#239 Kimbra “Vows” (2011)


Kimbra to pochodząca z Nowej Zelandii artystka. Ma dopiero 22 lata, jest więc bardzo młoda, ale dojrzała muzycznie. Zasłynęła za sprawą duetu z Gotye w hitowym „Somebody That I Used to Know”. Pojawia się jednak w małym fragmencie, ale skutecznie zwróciła na siebie moją uwagę. Swój debiutancki krążek „Vows” wydała pod koniec 2011 roku. Szybko odniosła sukces w Nowej Zelandii i Australii. Czas na podbój całego świata. W ciągu tego roku jej krążek ma pojawiać się w innych państwach. Czy zawita i na półki sklepowe w Polsce? Tego nie wiem, ale mam ogromną nadzieję, że tak. Dobrze by było, gdyż jest na co czekać. Polecam więc teraz wyłączyć na chwilę „Somebody That I Used to Know” i zatopić się w muzycznym świecie Kimbry. Zakład, że tak szybko z niego nie wyjdziecie?
Muzyka, którą prezentuje nam młodziutka wokalistka, to mieszanka popu, elektroniki, soulu oraz jazzu. Kimbra nie ma oszałamiającego głosu, ale pochwalić się może całkiem ciekawą barwą. Miejscami ma się wrażenie, że śpiewa Katy Perry. Przed całkowitym ześwirowaniem z powodu ciągłego zastanawiania się, czy to Kimbra czy jednak Katy, ratuje nas sama muzyka. Nieporównywalnie lepszą do prezentowanej nam obecnie przez Perry.
 
Mój numer jeden z płyty „Vows” to „Plan Gold Ring”. Jest to najciekawsza propozycja na tym krążku. Taneczne melodie na pewien czas usuwają się w cień. Kawałek jest stonowany, ale nie nudny. Charakteryzuje się interesującym połączeniem jazzu i muzyki elektronicznej. Najbardziej uwielbiam początek, gdzie nie słychać żadnej melodii, a Kimbra nuci Plain gold ring on his finger he wore It was where everyone could see He belonged to someone, but not me (PL: Nosił na palcu zwykły złoty pierścień W takim miejscu by każdy mógł go zobaczyć Należał do kogoś, ale nie do mnie). Potem do artystki dołącza chórek i razem stwarzają naprawdę udany utwór. Bardzo lubię też pozytywne „Good Intent”. Stanowi ciekawy przykład połączenia jazzu z popem i r&b. Zaintrygował mnie również refren, którego przy pobieżnym przesłuchiwaniu piosenki się nie wychwytuje.
 
Do swoich ulubionych kawałków zaliczyłabym z pewnością również i „Settle Down”. Jest to numer, które otwiera album. Świetnie wprowadza w klimat całej płyty „Vows”. Refren tego utworu jest jego najsłabszą częścią. Znacznie bardziej wole momenty, kiedy Kimbra śpiewa cienkim, delikatnym głosem. Z zasadny nie słucham ‘ukrytych kawałków’, bo nigdy nie chce mi się na nie czekać, ale dla Kimbry zrobiłam wyjątek i nie wyłączyłam płyty po „The Build Up”. I dobrze zrobiłam, bo kawałek „Somebody Please”, który rozpoczął się już po nieco ponad minucie ciszy, jest niesamowity! Od pozostałych utworów na „Vows” różni się tym, że tym razem Kimbra mocniej postawiła na jazz, a ograniczyła pop i elektronikę. W efekcie wyszedł jej odpowiednio klimatyczny numer. Świetnie zagrany, odpowiednio zaśpiewany. Przenosi słuchacza do zadymionego jazzowego lokalu.
 
 
Warto sięgnąć po „Vows” nie tylko dla wyżej wymienionych piosenek. Ciekawie przedstawia się zabawne, pogodne, wesołe i taneczne „Cameo Lover”. Następujące po nim – „Two Way Street” – jest już trochę inne. Bardziej różnorodne. Obok odrobiny elektroniki wyłapać możemy orkiestrowe, smyczkowe momenty. Przyznam, że mi najbardziej podoba się fragment od 2:20 do 2:45 minuty, kiedy gra trochę groźna muzyka. Nie przekonuje mnie natomiast nucenie aaaa Kimbry. Bardzo fajne jest również „Call Me”, gdzie artystka połączyła jazz z popem i hip hopem. Stara się rapować. I wychodzi jej to nawet dobrze. Polecam jeszcze „Withdraw”. Wyróżnia się z powodu częstej zmiany tempa. Raz jest spokojnie, sennie. Za chwilę następuje mocniejsze uderzenie. Na koniec nie można nie wspomnieć o dwóch wspaniałych balladach: „Old Flame” oraz „The Build Up”. Pierwsza z nich ma wyraźnie zarysowaną linie melodyjną. Kimbra bawi się wokalem. Raz śpiewa normalnie, innym razem cienkim głosem, bardzo delikatnie. „The Build Up” jest świetnym zakończeniem przygody z albumem „Vows”. Nie jest utworem, za sprawą którego oczarowany słuchacz zapomina o wszystkim, czego słuchał wcześniej. Raczej ciekawym podsumowaniem i piosenką, przy której można się odprężyć i odlecieć.
 
„Somebody That I Used to Know” nawet w połowie nie definiuje Kimbry. Dopiero na jej debiutanckiej płycie „Vows” możemy przekonać się, że ma dużo do zaoferowania. Przede wszystkim ma pomysł na siebie. Nie boi się połączyć nowoczesnego popu i elektroniki z takim tradycyjnym gatunkiem jakim jest jazz. Posiada również ciekawą barwę głosu. Po kilkakrotnym przesłuchaniu krążka przepraszałam ją nawet za to, że na początku wrzuciłam ją do jednego worka z Katy Perry. Jeśli jeszcze nie macie w planach zapoznanie się z płytą tej młodej artystki, jak najszybciej zarezerwujcie sobie dla niej czas. Jeszcze nie raz nas pewnie zaskoczy.

 

5 Replies to “#239 Kimbra “Vows” (2011)”

  1. Za Kimbrą nie przepadam, ale przesłuchałem jej kilka piosenek i jest całkiem ciekawie. Ale na tyle gwiazdek moim zdaniem nie zasługuje, góra 4 dałbym, ale każdy ma inny gust 🙂 Być może Ty lepiej znasz się na muzyce 🙂 [ X-Factor.blog.onet.pl ]

  2. Kojarzę ją tylko z duetu z Gotye. Nic więcej od niej nie znam, ale za niedługo możliwe, że to się zmieni. / soscream

  3. Póki co, raczej nie kusiło mnie, żeby posłuchać Kimbry i raczej w najbliższym czasie to się nie zmieni…ale jeśli tak zachwalasz, to prędzej czy później sprawdzę album 😉 Myślałaś już nad recenzjami Jazmine? Masz zamiar zrecenzować jej płyty? Nowe notowanie na http://www.twoje-hity.blogspot.com/ :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *