#568 The Vaccines “English Graffiti” (2015)

Jak można w ogóle nazwać swój zespół ‘szczepionki’? Mniej więcej taka myśl towarzyszyła mi kilkanaście miesięcy temu, kiedy postanowiłam zapoznać się z twórczością brytyjskiej kapeli The Vaccines. Odbiór dwóch pierwszych płyt grupy porównać mogę do wspominanego na początku zastrzyku, na który jesteśmy ‘zaproszeni’ do lekarza. Na początku lekko boli, ale po chwili i tak nic już nie czujemy, i w zasadzie nawet nie wiemy, czy nam to pomogło czy też nie. Z daleka trzymałabym się pewnie i od tegorocznego wydawnictwa The Vaccines, “English Graffiti”, gdyby nie moja wrodzona ciekawość. Single idealnie spełniły swoje zadanie i zachęciły mnie do sięgnięcia po reprezentowaną przez nie całość.

Albumy “What Did You Expect from The Vaccines?” i “Come of Age” nie porywały, choć zawierały sporą porcję piosenek łączące indie rockowe granie z garażowym zaduchem. Coś jednak nie do końca zagrało. Utwory zlewały się w jedno, z szybkością światła wylatywały z mojej pamięci, nie sprawiały frajdy. Czego spodziewałaś się po The Vaccines?, pyta mnie grupa za pomocą tytułu jednej ze swoich płyt. Czegoś więcej, więcej, więcej. Takich zespołów jest tysiące. Nie wystarczy tylko dobrze grać. Potrzebny jest przede wszystkim pomysł, który pomoże odnaleźć własny styl i własne miejsce w muzycznym biznesie. Kiedy inna brytyjska kapela, Mumford & Sons, odchodząc od folkowych brzmień straciła cząstkę osobowości, The Vaccines otwierając umysł na lżejsze melodie odszukali swoją nową tożsamość.

Album “English Graffiti” wita nas szybkim, dynamicznym utworem “Handsome”, który może być naciąganym hymnem wszystkich narcyzów:

So thank the Lord above that I am pretty (PL: Więc dziękuję, Panie tam w górze, że jestem tak ładny).

O ile ten numer zadziałać może na słuchacza jak mocna kawa o poranku, kolejną kompozycją The Vaccines zdają się ostudzać atmosferę, jeszcze bardziej ją tak naprawdę podkręcając. “Dream Lover” to najlepsze nagranie na albumie. Solidne gitarowe riffy kreują mroczny wydźwięk piosenki opowiadającej w dużym skrócie o wyśnionej ukochanej. Po emocjach, jakie dostarcza “Dream Lover”, aż nieprawdopodobna wydaje się być kolejna propozycja zespołu – bujające, lekkie, przywodzące na myśl lata 80. “Minimal Affection”, które odnaleźć by się mogło na jednej z płyt Broken Bells. Te trio, notabene umieszczone na samym początku albumu, to najjaśniejszy fragment “English Graffiti”.

Zespołowi udało się jednak nagrać jeszcze kilka równie dobrych kawałków. Na uwagę zasługuje przede wszystkim przestrzenne, balladowe, a przede wszystkim rozmarzone “(All Afternoon) in Love”. Spokojniej jest także w “Want You So Bad” – całkiem eleganckim nagraniu, który po małych tylko poprawkach mógłby zaadaptować zespół Arctic Monkeys na swoim albumie “AM”. Warto sięgnąć także po “Give Me a Sign”, który zaskakuje zmianami rytmu. Kiedy kołyszemy się do nieco sennych zwrotek, The Vaccines zaraz wyskakują ze wspartym lekką elektroniką, wyrazistym refrenem. Polecam dać szansę także ostatniej piosence na “English Graffiti”. Instrumentalne, elektroniczne “Undercover” przywodzi na myśl ostatnią twórczość Coldplay.

Z pozostałych kompozycji najsłabsze wrażenie zrobiło na mnie bardzo energetyczne, ale brzmiące zbyt młodzieżowo i chaotycznie “Radio Bikini”. Powoli przekonuję się natomiast do “20/20”, które kojarzy mi się z nagraniami pop punkowych grup prosto ze słonecznego zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Na sam koniec warto przyjrzeć się bliżej elektroniczno-rockowemu “Denial” oraz dojrzałemu “Maybe I Could Hold You”, o wyważonym, ładnym brzmieniu.

Cieszy mnie, że albumem “English Graffiti” The Vaccines zrobili ogromny krok do przodu. Płyta przede wszystkim dobrze i porządnie brzmi, a zawarte na niej kompozycje zachęcają do ponownego wsłuchiwania się w nie. Mam nadzieję, że nowe piosenki zespołu zostaną z nami tak długo, jak graffiti na ścianie polskiego bloku na pierwszym lepszym osiedlu.

8 Replies to “#568 The Vaccines “English Graffiti” (2015)”

  1. Niedawno zwróciłam uwagę na ten album, ale nie zdecydowałam się go przesłuchać. Myślę, że Twoja recenzja mnie do tego przekonała 🙂

    Zapraszam na nową recenzję 🙂

  2. i piękne jest to, że każdy może mieć swoje zdanie w zależności od tego jaką muzykę lubi najbardziej 😀

    recenzja The Vaccines u nas na blogu z lekko innym zdaniem niż Twoje;)

Odpowiedz na „~adixAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *