RECENZJA: The Smiths “The Queen Is Dead” (1986) (#1704)

Nie trzeba zbytnio siedzieć w muzyce gitarowej by mieć świadomość tego, iż album “The Queen Is Dead” brytyjskiej formacji The Smiths jest dziełem epokowym. Kultowym. Przewrotowym. Status płyty, od premiery której mijają właśnie cztery dekady, nie wynika wyłącznie ze stałej obecności na listach najlepszych albumów wszech czasów, lecz z faktu, iż kolejne pokolenia słuchaczy wciąż mogą odnajdywać w tych piosenkach własne niepokoje, marzenia i poczucie outsiderstwa. Nikt tak bardzo nie sądził, że świat go nie rozumie, jak Morrissey.

Nerwowy post punk i garść szyderstw z monarchii, która co chwilę dzieliła brytyjskie społeczeństwo w minionych dekadach – tak swój album zaczyna formacja The Smith prezentując nam chłodny, mający w sobie coś porywającego numer tytułowy. Powaga monumentalnego “The Queen Is Dead” znika wraz z pierwszymi taktami kabaretowego “Frankly, Mr. Shankly” uderzającego w coś, co dzisiaj nazwalibyśmy januszexem. Piosenką przebojową o jasnej, kojarzącej się z latami 60. melodii jest “Cemetry Gates”. Szybkie, gitarowe rytmy zdominowały “Bigmouth Strikes Again”, “The Boy with the Thorn in His Side” (warto zwrócić tu uwagę na kryjącą się w tle orkiestrę) czy w końcu żywiołowe, zachęcające do potupania nóżką wytknięcie hipokryzji osobom duchownym. Jednym z utworów, które szybko wpadają w ucho, jest alt rockowe, oparte na powtarzaniu tytułowej frazy “Some Girls Are Bigger Than Others”. Do grona moich ulubionych numerów należą jednak te mniej ironiczne, bo w nich Morrissey i spółka najpełniej uchwycili ból, samotność czy poczucie wyobcowania swojego pokolenia nadając płycie emocjonalną głębię, która do dziś pozostaje poruszająca. Tu czaruje ballada “I Know It’s Over” o powoli narastającej dynamice, oraz mroczne “Never Had No One Over”. Na swój sposób porusza też tęskne, romantyczne “There Is a Light That Never Goes Out”.

Mimo, iż The Smiths tworzyli w Wielkiej Brytanii lat 80., a od premiery “The Queen Is Dead” minęły już dekady, emocje zawarte w tych piosenkach wciąż brzmią zaskakująco znajomo. Samotność, poczucie niezrozumienia czy zwyczajne rozczarowanie otaczającym światem nie należą do jednego miejsca czy jednego pokolenia. Dostajemy tu szczery głos młodych ludzi, którzy próbują odnaleźć się w swojej rzeczywistości – tak było czterdzieści lat temu, tak jest i teraz. Nagrać album, który przez jeden sezon będzie modny, potrafi wielu artystów. Trudniej stworzyć dzieło, które po latach nadal pozostaje aktualne i potrzebne. “The Queen Is Dead” należy do tej drugiej kategorii. The Smiths udało się stworzyć płytę, która nie przeminęła wraz z latami 80. I właśnie dlatego jej kultowy status jest w pełni zasłużony. The Queen może i is dead, ale album The Smiths o tym tytule zostanie z nami na zawsze.

Warto: The Queen Is Dead & I Know It’s OverNever Had No One Over & There Is a Light That Never Goes Out

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *