Fontaines D.C. “Dopamine Chamber” – recenzja albumu (2026) (#1742)

Irlandzka formacja Fontaines D.C. nigdy nie narzekała na brak słuchaczy, ale to, co wydarzyło się po premierze singla “Marianne”, przerosło chyba ich najśmielsze oczekiwania. Nagle o grupie zaczęli mówić niemal wszyscy, koncerty wyprzedają się w błyskawicznym tempie, a Fontaines D.C. śmiało można uznać za jeden z najważniejszych i najpopularniejszych zespołów 2026 roku. Paradoksalnie stało się to w momencie, gdy Grian Chatten i spółka zmienili nieco front i dodali do swego grania trochę chłodnej elektroniki. Nie każdemu ten kierunek musi odpowiadać, ale w moim przypadku jest dokładnie odwrotnie. “Dopamine Chamber” jest krążkiem, dzięki któremu polubię Fontaines D.C. jeszcze bardziej.

Piąty projekt Irlandczyków klamrą spinają dwie kompozycje. Zarówno otwierająca krążek piosenka “Six Shot Morning”, jak i zamykające je dzieło “Intimate” są niesamowitymi porcjami chłodnego, mrocznego elektro spod znaku Depeche Mode. Oba utwory brzmią nowocześnie i metalicznie. W obu Grian Chatten zalicza rewelacyjny występ śpiewając nam głosem opanowanym i nie dającym się wyprowadzić z równowagi. Więcej tych emocji i pewnego napięcia przemyca singlowe nagranie “Marianne” – kapitalny miks dark wave, gothic rocka i syntezatorów. Ejtisowy, syntezatorowy post punk wypełnia na swój sposób taneczne “Mimesis”. Nerwowe bębny i nieco maniakalne wokale charakteryzują głośne “Tongue”, podczas gdy łagodne “Japan” kieruje się w stronę akustycznego indie o sennych, eterycznych syntezatorach. Na miłośników gitar, z których przecież Fontaines D.C. nie rezygnują, czekają “Happy For You” (apatyczny, melancholijny indie rock z mocniejszymi uderzeniami) oraz szorstkie, żywiołowe “Demolition”. Jeśli jednak lubicie w muzyce pewną filmowość, odpowiednie wrażenia dostarczają powoli rozbudowywana alt rockowa ballada “One Man”; gothic rockowe “You Miss Me” czy w końcu piękny duet z samą Rosalią – “Where Is Gone?”. To brzmienie orkiestrowe i eleganckie, a sama kolaboracja uchodzić może za “Where the Wild Roses Grow” trzydzieści lat później (ale mniej krwawe). Uwielbiam w niej występ obu artystów, którzy śpiewają razem, ale jakby obok siebie. 

Na płycie “Dopamine Chamber” Irlandczycy wyraźnie przesuwają granice swojego brzmienia, odchodząc od surowego, gitarowego post punku na rzecz elektroniki, syntezatorów i bardziej rozbudowanych, niekiedy wręcz filmowych aranżacji. Na szczególne uznanie zasługuje klimat albumu – momentami jest duszno i niepokojąco, by za chwilę ustąpić miejsca melancholii. Można tęsknić za bardziej gitarowym obliczem zespołu, a niektóre eksperymenty mogą wymagać czasu, by w pełni je docenić. Dla mnie jednak to właśnie odwaga w poszukiwaniu nowych środków wyrazu stanowi największy atut tego wydawnictwa. Czy Fontaines D.C. stali się najbardziej ekscytującą formacją ostatnich lat? Nie byłoby to stwierdzenie na wyrost.

Warto: Six Shot Morning & Marianne & Where Is Gone?

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *