RELACJA: Next Fest 2026

Wraz z nadejściem wiosny budzi się nie tylko miasto, ale i scena muzyczna. W Poznaniu ten moment ma swój wyraźny sygnał – Next Fest, który co roku otwiera sezon polskich festiwali. Przez trzy dni artyści wychodzą z cienia studiów i sal prób, by w końcu pokazać swoją pracę na żywo. To czas nowych brzmień, świeżej energii i muzyków, którzy razem z wiosną wracają do życia. Są gotowi, by dać się usłyszeć, poznań i zyskać nowych słuchaczy.

Czwartek, 16.04

Czwartkowy wieczór rozpoczął się dla mnie koncertem Misii Furtak – wokalistki, która na scenie obecna jest od lat, a którą miałam okazję zobaczyć kilka lat temu podczas showcase’owego festiwalu Spring Break, gdy występowała z zespołem Ffrancis. Dziś wraca z zapowiedzią nowej solowej płyty. Znamy już singiel “Czuję”, lecz podczas koncertu nie zabrakło także innych premierowych utworów. Furtak sięgnęła też po utwór “Mózg”, przypominając nam swoje muzyczne początki. Jej występ był równym, alt popowym setem, po którym trudno nie pomyśleć, że ktoś taki jak ona powinien dziś znajdować się na samym szczycie. Kolejne kroki skierowałam do piwnic klubu Barock, gdzie swoje pół godziny miała czeska formacja Midnight Swimmers. Chłopaki są świeżo po wydaniu debiutanckiego albumu “Odd Ones Out” i przywożą ze sobą indie rock bez zbędnego emocjonalnego ciężaru. To muzyka lekka, przystępna, a przy tym energiczna. Na scenie nie brzmieli jak zespół, który dopiero szuka swojego języka, tylko jak w pełni ukształtowana grupa z konkretnym pomysłem na siebie. Jeśli utrzymają ten kierunek, kolejne festiwalowe bookingi wydają się tylko kwestią czasu. I właśnie tego im życzę. Niestety nie udało mi się zobaczyć końcówki setu Midnight Swimmers. Zależało mi, by zdążyć na występ kanadyjskiej, eterycznej Ambre Ciel. Jej koncert od początku miał pod górkę – problemy techniczne opóźniły start, a choć na miejscu pojawiły się tłumy, warunki nie sprzyjały odbiorowi. W trakcie występu publiczność przemieszczała się skrzypiącymi korytarzami Dragona, co skutecznie rozpraszało uwagę i odbierało intymność tej cichej, kameralnej muzyce. Szkoda, że w tym roku do festiwalowych lokalizacji nie dołączyła Estrada Poznańska. Jest to przestrzeń, w której Ambre Ciel wybrzmiałaby zdecydowanie lepiej.

Piątek, 17.04

Piątek przyniósł jedno z bardziej nieoczywistych spotkań tego festiwalu. Ewa Koc, czyli wspólny projekt Błażeja Króla i Dawida Tyszkowskiego, to coś, czego trudno było się spodziewać. Artyści są z zupełnie różnych światów, zarówno muzycznie, jak i charakterologicznie. Z jednej strony introwertyczny Tyszkowski, z drugiej zaś wygadany Król. Na koncert przyszliśmy w ciemno, bo materiał nie został jeszcze oficjalnie wydany, ale już teraz wiadomo, że zmierza to w stronę gitarowych piosenek, które mają w sobie spory potencjał. Jeśli faktycznie skończy się to płytą, zdecydowanie jest na co czekać. Z gitarową intensywnością Ewy Koc ciekawie kontrastował występ węgierskiej formacji Jules War, która już wcześniej oczarowała mnie albumem “The Greatest Climber on Earth”. Ich dream pop przywołuje skojarzenia z Mazzy Star, a oni sami bez problemu trafili na moją krótką listę ulubionych rzeczy made in Hungary – tuż obok langoszy. Na żywo postawili na spokój, kameralność i nastrój, który wciągał zamiast przytłaczać. Wisienką na torcie okazał się subtelny cover “Can’t Help Falling in Love” Elvisa. O ile głos Jules War, wokalistka Eszter Lovasi, jest osobą bardzo nieśmiałą i wykonującą wszystkie piosenki z zamkniętymi oczami, tak Natalia Muianga była zdecydowanie najbardziej uśmiechniętą wokalistką tej edycji Next Fest. Jest niczym prawdziwy promień słońca na scenie. Jej jazz popowy set, wzbogacony brzmieniem trąbki i saksofonu, miał w sobie lekkość i naturalną swobodę, które udzielały się publiczności. Na scenie Natalia świeciła dosłownie i w przenośni – jak cekiny na jej spódnicy, które idealnie oddawały energię tego występu.

Sobota, 18.04

Finałowy dzień Next Fest 2026 zaczęłam w jednym z moich ulubionych poznańskich klubów -Pod Minogą, gdzie zagrał zespół Fusy. Ich post punkowy set był dokładnie taki, jak sugeruje nazwa: gęsty, intensywny, z donośnym wokalem. Chwilę później szybka zmiana klimatu i niemal teleportacja na koncert Tantfreaky. Tu było już totalnie szalenie i obrazowa definicja słówka freaky. Funk wymieszany został z elektroniką, momentami podbijany był saksofonem, a do tego wisienką na torcie była charyzmatyczna, kolorowa wokalistka, która skutecznie rozruszała publiczność. Mało kto stał w miejscu, a obstawiam, iż Dubliner nie widział jeszcze takiego występu. Na koniec Blue Note i Zofia Justyńska, która zabrała nas w bardziej subtelne rejony alternatywnego popu. Jej piosenki balansują między radiową lekkością a czymś znacznie głębszym i bardziej emocjonalnym. Do tego piękny głos i występ, który zdecydowanie chciałoby się przedłużyć. Niestety czas festiwalowy był nieubłagany. Pozostaje liczyć, że wkrótce nadarzy się kolejna okazja, żeby zobaczyć ją na żywo, bo dziewczyna ma ogromny potencjał.

_________

Kolejna edycja Next Fest odbędzie się w dniach 15-17 kwietnia 2027. Bilety już są w sprzedaży.

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *