Spring Break 2018


Bez dłuższego wstępu – po raz kolejny Poznań na trzy dni stał się stolicą muzyki, dając około setce artystów szansę na zaprezentowanie swojej twórczości słuchaczom. W jakich koncertach uczestniczyłam tym razem? Zapraszam do czytania.

CAMPING HILL & NOŻE & FORGET ABOUT JULIA & TĘSKNO

Festiwal rozpoczął się dla mnie koncertem polskiej formacji Camping Hill. Zespół zadebiutował w 2016 roku albumem “Out of Control”, a w swoim pop rockowym (wzbogacanym saksofonem i trąbką) brzmieniem zamyka inspiracje takimi grupami jak Arctic Monkeys czy The Strokes. To nie jest kapela, która dopiero stawia swoje pierwsze kroki na scenie, lecz zespół, który już wie z czym to się je i potrafi zadbać o odpowiednio energetyczną oprawę występu. Kompletnie inną, bo mroczniejszą, energią charakteryzował się czwartkowy występ grupy o groźnej nazwie Noże. Proponująca nam indie-post-rockowe melodie formacja jeszcze płyty nie wydała, ale zapowiadające ją kompozycje (m.in. “Gniew” i “Rekonkwista marzeń”) podpowiadają, że warto jej wypatrywać. Takie duszne, szorstkie granie trafia w mój gust. Podobnie zresztą jak melancholijna, indie folkowa muzyka, za którą odpowiedzialni są panowie z Forget About Julia. Ich koncert był przeze mnie tym najbardziej wyczekiwanym, a debiutancki longplay “No One Else” (szczególnie polecam kompozycję “Jestem”) gościł w słuchawkach w ostatnim czasie bardzo często. Ten balonik na szczęście nie pękł z hukiem. Zespół zagrał równy, niezwykle klimatyczny koncert. Nie wiem, ilu fanów przybyło chłopakom po tym występie, ale jedno jest pewne – ja się do nich zaliczam i już wypatruję kolejnych koncertów w swojej okolicy. O ile Forget About Julia byli na mojej liście must seen od pierwszego spotkania z ich twórczością, tak na półgodzinny set Tęskno trafiłam przypadkiem. I ani przez moment nie pomyślałam, by opuścić Scenę na Piętrze. Muzykę grupy ciężko jednoznacznie sklasyfikować, gdyż nowoczesne elementy mieszają się z eleganckimi, klasycznymi wręcz dźwiękami fortepianu i instrumentów smyczkowych. Atutem zespołu są krystaliczne, piękne wokale Joanny Longić i Hanny Raniszewskiej oraz poetyckie teksty. Najpiękniejszy koncert tej edycji festiwalu? Tak! Do tego najbardziej magiczny i poruszający.

ŻAL & BOKKA & MAVI PHOENIX

O ile występy wymienionych w poprzednim akapicie artystów charakteryzowały się wykorzystaniem głownie żywych instrumentów, tak nie mniej chętnie uczestniczyłam w gigach wykonawców, którzy stawiają na elektroniczne brzmienie. W tej kategorii moimi wygranymi są duet ŻAL i austriacka raperka Mavi Phoenix. Polska formacja tworzona przez wokalistę i gitarzystę Jakuba Buchnera oraz klawiszowca i syntezatorzystę Aleksandra Żurowskiego porywała do zabawy od pierwszych sekund, prezentując część materiału z debiutanckiego krążka “Teodor”. Do twórczości duetu przyciąga przede wszystkim hipnotyzujący, głęboki głos Jakuba i poprzecinanie elektronicznych, klubowych brzmień dźwiękami gitary elektrycznej, wprowadzające niektóre utwory w lekko mroczne klimaty. Jeszcze bardziej tanecznie było o Mavi Phoenix, która swoją muzyką (usłyszeliśmy m.in. “Janet Jackson” i “Aventura” oraz nowy singiel “Yellow”) podjęła udaną próbę rozniesienia klubu Tama, działając na mnie lepiej niż kawa czy Red Bull, z miejsca znosząc moje zmęczenie. Austriacka raperka należy do tych wykonawców, którzy lepiej wypadają na koncertach aniżeli studyjnych nagraniach. Pod tym względem przypomina Szwedkę Elliphant, która dopiero w wersji live faktycznie rozwijała skrzydła. Ostatnim punktem mojej elektronicznej wędrówki był zespół Bokka, który choć chwilę temu wydał trzeci album, pozostawał dla mnie zagadką nie mniejszą niż tożsamość członków formacji. Już na samym początku powiem, iż grupie należą się duże brawa za pojawienie się na Spring Breaku. Zaledwie dzień wcześniej zapalił się jej bus, w wyniku czego niemalże cały sprzęt poszedł z dymem. Zespół zagrał na pożyczonych instrumentach, skupiając się głównie na materiale z jeszcze gorącego “Life on Planet B”. Wyczuwało się w tym wszystkim pewną nerwowość i stres, na który z pewnością złożyła się sytuacja z piątku oraz niepewność, jak premierowe, nieograne kawałki przyjmie publiczność.

FFRANCIS & NIXES & GANG ŚRÓDMIEŚCIE


Na Spring Breaku nie zabrakło także świeżych projektów artystów, którzy na scenie są od dłuższego czasu. Swoją live premierę na poznańskim festiwalu miał projekt FFRANCIS – duet tworzony przez Misię Furtak i Piotra Kalińskiego (Hatti Vatti). Wydali właśnie debiutancki album “Off the Grid”, który promowali na festiwalu. Ich łączące alternatywny pop, trip hop czy nawet ambient kompozycje pięknie wypełniły całą salę na Zamku. W promieniach słońca zagrała zaś formacja Nixes, będąca nowym projektem Ani Rusowicz. Wokalistka, kojarzona przeze mnie dotąd z przywołującymi klimat lat 60./70. nagraniami, postanowiła połączyć swój hippisowski wdzięk z elektroniką i psychodelicznym rokiem, otrzymując naprawdę ciekawą mieszankę. To takie… retro wystrzelone w kosmos. Koncert formacji odznaczał się świetną atmosferą, a wykonany podczas niego utwór “In the Middle of the Rainbow” jeszcze długo chodził mi po głowie. Ostatnią ciekawostką był występ Gangu Śródmieście – warszawskiego trio, któremu przewodzi Karolina Czarnecka. Ten koncert to jedno wielkie szaleństwo. Feministyczne, zadziorne a przede wszystkim trafne i szczere teksty towarzyszyły melodiom z pogranicza punku, elektroniki i… disco. Dziewczyny zaprezentowały takie numery jak “Szpadel”, “Discopolka” i “Saszka”, angażując do wspólnej zabawy cały klub Blue Note, ale i skłaniając do refleksji.

Inne koncerty, w których uczestniczyłam: MOA, Tropiki, M8N Plays Ulsss, Albo Inaczej 2, Kortez.

5 odpowiedzi do “Spring Break 2018”

  1. Hmmm… ja wziąłem udział w 18 koncertach + na jednym byłem na 1/3 – 20 minut na godzinę. No i na Kortezie jakieś 20 minut. Mało nam się pokrywa. Byłem na Ffrancis, na którym trochę się wynudziłem. Mavi Phoenix była spoko, trochę wizualnie przypominała mi M.I.A., brzmieniowo też coś, ale nie jestem w stanie powiedzieć co… Tropiki bardzo fajne, ale byłem na ich DJskim secie niedawno. Albo Inaczej – zależy kto wykonywał piosenki, super Fismoll i Daria Zawiałow, niektórzy trochę gorzej.

    Żałuję trochę, że przegapiłem Żal i Nixes. To drugie z czystego lenistwa/zmęczenia.

    Na czym ja byłem: czwartek – Kamil Pivot, Linia Nocna (zaledwie połowa koncertu, zdecydowanie Dragon był za małą salą), Kinga Miśkiewicz*, Tropiki, Ffrancis, Smolasty.

    Piątek: Nihils*, Electroforez, Jarecki*, Jazz Band Młynarski-Masecki, 20 minut PRO8L3Mu, Mavi Phoenix, Bedoes*. Żałuję, że nie wybrałem się na LemON.

    Sobota: Albo Inaczej 2, Troj, Henry and the Waiters, fragment Korteza, P. Unity*, potem znów Kortez, Ala|ZaStary, Aramboa, Muchy*

    Gwiazdką oznaczyłem najlepsze, moim zdaniem koncerty.

    Zapraszam na nowe notowanie na http://tojestlista.blogspot.com/ – w propozycjach naturalnie sporo wykonawców ze Springa 😉

  2. Widzę sporo ciekawych wykonawców, którym będę musiała bliżej się przyjrzeć. Trochę żałuję, że nie byłam w tym roku, może uda mi się udać w przyszłym. 😀
    Zapraszam na nowy wpis.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *