SONGS CHALLENGE: The Pussycat Dolls

The Pussycat Dolls nie dorobiły się imponująco obszernej dyskografii, ale wśród ich dwóch wydawnictw znalazło się sporo utworow, które na dobre zapisały się w mojej pamięci. Tym razem daję nura w świat tego girlsbandu i wracam do ich najciekawszych, najbardziej charakterystycznych, a czasem również nieco zapomnianych kompozycji. To mała podróż przez dyskografię PCD – od wielkich hitów po kawałki, które z różnych powodów zasługują na ponowne odkrycie.

NAJWIĘKSZY PRZEBÓJ: Don’t Cha (2005)

“Don’t Cha” jest pierwszym oficjalnym singlem The Pussycat Dolls i jednocześnie utworem, który dał girlsbandowi światowy rozgłos. Piosenka została pierwotnie nagrana i wydana w 2004 roku przez Tori Alamaze, byłą wokalistkę wspierającą Outkast, jednak w wersji The Pussycat Dolls dostała zupełnie nowe życie. Utwór wcześniej proponowano m.in. Sugababes i Paris Hilton, ale obie odrzuciły tę ofertę. PCD zrobiły z “Don’t Cha” ogromny hit, a kawałek ten do dziś wymieniany jest wśród najlepszych kompozycji r&b lat 00’s. Singiel dotarł na 1. miejsca m.in. w Australii, Kanadzie, Niemczech i Wielkiej Brytanii, a w USA osiągnął 2. pozycję na Billboard Hot 100.

PIERWSZA PIOSENKA: Sway (2004)

Kawałek “Sway” doczekał się dziesiątek interpretacji. Spopularyzowana w latach 50. przez Deana Martina angielska wersja kompozycji szybko zyskała popularność i była później nagrywana m.in. przez Michaela Bublé i Connie Francis. The Pussycat Dolls zarejestrowały swój cover już w 2004 roku, a jego premiera była ich pierwszym oficjalnym wystąpieniem w roli zespołu muzycznego. Nagranie powstało na potrzeby filmu “Zatańcz ze mną” i połączyło latynoski pop z r&b, zachowując jednocześnie taneczny charakter oryginału. Mimo udanego i zmysłowego wykonania, “Sway” nie zdobyło jednak większego rozgłosu.

PIOSENKA, KTÓRA ZROBIŁA ZE MNIE SŁUCHACZKĘ: Beep (2005)

Czasy świetności The Pussycat Dolls przypadły na okres, kiedy chodziłam do podstawówki. Wówczas, obok Evanescence i Kate Ryan – co za mix! – girlsband przebił się do grona moich ulubionych wykonawców. Lubiłam ich single, choć nie miałam wówczas zwyczaju odkrywać całych albumów. Spośród znanych mi kompozycji (i mocno promowanych przez stacje telewizyjne pokroju VIVA) najmocniej w ucho wpadło mi właśnie “Beep”. Wzbogacony charakterystycznym tytułowym bipnięciem utwór wydawał mi się być jednocześnie oryginalny i zabawny, a jego nietypowy motyw sprawiał, że trudno było pomylić go z czymkolwiek innym.

NAJLEPSZA PIOSENKA: Buttons (2005)

Singiel “Buttons” w wielkim stylu łączy r&b, hip hop, pop i charakterystyczne bliskowschodnie melodie. Od lat podoba mi się jego klimat – zmysłowy, lekko przygaszony i hipnotyzujący. To kawałek, który nie potrzebuje wielkiego, wybuchowego refrenu, by przyciągać uwagę. Zamiast tego opiera się na rytmie, atmosferze i napięciu, a właśnie ta powściągliwość sprawia, że “Buttons” do dziś ma w sobie coś wyjątkowego. A teledysk, jaki zrealizowano do piosenki, do dziś budzi emocje i zachwyca choreografią nawiązującą do tanecznych początków The Pussycat Dolls. 

NAJSŁABSZA PIOSENKA: Elevator (2008)

Płyta “Doll Domination” nie zawierała już tak rewelacyjnych i pamiętnych piosenek jak debiutanckie “PCD”. Na drugim krążku znalazło się też więcej wypełniaczy, a “Elevator” od początku było jednym z utworów, do których nie potrafiłam się przekonać. Łączące pop z r&b i elektronicznymi, lekko kosmicznymi bitami nagranie pozwala wprawdzie usłyszeć nieco więcej Melody Thornton, ale niestety nie pomaga to samej kompozycji. Dla mnie nagranie to jest po prostu nijakie i rozmemłane. Szybko ulatuje z pamięci i nie zostawia po sobie większego wrażenia. A do tego brzmi po prostu tanio.

NAJBARDZIEJ NIEDOCENIONY SINGIEL: React (2020)

W 2020 roku koło nosa przeszło nam wiele rzeczy, ale mało czego żałuję tak bardzo, jak anulowania powrotnej trasy koncertowej The Pussycat Dolls. Dziewczyny wydały z tej okazji singiel “React” i liczyłam, że będzie on zapowiedzią czegoś większego – może nawet trzeciej płyty? Elektropopowy, pulsujący i klubowy kawałek szybko jednak przepadł. A szkoda, bo to naprawdę mocna propozycja, dodatkowo oprawiona w spektakularny teledysk. Popularności piosenki nie pomogły też nowe kłótnie w girlsbandzie, które skutecznie przyćmiły ich wielki powrót.

NAJBARDZIEJ EKSPERYMENTALNA PIOSENKA: Perhaps Perhaps Perhaps (2008)

“Perhaps Perhaps Perhaps” jest jednym z najbardziej nietypowych nagrań w dyskografii The Pussycat Dolls. Piosenka znalazła się na jednej z edycji deluxe albumu “Doll Domination” i szybko przyciągnęła moją uwagę. To cover kompozycji z lat 40., który w wykonaniu dziewczyn zyskał kabaretowo-jazzowy, retro charakter i mocno teatralną oprawę. Na tle ich typowego repertuaru miksującego pop z r&b “Perhaps Perhaps Perhaps” brzmi zaskakująco odmiennie – bardziej jak występ z eleganckiego klubu niż kolejny radiowy hit połowy lat dwutysięcznych.

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *