#333 Erykah Badu “Baduizm” (1997)

Chociaż Erykah Badu dzisiaj nie sprzedaje już tylu płyt co na początku kariery, przez wiele osób uważana jest za jedną z najważniejszych artystek XX wieku. Jej nazwisko bardzo łatwo znaleźć wśród osób, które przyczyniły się do rozwoju nurtu muzycznego zwanego neo soulem. Gatunek czerpie swoje inspiracje z twórczości takich artystów jak Aretha Franklin, Al Green czy Curtis Mayfield. Soulowe melodie miesza jednak z hip hopem, subtelną, nie rażącą po uszach elektroniką oraz muzyką afrykańską. Album “Baduizm”, od którego premiery minęło niedawno 16 lat, zaliczany jest do grona najważniejszych płyt nie tylko tego gatunku, ale i tych najlepszych. Ja po pierwszym przesłuchaniu zwróciłam przede wszystkim uwagę na to, że “Baduizm” to krążek niedzisiejszy. Mimo, iż ma dopiero 16 lat, brzmi bardzo oldskulowo. Później doceniłam muzykę, teksty, wykonanie. Dziś spokojnie mogę powiedzieć, że nie żałuję czasu, który przeznaczyłam na przesłuchanie albumu Badu.

Dla osób, które wychowały się na muzyce takich gwiazd jak Rihanna czy Lady GaGa lub puszczających sobie dla przyjemności “Gangnam Style” czy “Harlem Shake” płyta Eryki może działać szybciej niż tabletka nasenna. Nie ma tu szybkich, tanecznych melodii. Nie ma piosenek, które wpadają w ucho i zostają nam w głowie na długi czas. Zamiast tego mamy niesamowitą atmosferę. Erykah stworzyła kameralny i niepowtarzalny klimat. Bez fajerwerków i niepotrzebnych efektów specjalnych. Po prostu prosty, ładny album. Erykah do swoich soulowych i rhytm’and’bluesowych melodii dodała trochę jazzu i hip hopu. W efekcie “Baduizm” to zestaw 14 melodyjnych utworów z duszą.

Erykah nie należy do wokalistek, które nagrywają to, co im wytwórnia podsunie pod nos. Sama napisała teksty, wyprodukowała kilka utworów, zagrała na keyboardzie. Miała też decydujący głos w sprawie artystów, z którymi chciała pracować. W studiu wsparli ja m.in. Robert Bradford (muzyk jazzowy), Madukwu Chinwah, JaBorn Jamal oraz zespół The Roots. Nie są to bardzo znane nazwiska, ale Badu wiedziała, co robi. Miało być przede wszystkim autentycznie, a nie modnie stąd wybór niszowych, a nie najpopularniejszych producentów, którzy pomogliby płycie stać się hitem. Ale i bez nich “Baduizm” stał się jedną z najchętniej kupowanych płyt 1997 roku.

Płyta Badu jest spójna i najlepiej słucha się jej jako całości. Zaczyna i kończy się utworami zatytułowanymi “Rimshot”. “Rimshot (Intro)” to chwytliwy kawałek, w którym lubię fragmenty, kiedy Erykah nuci nic nie znaczące słowa: digi, digi, boom-klat-boom-klat. “Rimshot (Outro)” powtarza to, co otrzymaliśmy w intrze. Ta sama melodia, podobny tekst i krótkie brawa na początku utworu, na które Erykah zasłużyła. Oba “Rimshot” nie są jednak jedynymi króciutkimi utworami, które oddziałają niektóre piosenki od siebie. Mamy tu chociażby “Sometimes (Mix #9)”, które jest zapowiedzią pełnego “Sometimes”, chociaż tylko delikatnie się różni. Nie do końca wiem jak mam traktować “Afro (freestyle skit)”.

Utwór trwa nieco ponad 2 minuty i jest moim zdaniem najbardziej wyróżniającym się nagraniem na “Baduizm”. Słyszymy w nim głosy ze studia, śmiech, rozmowy. Samo wykonanie Eryki również jest bardzo spontaniczne, takie freestyle’owe. Improwizacja. Co fajnie komponuje się z muzyką jazzową. Inspiracje tym gatunkiem właśnie najlepiej słychać w “Afro (freestyle skit)”.

Ciężko mi wybrać najgorszy numer na albumie. Wszystkie utrzymują wysoki poziom i przypadły mi do gustu. Podoba mi się chociażby nieco leniwe “On & On”, barwne i interesujące “Apple Tree” oraz spokojniejsze, trochę nawet smutniejsze “Other Side of the Game”. Warto posłuchać też słodszego, ale dość długiego soulowego “Next Lifetime” oraz uroczego, zagranego m.in. na pianinie “Certainly”. Chociaż podobne tytułem jest “Certainly (Flipped It)”, oba kawałki różnią się muzyką i wykonaniem. Na koniec zachęcam też do sięgnięcia po “4 Leaf Clover”, “No Love” oraz “Drama”.

Erykah śpiewa głównie o miłości. Bardzo podoba mi się tekst do utworu “Next Lifetime”. Badu przywołuje w nim mężczyznę, którego niegdyś spotkała. Spodobał jej się, ale był mały problem – artystka jest związana z innym. Mimo to ma nadzieję, że nowo poznanego przystojniaka spotka w swoim następnym wcieleniu. Ciągle jednak zadaje sobie pytania:

Now what am I supposed to do when I want you in my world? How can I want you for myself when I’m already someone’s girl? (PL: Co powinnam teraz zrobić, kiedy chcę cię w moim świecie? Jak mogę cię chcieć dla siebie, skoro sama należę do kogoś innego?).

Czasami jednak porzuca rozważania na temat kochania i zastanawia się nad otaczającym nas światem. Tak jest chociażby w utworze “Drama”. Spodobał mi się szczególnie fragment, by uczyć innych mądrości, by potrafili się odnaleźć w dzisiejszym świecie, w którym problemów jest sporo (Erykah wymienia kilka z nich: rasizm i segregacja rasowa, inflacja, brak edukacji).

Z debiutanckim albumem Eryki zaczęłam zapoznawać się już w ubiegłe wakacje. Słuchałam go bardzo pobieżnie, nie dokładnie. Nie zwracałam większej uwagi na muzykę, teksty czy wykonanie. Ależ mnie ta Badu nudziła! Jednak kiedy na spokojnie usiadłam do “Baduizm” doceniłam niewymuszone, naturalne piękno tej płyty. Może nie ma tu wielu hitów i utworów, które zostały mi w głowie na długo, będę do niej wracać. To dawna świetnej, soulowej muzyki.

12 Replies to “#333 Erykah Badu “Baduizm” (1997)”

  1. Ode mnie wszystkiego najlepszego dla Eryki. ^^
    Nie słucham Rihanny czy Harlem Shake, ale to dla mnie jednak środek nasenny ;x Nie mój klimat, ale może kiedyś się do niego przekonam.
    Pozdrawiam, True-Villain.blog.pl

  2. Niestety nie znam tej wokalistki. Nagranie nie jest w moim typie lecz bardzo nastrojowe i bardzo by się przyjęło w cichych miejscach takich jak galerie bo kawałek umilający życie, spokojny i przyjazny dla ucha. Pozdrawiam i przypominam również iż oddajemy głosy na czterech artystów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *