Relacja z koncertu Imany

Są tacy artyści, o których można powiedzieć, że znaleźli w Polsce swój drugi dom. Kiedy z odwiedzaniem nas nieco przystopowała Jessie Ware, do kraju nad Wisłą regularnie zaczęła zaglądać Imany. Śpiewała dla polskiej publiki niezliczoną ilość razy, i wszystko wskazuje na to, że pośpiewa jeszcze długo. Każdy jej koncert budzi ogromne zainteresowanie i wyprzedaje się na pniu. Podobnie było z trzema październikowymi występami. Wybrałam się na poznański, by przekonać się na własne oczy (i uszy), co tak przyciąga Polaków do tej ciemnoskórej wokalistki.

Zanim jednak dane mi było przywitanie się z Imany, na niecałe pół godziny scenę zajęła młoda polska wokalistka Kasia Lins. Tak, może coś wam świtać. Kasia już raz była bohaterką jednego z artykułów. Trzy lata temu podzieliłam się z wami relacją z jej pierwszego (!) koncertu. Artystka promowała wówczas swój debiutancki album “Take My Tears”. Wkrótce, jak sama zdradziła, powróci z epką, którą zapowiada singiel “Tonę”. Mieliśmy okazję posłuchać kilku premierowych nagrań, które, inaczej niż płyta, spoglądają w stronę dobrego popu. Sporo będzie po polsku – to też (sympatyczna) nowość w twórczości Kasi. Jej występ zanim na dobre się rozkręcił, zdążył się skończyć. Cóż, taka rola supportu, ale mam nadzieję, że Lins ma w planach klubową trasę koncertową. Warto ją zobaczyć.

Początek koncertu przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Sądziłam, że artystka wejdzie na scenę, przywita się z publicznością i zaśpiewa na “dzień dobry” coś lekkiego. Tymczasem Imany postawiła na mroczniejszy wstęp, bębny i chwilowe schowanie się przed nami z tyłu sceny. Taką właśnie oprawę miała jedna z najlepszych premierowych kompozycji wokalistki – podniosłe “Save Our Soul” reprezentujące nowy, pierwszy od pięciu lat album “The Wrong Kind of War”. To właśnie w ramach jego promocji Imany ponownie wyruszyła w trasę, choć, jak sama zaznaczyła, nie skupi się wyłącznie na tegorocznych nagraniach. One jednak przeważały. Mogliśmy więc usłyszeć na żywo takie kompozycje jak “No Reason No Rhyme”, “There Were Tears”, smutną balladę “Lately”, żywiołowe “You Don’t Belong to Me” i “I’m Not Sick But I’m Not Well”. Nie zabrakło także świetnie przyjętego singla “Don’t Be So Shy” – wprawdzie nie w kapitalnym remixie Filatov & Karas, ale równie dobrej, wyrazistej aranżacji. W koncertowej wersji świetnie wypada  rozciągnięte, połączone z przedstawianiem muzyków i chórkami robionymi przez publikę “Silver Lining (Clap Your Hands)”.

Koncert byłby wybrakowany, gdyby zabrakło na nim sprawdzonych, folkowo-bluesowych kompozycji z debiutanckiego longplay’a wokalistki. Najwięcej hałasu zrobił oczywiście utwór “You Will Never Know”, podczas którego artystka sprawdzała naszą pamięć, dając nam odśpiewać refren. Nie muszę chyba dodawać, że zaliczyliśmy to zadanie na piątkę z plusem. Cieszę się, że Imany wspomniała także takie piosenki jak “Slow Down”, “Please and Change” oraz refleksyjne “Shape Of a Broken Heart”, które pięknie zamknęło cały koncert.

Nie można pisać o koncercie Imany i nie wspomnieć ani słowem o głównej bohaterce wydarzenia. Wokalistka jest jedną z tych gwiazd, które lubią być blisko swoich fanów, a nie ma ku temu lepszej okazji, niż koncert. Imany chętnie opowiada krótko o utworach, dając przy okazji dobre rady w stylu “nie warto na siłę zmieniać swojej drugiej połówki” (“Please and Change”) czy “czasem lepiej znajomość zakończyć, niż bezsensownie ją ciągnąć” (“Nothing to Save”). Przygotowała też małe niespodzianki. Takową było wplecenie wersu z “Don’t Let Me Be Misunderstood” Niny Simone do kompozycji “You Will Never Know”. Nie spodziewałam się też dwóch coverów – emocjonalnego “Bohemian Rhapsody” Queen oraz akustycznego “I Wanna Dance With Somebody” Whitney Houston. Pierwszy z nich został świetnie odwzorowany przez towarzyszący Imany zespół. Jej samej należą się brawa za odwagę, bo dla wielu osób przebój Queen jest święty i nietykalny. A jeśli chodzi o dance popowy hit Houston… nie sądziłam, że ta piosenka potrafi wzruszać. Ważnym punktem poznańskiego występu Imany był także utwór “Seat With Me” z debiutanckiej płyty. Wokalistka poprosiła nas… byśmy usiedli. Następnie weszła w tłum i tam została do końca kompozycji. Było w tym coś magicznego.

Czy znalazłam odpowiedź na pytanie, czemu Imany jest tak w Polsce uwielbiana? Wydaje mi się, że tak. I to dość szybko. Tu nie chodzi o to, że pięknie śpiewa, brzmiąc dokładnie tak jak w studyjnych wersjach. Tu też nie chodzi o te ładne, żywe, nietknięte komputerowymi zabawkami melodie. Imany lubi się przede wszystkim za jej osobowość. Za uśmiech. Innym razem za tworzenie melancholijnego klimatu. Za prawdę. Za naturalność. Za mądre teksty piosenek. Za stworzenie podczas koncertu takiej atmosfery, że każdy ma wrażenie, że artystka śpiewa tylko dla niego. Mogłaby wprawdzie częstować nas nową muzyką częściej, ale niech sobie wraca do Polski z tymi samymi utworami nawet kilkukrotnie. Za każdym razem warto będzie pójść i ich posłuchać. I zabrać rodziców, bo pierwsze rzędy wcale nie były okupowane przez młodzież.

SETLISTA

Save Our Soul
No Reason No Rhyme
The Good, the Bad & the Crazy
I’m Not Sick But I’m Not Well
There Were Tears
Bohemian Rhapsody (Queen cover)
Lately
Slow Down
Don’t Be So Shy
Nothing to Save
Please And Change
Seat With Me
I Long For You
You Will Never Know
You Don’t Belong To Me
Silver Lining (Clap Your Hands)
I Wanna Dance With Somebody (Whitney Houston cover)
Shape Of A Broken Heart

 

6 Replies to “Relacja z koncertu Imany”

  1. Ciekawie opisałaś koncert, aż się żałuje, że samemu się tego nie przeżyło 🙂 Zgadzam się, że obok muzyki tworzenie nastroju na koncertach jest bardzo ważne, sama kilka razy takich koncertów doświadczyłam i czasami artysta wcale nie musi robić wielkiego show w stylu Madonny, żeby być zapamiętanym na długo 🙂

  2. Przypomniał mi się koncert Skunk Anansie, podczas którego Skin poprosiła wszystkich, żeby ukucnęli 🙂 Potem weszła w tłum i rozpętała prawdziwe szaleństwo. Takie koncerty zawsze najfajniej się wspomina. Słowo “magia” chyba najlepiej do nich pasuje.

  3. Muzycznie Imany była i chyba już zawsze będzie mi dość obojętna. Nie widzę w niej przebłysku geniuszu. Taki poziom podobny co Indila, czy Adele. Niby to ładne, ale płaskie i zwyczajne.

Odpowiedz na „~PatrycjaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *