RECENZJA: Harry Styles “Kiss All the Time. Disco, Occasionally” (2026) (#1676)

Powrót Harry’ego Stylesa z nowym albumem to zwykle wydarzenie samo w sobie. Od momentu rozpoczęcia solowej kariery każda jego płyta wywoływała ogromne zainteresowanie. Tym razem wyczuwam coś innego, choć niewątpliwie “Kiss All the Time. Disco, Occasionally” narobi szumu. Pierwszy krążek Brytyjczyka od 2022 roku ukazuje się w momencie, gdy artysta nie stoi już tak pewnie na piedestale ulubieńca publiczności. W ostatnich miesiącach wokół artysty narosło sporo napięć – rezydencja zamiast pełnoprawnej trasy, wysokie ceny biletów oraz singiel, który spotkał się z mieszanymi reakcjami. Sprawdzam, czy nie położyło się to cieniem na jego nowym wydawnictwie.

Wspomniany singiel, kompozycja “Aperture”, szybko popadła w zapomnienie, choć we mnie uczucie do niej rosło powoli. Prawie z takim samym tempem, w jakim rozkręca się ten elektropopowy, puszczający oczko do klubowych klimatów numer. Szybko z parkietu nie schodzimy, gdyż Styles prezentuje nam nowoczesne, syntezatorowe “American Girls”; euforyczne, pełne pulsujących basów “Ready, Steady, Go!” czy w końcu kapitalne “Are You Listening Yet?” o pewnej nerwowości, mocnej perkusji i post punkowym feelingu. Jeśli któraś z piosenek miałaby wskazywać na zapatrzenie muzyka na zespół LCD Soundsystem, byłaby to właśnie ta.

Chwilami oddechu od parkietowych numerów są nostalgiczne, utrzymane w średnim tempie “Taste Back” (z jedną z moich ulubionych historii – jak to jest ponownie nawiązać kontakt z kimś, kto w naszym życiu grał ważną rolę?) oraz melodyjne “The Waiting Game” z dźwiękami kojarzącymi się w grami video. Niespiesznymi kompozycjami są także kameralne, soft rockowe “Paint By Numbers” (poruszająca opowieść o spełnianiu oczekiwań i zarazem piosenka, która pasowałaby na debiut Harry’ego), oraz synth popowe “Carla’s Song”, w którym bity narastają z podobną prędkością, co w otwierającym krążek “Aperture”. Koło się zamyka. Zanim jednak opuścimy świat Brytyjczyka, otrzymujemy kilka nie mniej udanych nagrań. Synth pop spotykający UK garage zdominował chłodne “Season 2 Weight Loss”, zaś “Coming Up Roses” posiada odstającą od reszty utworów aranżację – orkiestrę, która przez większość nagrania robi za urokliwe tło, by pod koniec pokazać swą moc. Intryguje miksujące elektropop z ejtisowym new wavem “Pop”. W “Dance No More” robotę robią chórki brzmiące jak dobra zabawa w dobrym towarzystwie.

“Kiss All the Time. Disco, Occasionally” jest kolejną płytą Harry’ego Stylesa, która jest po prostu ok. Wokalista nie przestaje dostarczać nam po prostu dobrego, dopracowanego materiału bez wielkich przebłysków geniuszu. Produkcja jest tu nowoczesna, momentami chłodna i taneczna, ale jednocześnie idealnie dopasowana do jego osobowości. Tak, dziwnie mogą brzmieć te słowa w kontekście osoby, która niecałą dekadę temu odnajdywała się w glam rocku. Słychać tu sporo fascynacji klubową estetyką i inteligentnym podejściem do popu. Momentami brzmi to niemal jak radiowa odpowiedź na LCD Soundsystem. Tematycznie Styles wraca do sławy i życia w centrum uwagi, ale robi to bez ciężaru i dramatyzmu. Nie wiem, czy na koniec 2026 roku “Kiss All the Time. Disco, Occasionally” będę pamiętać, ale spędziłam już przy albumie kilka miłych godzin.

Warto: ApertureAre You Listening Yet?

____________

Harry Styles ♣ Fine Line ♣ Harry’s House

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *