Interpol “This Mirror Weighs a Ton” – recenzja albumu (2026) (#1739)

Po dwóch dekadach Interpol zmienia barwy. Zespół opuszcza label Matador i rozpoczyna nowy rozdział pod skrzydłami Partisan – wytwórni, która w ostatnich latach firmowała między innymi “Skinty Fia” Fontaines D.C. i najnowszy album PJ Harvey. Nowy dom, nowy początek, nowa energia. A jednak refleksje pozostają stare. Już sam tytuł, “This Mirror Weighs a Ton”, sugeruje, że każdy z członków grupy niesie ze sobą niemały emocjonalny ciężar. Dźwiga swoje lustro, w którym odbija się ich doświadczenie i melancholia. Ale i świeżość. Bo tak fajnie Interpol nie grali od lat.

Już sam początek krążka jest niezwykły. Tytułowa piosenka lawiruje gdzieś między sennym trip hopem a art rockiem będąc nagraniem hipnotycznym, ale i lekko niepokojącym. Smaczku nadają jej łagodne wokalizy Juliet Seger – prywatnie żony Paula Banksa, lidera formacji. Dużo bardziej rozbudza kolejna kompozycja, jaką jest rytmiczne, post punkowe “See Out Loud”. Co ciekawe ten donośny głos należy nie do Banksa, lecz gitarzysty Daniela Kesslera. Rockowym, bezpośrednim utworem jest “Wings on Fire”, a żywiołowo wybrzmiewają także syntezatorowe “Darling Thoughts” oraz funkujące “Wake Up”. Gdzieś po środku plasują się “Ever the Actor”, w którym przeplatają się wpływy drone, gothic i smyczkowych klimatów; dystopijny post punk z elektronicznymi ozdobnikami “Iron City” czy pełne napięcia, nowoczesne “Bird and the Serpent”, w którym Interpol pozwolili sobie na długie zakończenie bazujące na dźwiękach perkusji  i pulsującej elektroniki – to jeden z tych momentów płyty, który udowadnia nam, iż grupa wciąż ma na siebie pomysł.

Jestem fanką przygotowanych z myślą o “This Mirror Weighs a Ton” ballad. Elektroniczno-folkowe “So Rides the Reindeer” wprowadza zimowy nastrój. Zaaranżowane na fortepian “Enemy” ponownie zaprasza Juliet Sege. To słodka, choć niepozbawiona melancholii propozycja. Na bazie podobnych dźwięków bazuje zachwycające “Sudden”. Paul Banks śpiewa tu niemal intymnie, a jego charakterystyczny baryton zostaje ozdobiony przez delikatne pianino, ambientowe szumy i bardzo subtelne partie rytmiczne. To cichy, pozostawiający po sobie lekki niepokój finał pięknego albumu.

Projekt Interpol zaczyna nowy rozdział, ale nie zaczyna od zera. I dobrze. Nie każda nowa energia musi prowadzić do rewolucji. Czasem wystarczy, że stary głos zabrzmi odrobinę inaczej. Na “This Mirror Weighs a Ton” zabrzmiał. Z takim skutkiem, że od chwili premiery krążka wracam do niego regularnie. Siła tego wydawnictwa nie tkwi wcale w spektakularnej próbie wymyślenia Interpol na nowo. I chyba właśnie to jest w tej płycie najciekawsze. Po dwóch dekadach członkowie formacji nie potrzebują udowadniać, iż potrafią być kimś innym. Zamiast tego odświeżają własny język. Jest tu więcej przestrzeni, syntezatorowych zagrywek, smyczków czy produkcyjnych detali, ale pod spodem wciąż pulsuje ten sam Interpol – zespól chłodny, melancholijny, zdystansowany.

Warto: This Mirror Weighs a Ton & Bird and the Serpent & Sudden

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *