
Rok 2025 okazał się przełomowy dla The Marías. Zespół, który przez ostatnie lata budował swoją pozycję w świecie alternatywnego popu, wreszcie wspiął się na szczyt swojej popularności zdobywając nowych fanów. Ubiegłoroczna płyta “Submarine” wciąż jest odkrywana przez kolejnych melomanów, a tymczasem liderka formacji, María Zardoya, zdecydowała, że pora na solowy ruch. Powołała do życia projekt Not For Radio i pod tym szyldem wydała krążek “Melt”.
Przygodę z solową twórczością Marii rozpoczynamy przy dźwiękach utworu “Puddles” – nastrojowej, zahaczającej o ambient kompozycji, która zdradza, że “Melt” będzie pełne piosenek rozmarzonych i bardzo klimatycznych. Następujące po nim nagranie “My Turn” rozszerza trochę bardziej instrumentarium przy zachowaniu tej samej sennej atmosfery. “Moment” ponownie zwalnia, lecz pojawiająca się w tle perkusja wprowadza nieco rytmiczności do tego pastelowego świata. Instrument ten przewija się i w mroczniejszym “Back to You”, którego tęskny klimat podkreślają wielokrotnie powtarzane przez wokalistkę słowa I hope it brings me back to you; oraz magicznym, lekko kosmicznym “Swan”, które na ziemię ciągną jedynie eleganckie klawisze pianina.
Drugą połowę tego dziesięciotrackowego wydawnictwa otwiera łącząca bedroom pop z ambientem i r&b “Not the Only One”, w którym wokal Maríi jest miękki i anemiczny. Piosenka “Magnet” powraca do ciemniejszych, alternatywnych klimatów, którym delikatnej dramaturgii nadają dźwięki instrumentów smyczkowych. Akustyczna gitara przebija się w hipnotycznym “Vueltas” – kompozycji, którą Not For Radio przypomina o swych latynoskich korzeniach. Góruje nad nią nienachalna zmysłowość, ale i smutek. Ciepłe brzmienie pianina w “Water On Your Nose” kontrastuje z dream popowo-ambientowym chłodem i intymnością, jaką przesiąknięty jest głos Zardoyi. Budowanym na subtelnym, leniwym, pulsującym rytmie “Slip” artystka żegna się ze słuchaczami po cichu, odmawiając sobie patetycznego zakończenia.
Płyta “Melt” Not For Radio jest rzeczywiście zbiorem piosenek nie do radia. Brak tu wyraźnych refrenów, pośpiechu, czy zwykłej chęci przypodobania się współczesnym algorytmom. Solowa muzyka artystki wymaga ciszy i skupienia, a najlepiej słucha się jej późno w nocy, gdy wszystko wokół cichnie, a my zostajemy sami ze swoimi myślami. Stylistycznie album “Melt” jest niczym podróż w czasie do chwil, gdy The Marías dopiero kształtowali swoje brzmienie: zmysłowe, mgliste, senne, przesiąknięte melancholią. W tym sensie solowy debiut Maríi Zardoyi nie jest odcięciem się od zespołu, lecz cichym powrotem do jego źródeł. Piękna jesienna płyta i mój kandydat do miana AOTY. Jeśli Mazzy Star w 2025 roku nagrywaliby muzykę, mogłaby brzmieć ona właśnie tak.
Warto: wszystko