
Syd, wywodząca się z kolektywu The Internet, wróciła z trzecim solowym albumem “Beard”. Na poprzedni, “Broken Hearts Club”, wydany w 2022 roku, czekałam z pewnymi oczekiwaniami, ale ostatecznie płyta zagościła w moich głośnikach na krótko. Nie znalazłam na niej zbyt wielu utworów, do których chciałabym wracać, i szybko puściłam ją w niepamięć. Mimo to po “Beard” sięgnęłam z większą wiarą, licząc, że Syd tym razem zaproponuje coś, co mocniej przykuje moją uwagę. I całe szczęście, że dałam jej kolejną szansę. Tym razem było warto.
Syd nie należy do osób lubiących mocne wejście. Na openera swojej trzeciej solowej płyty wybrała nastrojowe r&b o rozmytych syntezatorach. Z takiej piosenki jak “Walls” dumna byłaby Kelela. Kolejna propozycja, “Callin”, proponuje nam już granie o wyrazistszej rytmice i delikatnej, popowej przebojowości. Rhythm’and’blues o Y2K klimacie, zestawiające dodatkowo futurystyczne motywy z klasycznymi dźwiękami pianina zdominował “Jasmin 17”. Gatunek ten w swojej alternatywnej formie otrzymujemy za sprawą takich utworów jak “Always Be Mine”, “Do Better”, zmysłowego “Water” czy synth “2 Many Days” – sama kompozycja zaskakuje rozmachem, bo Syd przemyca w niej dodatkowo orkiestrowe, filmowe dźwięki.
W kontekście całego albumu zaskakuje obecność “My Love” – piosenki flirtującej ze słoneczną bossa novą. Szybciej do gustu przypadły mi jednak chłodne, nocne r&b “Bad Guys” czy ciepłe, neo soulowe “Any Time” pełne pięknych, wokalnych harmonii. Klimat krążka nieco siada przy pełnym jasnych bitów “Closet” (feat. Cube), by na nowo wystrzelić w hip hopowym “GMFU” (feat. Big Sean), w którym uwagę zwracają zapętlone, lekko zniekształcone gitarowe riffy.
Trzeci solowy album Syd – biorąc pod uwagę jej własną dyskografię – najszybciej wpadł mi w ucho, choć trudno powiedzieć, by “Beard” proponował coś szczególnie odkrywczego. To raczej zbiór dobrze skrojonych, przyjemnie płynących utworów, które nie próbują na siłę zaskakiwać, a mimo to potrafią zatrzymać przy sobie na dłużej. Nie jest to płyta, która wywraca gatunek r&b do góry nogami czy na długo zapisuje się w muzycznej historii, ale czas spędzony w jej towarzystwie z pewnością nie należy do straconych. Podejrzewam, że o Syd i jej “Beard” znów nie będzie mówiło się zbyt wiele. Szkoda, bo tym razem naprawdę dała mi kilka powodów, by zostać z jej muzyką na dłużej.
Warto: Walls & Bad Guys