#887 Hozier “Nina Cried Power” (EP) (2018)

W 2014 roku Hozier, skromny, długowłosy Irlandczyk z gitarą, stał się ogromną sensacją. W dobie często nieciekawych, banalnych piosenek okupujących wysokie miejsca na listach przebojów jego singiel “Take Me to Church” był jak powiew zimnego, świeżego powietrza. Udowadniał także, iż słuchacze czasem chcą czegoś więcej od prostego rytmu i chwytliwego refrenu. Za piosenką przyszła imienna płyta, która szybko znikała ze sklepowych półek. A potem była cisza, na chwilę tylko przerwana utworem “Better Love”. I gdy wydawało się, że Hozier będzie tylko głosem przeszłości, on powrócił z epką. I znów go kochamy.

Często mi się zdarza, że zainteresuje i zachwyci mnie dany debiutant, ale z czasem coraz mnie zaczynają ciekawić mnie jego dalsze losy i w efekcie bez większego rozemocjonowania czekam na drugi rozdział jego kariery. Tak było w przypadku m.in. Willow, Tinashe, Royal Blood czy Black Atlass. Jednak do Hoziera w ciągu tych czterech lat z mniejszą lub większą regularnością wracałam*. Wciąż jestem pod dużym urokiem jego dojrzałego, głębokiego głosu. I takich piosenek jak “Arsonist’s Lullaby”, “To Be Alone”, “Work Song” czy “Jackie and Wilson”, które szybko się nie zestarzeją.

Epka rozpoczyna się tytułową kompozycją, która wbija w fotel od pierwszych sekund. Soft rockowe “Nina Cried Power” jest podniosłym nagraniem, w którym Hozier wspomina artystów (m.in. Ninę Simone, Johna Lennona, Billie Holiday, Joni Mitchell) mających ogromny wpływ na kolejne pokolenia i chętnie komentujących w swoich utworach niełatwą sytuację społeczną swoich czasów. Ciężko Hoziera stawiać z nimi w jednym rzędzie, ale kto wie, co przyniesie przyszłość. Niesamowitego klimatu całej piosence dodaje gospelowy chór, któremu przewodzi sama Mavis Staples. Bombastyczne otwarcie epki przeistacza się w jedną z najdelikatniejszych piosenek w twórczości Irlandczyka. “NFWMB” czaruje onirycznymi gitarami i intymną atmosferą. Do melodii pasują wyciszone, często wysokie wokale artysty. W spokojniejsze tony uderza również “Shrike” będące moim ulubionym momentem “Nina Cried Power”. Folkowe, łagodne nagranie o końcu miłości (I couldn’t utter my love when it counted) przypomina starsze dokonania Hoziera, w szczególności “In a Week”. Piosenka w ucho nie wpada, ale wracanie do niej dostarcza wielu emocji. Wartym uwagi utworem jest także bluesowe, klaskane “Moment’s Silence (Common Tongue)”, w którego refrenie wokalista sięga po mocniejsze brzmienia.

Oj, chciałoby się dostać już drugi studyjny album Hoziera. Podobno poczekać na niego musimy do przyszłego roku, a poziom mojej niecierpliwości już teraz jest bardzo wysoki. Epką “Nina Cried Power” Irlandczyk udowodnił, że przez te kilka lat nie osiadł na laurach. Dopracowywał swój styl, ale jednocześnie (o czym przekonują “NFWMB” i tytułowa kompozycja) miał otwarty umysł na nowe muzyczne rozwiązania. Tegoroczny mini album jest rewelacyjnym powrotem i zapowiedzią czegoś naprawdę pięknego i porywającego.

Warto: wszystko

* Mogę się nawet pochwalić obecnością ne jego pierwszym (i, jak na razie, ostatnim) polskim koncercie – Open’er 2015.

2 Replies to “#887 Hozier “Nina Cried Power” (EP) (2018)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *