#555 Cheryl “Only Human” (2014)

Brytyjska wokalistka Cheryl (do niedawna jeszcze Cole) jest świetnym przykładem na to, że nic nie trwa wiecznie i że nie ma chyba bardziej ulotnej rzeczy niż sława. Niegdyś święciła triumfy z girlsbandem Girls Aloud i (po jego rozpadzie) została pupilką Brytyjczyków, która i usiądzie za jurorskim stołem w talent show “X-Factor” i od czasu do czasu wypuści jakiś spory przebój. Słuchacze jednak są bezlitośni. Na scenie pojawiły się atrakcyjniejsze wokalistki i tylko osoby naprawdę zainteresowane muzyką zarejestrowały informację, iż Cheryl powróciła z nowym materiałem.

Pierwszym solowym popisem Cheryl był album “3 Words” z 2009 roku. Sympatyczne i w pewien sposób przyjemne wydawnictwo całkiem nieźle przedstawiło nam Brytyjkę, choć oryginalnością nie grzeszyło. Pod tym względem jeszcze gorzej było na wydanym rok później krążku “Messy Little Rainbows”. Ta płyta była po prostu… tania i tandetna. Cheryl zrehabilitowała się dopiero dwa lata później. Album “A Million Lights” był najciekawszym epizodem jej solowej kariery, a takie numery jak “Ghetto Baby” (autorstwa Lany Del Rey) czy “Screw You” mogły się podobać.

Na ubiegłorocznym “Only Human”, czyli czwartej studyjnej płycie Cheryl, wokalistka przestaje udawać, że chodzi jej o coś więcej niż dobrą zabawę. Przygotowała po prostu porcję utworów, które miały być muzycznym podkładem do słodkiego nicnierobienia. Sporo tu wpływów muzyki elektronicznej wprost z klubowych parkietów, popowych brzmień oraz melodii, które porwać mają nasze nogi do tańca.

Zdecydowanie najlepiej wypadają piosenki, które sprawiają wrażenie najmniej wymuszonych, najmniej mających parcie na zostanie przebojami. Może i ciężko na singlu byłoby wydać “Intro”, które jest przemową zmarłego w latach 70. Alana Wattsa o tym, że pieniądze wcale nie dają szczęścia, ale równie małe szanse podchwycenia przez komercyjne stacje radiowe ma nagranie “Live Life Now”. Takiej piosenki się po Cheryl zupełnie nie spodziewałam. Hipnotyczny, elektroniczny numer, będący przykładem na to, że klubowa kompozycja w wykonaniu gwiazdy pop nie musi być banalna. Ładnie prezentują się także nowoczesne (ale bez przesady) “Goodbye Means Hello” (charakteryzujące się mniejszym bądź większym rhythm’and’bluesowym feelingiem); będące wariacją na temat coraz popularniejszego PBR&B “Coming Up For Air” czy w końcu aspirujące do miana power ballad “Fight On”, w którym Brytyjka wspierana jest przez gospelowy chórek. Do grona najlepszych piosenek na “Only Human” bez przesady zaliczyć można także singlowy hit “Crazy Stupid Love”. Ta wpadająca w ucho kompozycja oczarowała mnie obecnością saksofonu.

Więcej jednak na albumie piosenek, których obecność rozumiem, ale jej nie aprobuję. Są niesamowicie bezpieczne i zdają się przekrzykiwać siebie nawzajem mnie, wybierz mnie na singla!. Gładkie zwrotki, refreny bez pazura. Melodie, które każdy z nas słyszał już tysiące razy. Ale co szkodzi poznęcać się nad nimi i tysiąc pierwszy.

Słabe wrażenie zrobiły na mnie spokojniejsze propozycje Cheryl. O ile wspomniane wcześniej “Fight On” sprawia, że się uśmiecham, tak humor siada mi podczas słuchania przebojowego, ale zbyt wykrzyczanego “Waiting for Lightning” czy przeciętnego, popsutego auto-tunem “Only Human”. Nie kupuję także niektórych tanecznych nagrań Cheryl. Najgorzej wypada kiczowate, przepełnione komputerowymi bitami “Stars”. Ciężko słucha się także nijakiego “Yellow Love” oraz dance popowych, pospolitych “It’s About Time” i “I Don’t Care”. Niezbyt korzystanie wypadają także wycieczki Cheryl do krainy r&b owocujące takimi nagraniami jak “All In One Night” czy “Throwback”. Są to piosenki do posłuchania “raz na jakiś czas” i ponownego odstawienia.

Nowym albumem Cheryl próbowała nas przekonać, że jest tylko człowiekiem. A jak powszechnie wiadomo, człowiek nie jest istotą idealną. Do perfekcji sporo więc wydawnictwu “Only Human” brakuje. Jakiś pomysł był, jakieś chęci także. Życzyłabym sobie, by Cheryl w przyszłości została w tanecznym świecie, ale nagrywała piosenki bliższe “Live Life Now” aniżeli “Stars”.

 

10 Replies to “#555 Cheryl “Only Human” (2014)”

  1. Gdyby wziąć tylko te najlepsze utwory z płyty i wydać to jako EP-kę, to by był najlepszy album Cheryl. Z kolei gdyby zostawić pozostałe utwory, to by był najgorszy, słabszy nawet od MLR. Misz-masz totalny. Mogłaby się bardziej w swoją muzykę zaangażować (Intro/Live Life Now say hello), bo te wszystkie jej taneczne piosenki to trochę bolą w uszy.

    Zapraszam na nowe recenzje na blogach http://fizzz-reviews.blogspot.com (Madonna, Rebel Heart) oraz http://namuzowani.blog.onet.pl (Florence + the Machine, What Kind of Man)

  2. Spodobała mi się może jedna, może dwie piosenki z tej płyty. Ledwo udało mi się ją przesłuchać całą, a szkoda, bo Cheryl ma świetny głos, ale na tym się kończy. 🙁
    songnevergrewold.blogspot.com

  3. Przyznam się szczerze, że kiedyś byłem wielkim fanem Cheryl, a obecnie nie wiedziałbym nawet, że wydała album…
    Jakoś straciła w moich oczach, słabo coś się stara…
    Super recenzja 🙂

    mlwdragon.blogspot.com

  4. Dwa ostatnie albumy Cheryl uwielbiam, ale o tym tego nie mogę powiedzieć. Krążek bardzo mnie zawiódł. Mogę jedynie pochwalić ja za piosenkę Crazy Stupid Love.

  5. Masz rację, że jednak nieliczni wiedzieli o jej nowym albumie. Ja byłem pewien, że ma ich dwa i szczerze mówiąc wcale jej nie współczuję. Sama otwarcie przyznaje, że nie tworzy NIC na swoich albumach. Dostaje gotowe utwory, które tylko wykonuje. Chociaż “I Don’t Care” muszę przyznać przyjemnie się słucha 🙂

Odpowiedz na „~SylwiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *