#850 The Weeknd “My Dear Melancholy, EP” (2018)

Zaczęło się od kilku zdjęć i filmików prosto ze studia nagraniowego. Później doszły do tego informacje o przeprowadzanym masteringu i zrzuty ekranu sms’owych rozmów artysty ze współpracownikiem, La Marem Taylorem, dotyczących tego, czy nowa muzyka powinna ujrzeć światło dzienne w najbliższy piątek. Dzień później wszystko stało się jasne, a kanadyjski wokalista The Weeknd (Abel Tesfaye) ponownie trafił na usta melomanów. I plotkarzy, bo na epce “My Dear Melancholy,” śpiewa o ostatnich kobietach w swoim życiu.

Nie wchodzę nigdy artystom w życie prywatne, nie podglądam ich na Instagramie, nie interesuje mnie, z kim się spotykają, ile mają dzieci i jak wabią się ich psy. Dla mnie liczy się muzyka. Sięgając po premierowego The Weeknd zrobiłam jednak mały reaserch by dowiedzieć się, kto złamał mu serce i zainspirował do nagrania takich piosenek. Przewinęły się dwa nazwiska – modelka Bella Hadid i aktorka/wokalistka Selena Gomez. Warto im za to podziękować, bo dawno już twórczość Kanadyjczyka nie budziła we mnie takich emocji.

W melancholijny klimat epki idealnie wprowadza wzbogacone dźwiękami pianina “Call Out My Name”, które jest tak smutnym nagraniem, że słuchaczowi z miejsca udziela się jego minorowy nastrój. Abel przepełnionym żalem głosem śpiewa o swoim związku z Gomez (wers I almost cut a piece of myself for your life odnosi się do operacji, jaką musiała przejść), winiąc byłą partnerkę za to, że nie traktowała ich związku tak poważnie, jak robił to on. Jednocześnie bardzo za nią tęskni, o czym śpiewa w podszytym ponurą elektroniką kawałku “Try Me”. W bardziej rozrywkowym, choć mało przekonująco zaśpiewanym utworze “Wasted Times” zestawia obie kobiety razem, kładąc na klubowe bity gorzkie wersy pokroju you put my life through hell.

“I Was Never There” jest pierwszą z dwóch kompozycji, nad którymi Kanadyjczyk siedział z francuskim producentem Gesaffelsteinem. Postawienie na surowsze brzmienie nadało jej lekkiego dramatyzmu, który podkreślił stronę liryczną piosenki, w której The Weeknd oskarża byłą ukochaną, że po rozpadzie ich związku musiał szukać pocieszenia w używkach. Bardziej jednak podoba mi się drugi efekt ich współpracy – delikatnie taneczne “Hurt You”. Epkę zamyka nostalgiczne “Privilege”, w którym – podobnie jak w otwierającym wydawnictwo kawałku – wyraźniej słychać klawisze pianina. So let’s just try to end it with a smile śpiewa wokalista, ale nie do końca chce mu się w to wierzyć.

Należę do osób, które polubiły The Weeknd za sprawą “Trilogy” i debiutanckiego longplay’a “Kiss Land”. Mroczne, elektroniczne r&b celnie trafiało w mój gust. Ta muzyka była świeża, a towarzyszące jej teksty pozostawiały spore pole naszej wyobraźni. Kolejne dwa wydawnictwa to już The Weeknd dosłowniejszy, bardziej przebojowy, mainstreamowy. Odkrywaniu epki “My Dear Melancholy,” towarzyszył podobny dreszczyk podniecenia co pierwszym spotkaniom m.in. z “Thursday” czy “Echoes of Silence”. I to jest największa zaleta tego mini albumu. Artysta ponownie wkupił się w moje łaski. Ten przecinek w tytule epki nie jest przypadkowy. Na pewno wkrótce otrzymamy kolejne wydawnictwo a może nawet i dwa. W końcu kto ze starych fanów Abla po wysłuchaniu “Beauty Behind the Madness” i “Starboy” nie zamarzył o nowej “Trilogy”? Pytanie, co o nowej muzyce The Weeknd sądzą Hadid i Gomez. Co jeszcze ma im do wyśpiewania (zarzucenia) wokalista?

Warto: Call Out My Name & Hurt You

4 odpowiedzi do “#850 The Weeknd “My Dear Melancholy, EP” (2018)”

  1. Bardzo podoba mi się ta epka. Jest naprawdę świetna, warto ją znać. Mam nadzieję, że Abel będzie dalej szedł w tym kierunku, bo Starboy było raczej słabe.

  2. Baaardzo polubiłam tę płytę. Wcześniej nie przepadałam za The Weeknd, ale ta płyta zmieniła moje podejście. “Call Out My Name” i “Privilege” to moje faworyty.
    Zapraszam na nowy wpis.
    Pozdrawiam. 🙂

  3. Z Weeknd mam problem. Pojedyncze kawałki, zazwyczaj te, które najczęściej są grane w radiach podobają mi się, a całościowo zawsze mnie nudzi. Zwyczajnie mi nie podchodzi jego wokal, drażni mnie już przy kilku z rzędu utworach.

Odpowiedz na „bartosz-po-prostuAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *