
Minęło dwadzieścia lat od premiery “Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not”, a Arctic Monkeys są dziś zespołem z zupełnie innej bajki – eleganckim, filmowym, pełnym klasy. Trudno uwierzyć, że ta sama grupa zaczynała jako banda nieśmiałych chłopaków z Sheffield, którzy nie planowali podboju świata. Zamiast tego chcieli tylko opowiedzieć, jak wygląda ich typowa piątkowa noc. Album nie brzmiał gwiazdorsko i wymuskanie, lecz jak zbiór historii, przeżyć i emocji młodych ludzi. I właśnie dlatego, dwie dekady później, to wciąż działa i ekscytuje. Alex Turner i spółka w kilka chwil stali się głosem swojego pokolenia.
Brytyjska kapela od razu wrzuca nas w wir wrażeń i atakuje nasze uszy hałaśliwymi dźwiękami. Post punkowe “The View From the Afternoon” jest nagraniem surowym i pędzącym w zawrotnym tempie. Szybciej w ucho wpada jednak singlowe “I Bet You Look Good on the Dancefloor”, gdzie punk rockowa nerwowość spotyka indie rockową melodyjność. W stronę garażowego rocka kapela zerka w “Fake Tales Of San Francisco”, a w przebojowym “Dancing Shoes” na własne indie rockowe potrzeby zdaje się adaptować funk. Piosenka nieźle przygotowuje na nadejście prędkiego, punkowego numeru o absurdalnie długim tytule – “You Probably Couldn’t See for the Lights but You Were Staring Straight at Me” – w którym Alex Turner z nie mniejszą szybkością wypluwa z siebie kolejne słowa. Tempo lekko zwalnia w indie rockowym “Still Take You Home”, by doprowadzić nas do nastrojowej, knajpianej ballady “Riot Van”. Drugiej takiej kompozycji na płycie nie uświadczymy, ale w porównaniu do reszty lżej wybrzmiewają “A Certain Romance” oraz “Mardy Bum”. Ja jednak zabieram dla siebie zadziorne, żonglujące tempem “Perhaps Vampires Is a Bit Strong But…” oraz “When the Sun Goes Down”, którego folkowy początek przeobraża się w garażowe granie zabarwione dramatyzmem.
Gdyby płyta “Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” ukazała się nie dwie dekady temu, lecz w okresie moich studenckich lat, bez wątpienia stałaby się soundtrackiem do tamtego życia – nocnych powrotów, imprez, tej szczególnej beztroski oraz bycia tu i teraz. Dziś słucham jej z dystansem, ale emocje zapisane w tych piosenkach wciąż są zaskakująco świeże. I może właśnie dlatego album nadal tak dobrze działa. Brzmi jak granie kilku kumpli, którzy spotkali się w studiu nagraniowym nie po to, żeby podbić świat, tylko żeby wyrzucić z siebie wszystko, co ich wtedy uwierało. Ta pasja, szczerość i młodzieńcza energia nadal są w nim słyszalne. Nawet jeśli Arctic Monkeys są dziś w zupełnie innym miejscu.
Warto: I Bet You Look Good on the Dancefloor & Perhaps Vampires Is a Bit Strong But…
__________________