bo zaczyna się odgłosem syren) otwierająca projekt piosenka “Bad Apple”. Dalej mamy więcej wściekłości – brutalne “Big Dick Energy” o toksycznej męskości; rozpędzone, przeplatane monologiem “You’re Not From Around Here” wymierzone w zjawisko gentryfikacji; krytykujące dzieciaki z bogatych domów, którym zamarzyła się muzyczna kariera “Filthy Rich Nepo Baby”. W ucho wpada “No Homo”. Najciekawiej wypada jednak ścisła końcówka albumu, gdzie czekają post hardcore’owe “Love”, które po hałaśliwym, długim wstępie skrywa kilka mrocznych momentów; oraz elektro-punkowe “Cuntology 101” – jeśli Lambrini Girls chciały mieć swój cheerleaderski kawałek, jest nim właśnie ta piosenka. “Who Let the Dogs Out” nie jest krążkiem, do którego bym często wracała, ale podoba mi się jego bezpośredniość i agresja, która wymyka się czasem dziewczynom spod kontroli. Ale to jest właśnie ekscytujące.