RECENZJA: Lily Allen “West End Girl” (2025) (#1645)

Po latach ciszy brytyjska wokalistka Lily Allen wraca z albumem “West End Girl”. Jest to jej pierwszy krążek od czasu naprawdę udanego “No Shame” z 2018 roku. Przez ten czas artystka zdążyła odsunąć się od muzyki, poświęcając energię innym projektom, rodzinie i życiu po drugiej stronie Atlantyku, które próbowała zbudować u boku aktora Davida Harboura. Ten rozdział jednak dobiegł końca, a jego emocjonalne echo rozbrzmiewa w każdej piosence nowej płyty. “West End Girl” jest niczym powrót Lily do Londynu. Nie tylko w sensie geograficznym, ale i artystycznym czy emocjonalnym. Swoje rodzinne problemy starała się przekuć w materiał, z którego będzie dumna.

“West End Girl” jest krążkiem, na którym kolejność utworów nie jest przypadkowa. Allen chciała, by płyta była niczym niedługi film ze wstępem, rozwinięciem i wcale nie tak smutnym zakończeniem. Poszczególne wersy piosenek obiegły już sieć parokrotnie, więc ja pozwolę sobie skupić się na tej melodyjnej stronie albumu. Bo nową Lily nie tylko dobrze się czyta, ale i słucha. Zaczyna się od retro popowej, eleganckiej kompozycji tytułowej, która prowadzi nas do chłodnego, flirtującego z drum’n’bassem “Ruminating”, byśmy po chwili znów kołysać się mogli do miękkich, popowych dźwięków “Sleepwalking”. To jedna z lepszych propozycji na albumie. Moimi innymi ulubieńcami są także westernowe, pełne melorecytacji “Madeline” z dodającymi całości filmowego klimatu odgłosami wystrzałów; elektropopowe, pastelowe “Pussy Palace”; łączące pop z lekką elektroniką i funkowym pulsem “Dallas Major” oraz akustyczne, przepełnione spokojem “Let You W/In”. Kto szuka na “West End Girl” równie niespiesznych, cichszych kawałków, ten sięgnąć powinien po “Tennis” oraz kruche “Just Enough”. Akcentujące ska “Nonmonogamummy” zdaje się przenosić nas do czasów “Alright, Still”. “Relapse” czy “4chan Stan” to Lily odnajdująca się w świecie nowoczesnych bitów. 

Przez ostatnie lata sięgałam po muzykę Lily Allen raczej z nostalgią niż z nadzieją, że jeszcze wróci z czymś nowym. “West End Girl” udowadnia jednak, że artystka pojawia się wtedy, gdy naprawdę ma coś do powiedzenia. To album, którym chce nam opowiedzieć swoją historię. Brytyjka jest tu wrażliwa i szczera, a chwilami wulgarna. Z gracją, humorem i typową dla siebie ironią wbija byłemu mężowi kolejne szpilki, ale robi to z wdziękiem kogoś, kto zrozumiał, że zemsta najlepiej brzmi na zimno, wzbogacona do tego popowymi melodiami. Oj, jej ex nie będzie miał łatwego życia. Wszyscy dołączyliśmy do teamu Lily. 

Warto: SleepwalkingMadeline

_______________

Alright, Still ♥ It’s Not Me, It’s You ♥ Sheezus No Shame

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *