RECENZJA: Ciara “CiCi” (2025) (#1622)

Jak “CiCi” wypada w roli albumu, który podtrzymać ma nasze zainteresowanie kolejną długogrającą płytą Amerykanki? pytałam przed dwoma laty, kiedy spisywałam swoje wrażenia po lekturze epki “CiCi”. Nie sądziłam wówczas, że to fragment większego projektu – swoją drogą noszącego ten sam tytuł i… powtarzającego to, co znamy ze wspomnianego mini albumu. Ciara poszła drogą na skróty, ale warto sprawdzić, czy chociaż faktyczne nowości dają radę. W przypadku artystki nie jest to od lat takie oczywiste.

Jak już wspomniałam, ósmy studyjny krążek wokalistki (i pierwszy pełnoprawny longplay od 2019 roku i czasów “Beauty Marks”) wchłonął całą epkę “CiCi”, w efekcie czego na czternaście kawałków faktycznymi nowościami jest jedynie połowa z nich. Przez te dwa lata moje odczucia w stosunku do znanych z mini albumu kompozycji nie zmieniły się. Wciąż bardzo podobają mi się “Low Key” czy “How We Roll”. I wciąż reszta niezbyt mnie grzeje, choć przyznać trzeba, że artystka chce trzymać rękę na pulsie.

Jedną z takich brzmiących współcześnie nowości jest popowo-trapowe “Made It”, w którym Ciara balansuje na granicy śpiewu i rapu. Piosenka jest mało dynamiczna, dlatego każdy, kto woli Amerykankę w szybszym tempie i przy mocniejszych bitach, ten zainteresować się powinien masywnym “Run It Up”; wprowadzającym hip hop na klubowe parkiety “Wassup” czy lżejszym “This Right Here” przypominającym mi starsze nagrania artystki. Nic nowego nie wnosi sobą utrzymany w średnim tempie letniaczek “Dance With Me”. Wartymi uwagi utworami są za to zmysłowe, powolne “Ecstasy” oraz “Drop Your Love”, któremu sample z kawałka “Love Come Down” Evelyn “Champagne” King nadają retro sznytu.

Od dobrych kilku lat każda kolejna płyta Ciary zapowiadana jest jako jej wielki powrót. Los nie oszczędził i krążka “CiCi”, który zostawia po sobie jednak spory niedosyt. Płyta brzmi świeżo w kilku momentach, a dodatkowego kolorytu nadają jej kolaboracje (słyszymy tu m.in. Latto, Chrisa Browna, Tyge czy Busta Rhymes). Problem w tym, że całość jest trochę zbyt bezpieczna. Ciara trzyma się sprawdzonych schematów, przez co album nie zaskakuje tak, jak mógłby. Jakby tego było mało, połowę materiału znaliśmy od dwóch lat. “CiCi” jest płytą przyjemną i momentami błyskotliwą, ale bardziej zachowawczą aniżeli przełomową. Ciara pokazuje, że wciąż potrafi dostarczyć kawałków do potupania nóżką, ale znowu nie wychodzi poza swoją strefę komfortu.

Warto: Low Key & Ecstasy

___________

GoodiesCiara: The EvolutionFantasy RideBasic InstinctCiaraJackie Beauty Marks 

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *