#936 Jesse Jo Stark “Dandelion” (EP) (2018)

Amerykańska wokalistka Jesse Jo Stark z show biznesem wiele wspólnego ma już od wczesnych lat dzieciństwa. Jej rodzice są założycielami meblarskiej i modowej marki Chrome Heart, która wśród klientów ma wiele sław. Jej matką chrzestną jest Cher, a do grona przyjaciół należy m.in. modelka Bella Hadid. Jesse muzyczną karierę dopiero zaczyna, ale już okrzyknięta została najbardziej rock & rollową debiutantką.

Co ciekawe muzyczne zainteresowania Stark były kompletnie inne. Chociaż rodzice starali się wpoić jej miłość do country i rocka, ona sama wybierała pop w wykonaniu takich artystek jak Christina Aguilera. Mogłyby się dogadać, gdyż i u Aguilery przewijają się od czasu do czasu rockowe motywy. Debiutancka epka Jesse, “Dandelion” (dla mnie była to ciekawostka – tytuł oznacza mniszka lekarskiego), zdradziła mi jeszcze dwóch idoli młodej Amerykanki. Ale o tym później.

Mini album rozpoczyna się piosenką tytułową, która zostawia po sobie dobre wrażenie. Niby “Dandelion” dryfuje w kierunku melancholijnego country-folku końcówki lat 60., ale całości udało się zachować współczesny charakter. Sporo w wokalach Jesse smutku i niepewności, które w następnym utworze, ostrzejszym “Love Is in the Air” przechodzą transformację i pokazują nam chłodniejszą, zadziorniejszą stronę artystki. Coś mi jednak w tym kawałku nie gra. Jesse dała się zepchnąć na drugi plan. Z tej piosenki praktycznie pamięta się jedynie muzykę. Na szczęście powrotem na właściwe, ponownie intrygujące, tory jest “Breakfast with Lou” – urocza, retro pioseneczka puszczająca oczko do miłośników stylistyki lat 50.  Kim jest tytułowy Lou? Najprawdopodobniej chodzi o samego Lou Reeda*. Ponownie swoje rockowe oblicze Stark pokazuje w męczącym “Chelsea Hotel”, odświeżając legendę nowojorskiego hotelu, o którym wcześniej śpiewał Leonard Cohen, by za chwilę w rozmarzonym, eleganckim “Monster Man” stać się postacią spokojniejszą i bardziej kobiecą. Ta ostatnia, vintage’owa kompozycja powinna przypaść do gustu fanom Lany Del Rey. Jesse nie ma na razie takiego pióra jak jej starsza koleżanka po fachu, ale sporo obiecuje.

Debiutancka epka Jesse Jo Stark, “Dandelion”, jawić się może jako oszustwo. Wokalistka skrzywdzona została przez dziennikarzy, którzy przykleili jej wspomnianą na wstępie łatkę rock & rollowej artystki. Amerykanka ma w sobie trochę tego buntu i energii, ale znacznie lepiej wypada w powolniejszych utworach, których aranżacje wskazywać mogą na jej zainteresowanie brzmieniami sprzed paru dekad. “Dandelion” jest więc takim misz-maszem. Próbą dowiedzenia się, w czym Stark może najbardziej spodobać się wybrednej publiczności. Patrząc na jej single wydane po premierze epki stwierdzić mogę, że artystka wciąż poszukuje. Ale na pewno warto mieć na nią oko.

Warto: Breakfast with Lou & Dandelion

*Słowa white light, white heat, Coney Island, back beat, I wanna have breakfast with Lou mogą być odniesieniem do utworu “Coney Island Baby” Lou Reeda.

9 Replies to “#936 Jesse Jo Stark “Dandelion” (EP) (2018)”

  1. Właśnie słucham i mi się podoba (no może oprócz “Breakfast With Lou”), ale ja jestem prostym człowiekiem, coś jest stylizowane na retro – lubię to. 😉
    Pozdrawiam

  2. Bardzo fajny wokal. I to retro brzmienie też do mnie przemawia 🙂
    Będę ją obserwować 🙂 Z tych dwóch piosenek bardziej mi się podoba “Monster Man” – świetny klimat!

    Pozdrowienia i zapraszam na nowy wpis: http:// bartosz-po-prostu.com 🙂

  3. Nie żebym miał się jakoś specjalnie zachwycać Jesse Jo Stark, bo wokal jakich wiele obecnie, ale talentu nie można jej odmówić. Z tym swoim retro brzmieniem ma w sobie coś z Lany Del Rey.

    Pozdrawiam!

  4. Bardzo przyjemne brzmienie, podobnie jak poprzednikom, klimat retro też bardzo mi się podoba. No i okładka też jest genialna, tak na marginesie.
    Zapraszam na nowy wpis i pozdrawiam 🙂

Odpowiedz na „Reckless SerenadeAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *