#888 Carla dal Forno “The Garden” (EP) (2017)

Niedawna premiera albumu “Hunter”* Anny Calvi nie tylko sprawiła, że chętnie powróciłam do starszych dzieł gitarzystki, ale i przypomniała mi o wokalistce, na którą przypadkowo wpadłam pod koniec 2017 roku poszukując ciekawych, nowych głosów, a która wydała mi się być daleką kuzynką brytyjskiej artystki. Carla dal Forno pochodzi wprawdzie z odległej Australii, ale lata temu przybyła do Berlina – miasta, które wielu twórców uznaje za najbardziej inspirujące na Starym Kontynencie.

Zeszłoroczna epka “The Garden” jest naturalnym następcą debiutanckiego albumu Australijki, “You Know What It’s Like” z 2016 roku. A właściwie nie tyle wstępem do nowego rozdziału kariery Carli, lecz rozszerzeniem tego, co już było. Dlatego sądzę, iż w dobie szybko przyswajanej muzyki i tysięcy utworów, które co tydzień mają swe premiery, warto poświęcić szesnaście minut na epkę “The Garden”, by przekonać się na własnej skórze, czy cały longplay jest godny sprawdzenia. Już teraz zdradzę, że jeśli cenicie sobie klimatyczne, minimalistyczne granie, nazwisko dal Forno powinno pojawić się na waszym radarze.

Obcowanie z epką “The Garden” jest jak wieczorny spacer po tytułowym ogrodzie. Niby widać rękę jednego ogrodnika, ale co parę kroków czai się nowa stylistyczna niespodzianka. Płyta rozpoczyna się przenikliwym, zbudowanym przez zapętlony bas i rytmiczną, choć ukrywającą się perkusję “We Shouldn’t Have to Wait”. Piosenka jest moim ulubionym momentem epki. Szczególnie podobają mi się jej mroczny klimat i słodko-gorzkie wokale Carli towarzyszące ciężkiej, industrialnej melodii. Utworem celującym w bardziej dream popowe tony jest “Clusters”. Świetne “Make Up Talk” wraca na bardziej alt rockowe ścieżki, przyciągając uwagę odgłosami, które przenikają się z niepokojącą, wojskową melodią. Brzmi to trochę tak, jakby swoją piosenkę dal Forno rejestrowała w nawiedzonej fabryce na skraju lasu. Zamykające to krótkie wydawnictwo nagranie “The Garden” jest oniryczną balladą, do której chciałoby się zobaczyć nakręcony w świetle księżyca teledysk.

Istnieją wykonawcy, którzy mają taki “talent” do składania swoich epek, że z chęcią bym je skróciła o te jeden-dwa numery. Z Carlą dal Forno problem mam inny. Dla mnie te cztery kawałki, jakie znalazły się na “The Garden”, to za mało. Bo chociaż epka (podobnie zresztą jak płyta “You Know What It’s Like”) sprawia wrażenie jednorodnej i, przy pobieżnym, nieuważnym słuchaniu, po prostu nudnej, tak naprawdę jest świadectwem sporej pomysłowości autorki. Tytuł mini albumu Australijki zainspirował utwór “The Garden” niemieckiej formacji Einstürzende Neubauten. Nie znam całej dyskografii tego zespołu, ale nie przypominam sobie, bym natrafiła na spokojniejszą, mniej szaloną kompozycję firmowaną jego nazwą. Kto wie, może patronem drugiego krążka Carli zostanie numer “Was ist ist”? Z chęcią to sprawdzę, bo takim debiutantkom chce się kibicować.

Warto: We Shouldn’t Have to Wait & Make Up Talk

_________________________

#001 Rihanna Rated R
#111 Sugababes Sweet 7
#222 Nelly Furtado The Best of Nelly Furtado
#333 Erykah Badu Baduizm
#444 Katy B Little Red
#555 Cheryl Only Human
#666 Brodka Clashes
#777 Bebe Rexha All Your Fault: Pt. 1
#999 ?

_________________________

* Recenzja w poniedziałek, 17.9

3 odpowiedzi do “#888 Carla dal Forno “The Garden” (EP) (2017)”

  1. Mroczne to, w całkiem przyjemny sposób. Być może wokal trochę zbyt przetworzony, jak na mój gust, ale nie będę się czepiać, bo ogólnie słucha się w miarę spoko, szczególnie “The Garden”.

    Gratulacje z okazji 888!! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *