#1053, 1054 Greentea Peng “RISING” (2019) & Raveena “Moonstone” (2020)


Odkrywania nowych dźwięków ciąg dalszy. Tym razem mam dla was dwie egzotyczne wokalistki, którym przyszło dorastać w Zachodnim świecie i chłonąć nowoczesną muzykę. Jedna o swoich korzeniach ciągle pamięta, druga się od nich odcina. Jedna stacjonuje w Londynie, druga w Nowym Jorku. Różni je także rodzaj wykonywanej muzyki.

GREENTEA PENG RISING

Naprawdę nazywa się Aria Wells, ale na swój muzyczny pseudonim wybrała Greentea Peng, oddając tym samym hołd swojemu ulubionemu napojowi. Wygląda egzotycznie, lecz na świat przyszła w południowej części Londynu. Otaczając się muzyką Lauryn Hill, The Fugees i melodiami reggae postanowiła dołożyć swoją cegiełkę w budowanie muzycznego wizerunku stolicy Anglii. Dawno Londyn nie brzmiał tak egzotycznie. Wydana w 2019 roku epka “RISING” nie jest debiutem dwudziestosześcioletniej wokalistki. Rok wcześniej w nasze ręce oddała mini album “Sensi”, lecz to późniejsza płytka bardziej mnie zaintrygowała – jest mniej pastelowo, przebija się więcej inspiracji innymi niż alt r&b i neo soul gatunkami. Jak chociażby afrobeatem w “Sane” czy reggae w “Risin'”. Moimi ulubieńcami są jednak odznaczające się minimalistycznym, choć zauważalnym plumkającym bitem “Inna City”, oraz rozleniwione, muśnięte dźwiękami saksofonu “Mr. Sun (miss da sun)”. Druga z kompozycji powinna zostać wybrana na nowy hymn pożegnania lata. Greentea Peng proponuje nam także spokojniejsze, na swój sposób eleganckie tracki “Liberation” i “Saturn”. Epka “RISING” zatrzymała mnie przy sobie zaskakująco długo. Największa w tym zasługa samej Wells, w której szczególnie zaciekawia kontrast – lekko zachrypnięty głos i zadziorna postawa zderza się ze sporą wrażliwością.

Warto: Inna City & Mr. Sun (miss da sun)

RAVEENA MOONSTONE

Na przełomie lat 80. i .90. rodzice Raveeny wyemigrowali z dotkniętych wieloma konfliktami Indii do Nowego Jorku. Artystka wychowywała się w konserwatywnym domu, lecz i tak natknęła się na muzykę zachodniego świata. W szkole średniej pokochała soulowe i rhythm’and’bluesowe brzmienia, a niedługo potem podjęła ważną decyzję: zostaję wokalistką. I chociaż Raveena w swoich nagraniach od lat przemyca elementy tych dwóch gatunków, nie jest artystką pokroju Beyoncé czy Alicii Keys. Jej twórczość ma bardziej sypialniany, pościelowy charakter. To taka… tabletka na spokojny sen. W ubiegłym roku wokalistka wydała debiutancki album “Lucid”, do którego dorzuciła dziś cztery piosenki zamknięte w formie epki “Moonstone”. I przyznam, że w takiej formie Raveenę kupuję szybciej – mało w jej utworach różnorodności czy zwrotów akcji, przez co łatwo zlewają się w jedną pastelową, milutką melodię. Tu trwa ona piętnaście minut, a składają się na nią wzbogacone dźwiękami gitary kawałki “Headaches”; wyśpiewywane słodkim, niepewnym głosem “Close 2 U” i akustyczne, niezwykle proste “Starflower”. Moim ulubionym momentem jest jednak delikatnie kołyszące “Heartbeat”. Moje serce na razie głośniej dla piosenek Raveeny nie bije, ale od czasu do czasu, dla relaksu? Warto czasem wrócić.

Warto: Heartbeat

2 Replies to “#1053, 1054 Greentea Peng “RISING” (2019) & Raveena “Moonstone” (2020)”

  1. Obie płyty wydają się interesujące, na pewno przesłucham, bo mnie ostatnio też brakuje nowych dźwięków.
    Zapraszam na nowy wpis i pozdrawiam 🙂

  2. Posłuchałem sobie przed przeczytaniem Twoich wrażeń i co ciekawe, od Raveeny też sobie zaznaczyłem tylko “Heartbeat”. Wolę EPkę Greentea Peng, a jeszcze bardziej lubię jej najnowszy singiel, “Ghost Town” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *