RECENZJA: Doja Cat “Vie” (2025) (#1638)

Kiedy w 2023 roku Doja Cat zapowiadała album “Scarlet” jako swój powrót do rapu z prawdziwego zdarzenia, nie sądziłam, że krążek ten faktycznie wybrzmi tak rasowo, gniewnie i prowokacyjnie. To był dla mnie punkt zwrotny – moment, kiedy Amalia Dlamini przestała jawić mi się jako marionetka od mdłego pop-rapu. Dwa lata później, promując wydawnictwo “Vie”, Doja określa swój poprzedni projekt mianem wielkiego pierdu, mówiąc, że jest czymś, co musiała z siebie wyrzucić. Jak po latach będzie wspominać “Vie”?

Zapowiadająca ten projekt kompozycja “Jealous Type” początkowo bardzo mnie zmartwił. Ciężko mi było uwierzyć, że to ta sama Doja, która jeszcze przed chwilą krzyczała do nas z “Demons”. W swoim singlu prezentuje nam popowe granie zabarwione elementami disco i new jack swing. Wpada w ucho, choć na “Vie” znajdziemy lepsze tracki. Jednym z moich faworytów jest “Cards”, które swoją produkcją zdaje się przenosić nas do ekscentrycznych lat 80. Uwielbiam także energiczne, intensywne, oparte na mocnych bitach “AAAHH MEN!”. Artystka podoba mi się także w zmysłowym, wplatającym język francuski nagraniu “Lipstain”; utrzymanym w wolniejszym tempie “Happy” czy stawiającym na oszczędną trapową produkcję i lekkie wokale “Acts of Service”.

Wspomniane w kontekście kompozycji “Cards” lata 80. przenikają album “Vie” dość często. Pełne błyszczących klawiszy, łączące synth i dance pop “Take Me Dancing”; brzmiące analogowo, zahaczające o r&b “All Mine” czy osnute nostalgiczną aurą i wzbogacane saksofonową solówką “Come Back” to tylko przykłady z górnej półki. A z niższej? Tu bym wskazała pastelowe, przesłodzone “Gorgeous”. Nie jestem też właściwą adresatką radosnego “Silly! Fun!”, pop rapowego “Make It Up” czy “Stranger”.

Po “Scarlet” trudno było wyobrazić sobie, że Doja Cat znów ubierze popowe barwy. Poprzednia płyta była dzika, nieprzewidywalna, agresywna. Tegoroczną Amalia wraca do jaśniejszej strony swojej osobowości. Album “Vie” album brzmi lżej i bardziej melodyjnie, a najbardziej zaskakującymi jego momentami są te, w których Amerykanka bawi się stylistyką lat 80. To krążek pełen przebojowych chwil i refrenów, które potrafią się człowieka uczepić. Brakuje mi trochę tego scarletowego chaosu i obłędu, w którym odnajdywałam – jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi – spokój, ale z każdym kolejnym odsłuchem “Vie” odkrywa przede mną coraz więcej kart.

Warto: AAAHH MEN! & Cards

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *