RECENZJA: The Last Dinner Party “From the Pyre” (2025) (#1642)

Minęło zaledwie półtora roku od premiery “Prelude to Ecstasy”, a dziewczyny z The Last Dinner Party powracają z nowym albumem, “From the Pyre”. Tempo, w jakim działają, zaskakuje – zamiast zniknąć na chwilę po intensywnym debiucie i trasie koncertowej, zespół praktycznie nie zwolnił ani na moment. Mimo wyczerpującej trasy koncertowej znalazły czas by nagrać materiał z nowym producentem. Ich poprzedni album był absolutnie uzależniający. Do dziś regularnie do niego wracam. Poprzeczka ustawiona jest więc naprawdę wysoko. Płytą “From the Pyre” kapela musi udowodnić, że nie jest tylko sensacją jednego sezonu, ale zespołem z prawdziwym artystycznym ogniem.

Tym razem dziewczyny przygotowały album skromniejszy pod względem liczby piosenek, ale dłuższy i bardziej rozbudowany. Teatralnością aż ocieka otwierająca go kompozycja “Agnus Dei”, która bawi się tempem i głośnością – zwrotki są spokojniejsze, refren i końcówka nagrania nabierają zaś mocy. Następujący po nim utwór “Count the Ways” barokowe wpływy zestawia z indie rockiem kojarzącym się z “AM” Arctic Monkeys. Klasyczne rockowe zagrywki rodem z lat 70. na współczesny grunt The Last Dinner Party starają się przełożyć w “Second Best”. I gdy wydawało mi się, że “From the Pyre” podążać będzie w dość jednak mało zaskakującym kierunku, grupa proponuje westernowe, dynamiczne, narracyjne “This Is the Killer Speaking”. To, obok łączącego wpływy gothic i psychodelicznego rocka “Rifle” oraz glam-baroque popowego “Inferno”, mój ulubiony moment jej drugiego wydawnictwa. Utworem powoli we mnie dojrzewającym jest “Woman Is a Tree” – piosenka będąca dowodem tego, że poza misternie haftowaną aranżacją The Last Dinner Party potrafią zadbać o niesamowity klimat. Tu jest on niemalże zapożyczony z mrocznego, folkowego horroru. Nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas będzie to mój ulubiony element dyskografii Brytyjek. Szukałam na “From the Pyre” ballady, która mogłaby konkurować z “On Your Side”, lecz oferta nie jest zbyt kusząca. Stanowiące kontrast dla intensywnych, gitarowych momentów, melancholijne “Sail Away” ze swoimi dźwiękami pianina brzmi elegancko, ale nie porusza tak bardzo jak poprzednik.

Tytuł “From the Pyre”, czyli „ze stosu” odczytywać można jak wiadomość przesłaną z ognia, jak głos kobiet, które dawniej palono za to, że były zbyt głośne, zbyt pewne siebie. The Last Dinner Party wpisują się w tę symbolikę: stają się współczesnymi czarownicami, które nie boją się krzyczeć, płonąć i odradzać z popiołów. Drugi krążek dziewczyn wymaga więcej uwagi, nie kusi tyloma chwytliwymi refrenami. Muzyka zespołu pozostaje za to wielowymiarowa łącząc barokową teatralność z rockową surowością. Co z tego dalej będzie? Nie mogę się doczekać, a tymczasem do zobaczenia na warszawskim koncercie The Last Dinner Party.

Warto: This Is the Killer Speaking & Rifle & Inferno 

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

4 komentarze do “RECENZJA: The Last Dinner Party “From the Pyre” (2025) (#1642)”

      1. Jeśli ktoś się nią nie interesuje, to mogło ominąć 😉 Szczególnie że 4 lata temu wydała album, który był kompletnie inny niż wszystko co wcześniej wydała i w większości to covery. A teraz wróciła “do korzeni” i czasami sama w to nie dowierzam 🙂 Jestem ciekawa, czy Ci przypadnie do gustu 🙂

        1. Zapisałam sobie na spotify do odsłuchu. Okładka kojarzy mi się z Cruellą z 1001 dalmatyńczyków a tytuł przypomina porzucony projekt “Light & Darkness” Xtiny z okolic 2009 roku.

Odpowiedz na „Inna_odInnychAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *