Relacja z koncertu The Last Dinner Party

The Last Dinner Party bardzo szybko przebił się do świadomości słuchaczy. Już po premierze debiutanckiego singla “Nothing Matters” grupa znalazła się w centrum zainteresowania mediów, a jego intensywna promocja od początku wzbudzała kontrowersje. Dla jednych był to znak czasów, dla innych coś, co wyglądało zbyt dobrze, by było przypadkowe. Z perspektywy kilku lat widać jednak, że brytyjska kapela potrafiła przekuć ten nagły rozgłos w coś trwałego. Dwie udane płyty, fajny styl i rosnąca publiczność sprawiły, że dziś TLDP celują w arenowe wydarzenia. Właśnie zagrały dla polskiej publiczności.

Zanim jednak The Last Dinner Party zawładnęły sceną, swoje kilkadziesiąt minut miała formacja Sunday (1994), którą imienną epkę chwilę temu wam przybliżałam. To dream popowy projekt z piosenkami, które całkiem nieźle są odbierane przez publiczność, co zaobserwować można było na warszawskim Torwarze. Ta czekała jednak na dziewczyny z TLDP, choć przyznam, że frekwencja na wydarzeniu nie była zbyt duża. Na samej płycie były pustki a i na trybunach dostrzec można było sporo wolnych krzesełek. Chociaż grupa ma w Polsce wielu fanów, którzy także modowo wkraczają do jej świata (królowały romantyczno-barokowe stylizacje pełne koronek, gorsetów i aksamitu), brakuje jej większej rozpoznawalności. Liczę, że to się zmieni, bo muzyka jest naprawdę niebanalna.

Koncert TLDP był dokładnie tym, czym powinien być występ zespołu będącym w swoim prime time – pewny siebie, teatralny, dopracowany w każdym detalu, intensywny. Wieczór promował najnowszy materiał z płyty From the Pyre” i było to wyraźnie czuć. Nowe utwory dostały rozbudowaną oprawę sceniczną (fajnie, że dziewczyny postawiły na scenografię), więcej światła, dramaturgii i momentów budowanego napięcia. Publiczność szybko podłapała nowe refreny, co udowadnia, iż materiał już zdążył się zakorzenić. Jednocześnie dziewczyny absolutnie nie potraktowały po macoszemu debiutu. Prelude to Ecstasy” wybrzmiało niemal w całości i to nie jako nostalgiczny dodatek, ale równorzędna część setlisty. Nowe kompozycje naturalnie przeplatały się z materiałem z debiutu. Dynamiczne nagrania ustępowały miejsca spokojniejszym. Przez to chwilami można było odnieść wrażenie, że te zmiany tempa nieco ostudzały emocje, które jednak powinny być non stop rozgrzane do granic możliwości.

Z tego koncertowego transu wyrywała też co chwilę sama Abigail Morris – liderka formacji. Widać, że wciąż unosi ją fala świeżo zdobytej rozpoznawalności. Cieszy się nią szczerze i bez dystansu. Wiele przerw między utworami zamieniała w dialog z publicznością – w żarty, podziękowania, krótkie historie, reakcje na transparenty. Budowało to poczucie bliskości. Podobało mi się także to, że mimo faktu, iż Abigail gra w TLDP pierwsze skrzypce, swoje wokalne momenty miały i pozostałe członkinie formacji. I chociaż zespół nie jest na scenie długie lata, dziewczyny nabierają rozpędu. Słuchać, obserwować. I chodzić na ich występy.

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Jeden komentarz do “Relacja z koncertu The Last Dinner Party”

Odpowiedz na „SzafiraAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *