
Na Hemlocke Springs trafiłam w 2023 roku przy okazji jej epki “Going…Going…GONE!”. Już wtedy trudno było przejść obok tej muzyki obojętnie. Brzmiała jak kolorowy kolaż dźwięków. Trochę przypadkowych, trochę celowo porozrzucanych, tak jakby testowała granice popu i sprawdzała, ile jeszcze można z niego wcisnąć. Było w tym coś chaotycznego, ale jednocześnie intrygującego. Dlatego kiedy zapowiedziała pełnoprawny album, pojawiła się ciekawość – czy ten eklektyczny styl udźwignie dłuższą formę, czy rozpadnie się pod własnym ciężarem. Sięgając po “The Apple Tree Under the Sea” staram się znaleźć odpowiedź na to pytanie.
Mniej niż dwuminutowa kompozycja “The Red Apple” otwiera debiutancki longplay Hemlocke Springs. I to rozpoczyna go w sposób podszyty pewnym niepokojem i filmową atmosferą. Jest to intro nijak nie podsumowujące tego, co znajdziemy w kolejnych trackach. Isimeme Udu, jak naprawdę nazywa się wokalistka, upodobała sobie synth pop godny lat 80., który czasem zestawia z industrialnymi dźwiękami (“w-w-w-w-w”), innym razem z dynamicznym elektropopem (“Sense (Is)”) czy balladowym klimatem szybko ustępującym miejsca żywiołowym bitom (“Be the Girl!”). Echa ejtisowej dekady dostrzegam także w dziwacznym (w dobrym tego słowa znaczeniu) nagraniu “Head, Shoulders, Knees and Ankles”. Ten weird pop pełen jest przerysowanych wokali kojarzących mi się z ekspresją, jaką odznaczały się utwory Kate Bush z ery “The Dreaming”. Perełką jest i “Moses”, wraz z którym dostajemy miks gospel, dark popu i breakbeatu. To bardzo nowoczesny numer, z którym konkurować może glitchowo-industrialno-syntezatorowe “The Beginning of the End”. W refrenie tej kompozycji wychwycić można i wpływy r&b, który to gatunek, choć Hemlocke Springs chce uciec od stereotypu czarnej wokalistki obracającej się w podobnych brzmieniach, przenika i utrzymane w średnim tempie “Set Me Free”. Ta piosenka, wraz z “Sever the Blight”, są tymi elementami albumu, z których wynoszę najmniej.
Mimo wszystko to właśnie odkrywanie epki “Going…Going…GONE!” przyniosło mi więcej frajdy. Być może dlatego, iż wtedy było to coś naprawdę nowego i świeżego. Coś zaskakującego na każdym kroku. Przy longplay’u “The Apple Tree Under the Sea” ten efekt trochę się rozmywa. Nie zmienia to jednak faktu, iż doceniam kierunek, w którym idzie Hemlocke Springs. Podoba mi się ta jej potrzeba zabawy formą i bitami, jej mieszanie stylów i brak oglądania się na trendy. I choć ma wszelkie predyspozycje, by stać się nową ulubienicą popowej, tik tokowej publiczności, to paradoksalnie wiele utworów z tej płyty brzmi tak, jakby rolki nie były jeszcze na nie gotowe. I może właśnie w tym tkwi ich największa siła.
Warto: Head, Shoulders, Knees and Ankles & Moses