
Sade, zespól dowodzony przez obdarzoną głębokim, pełnym spokoju głosem Sade Adu, był fenomenem lat 80. W dekadzie kolorowej i kiczowatej ich eleganckie, wysmakowane brzmienie wyróżniało się. W latach 90. formacja była już mniej obecna wydając jedynie album “Love Deluxe”. Sade weszli w nową dekadę z głową nastawioną na uwspółcześnienie własnego stylu, nadania mu nowoczesnego, minimalistycznego sznytu. Tytuł płyty nawiązuje do słów Sade, jakoby miłość była tym towarem luksusowym, którego nie kupimy za żadne pieniądze. Ale krążek “Love Deluxe” już jak najbardziej możemy nabyć. Warto?
Nieprawdą jest stwierdzenie, iż brytyjska formacja umiejętność tworzenia odbijających się szerokim echem przebojów zostawiła w poprzedniej dekadzie. Płyta “Love Deluxe” przyniosła dwie kompozycje, które pamięta się po latach. Jedną z nich jest otwierające album nagranie “No Ordinary Love” – piosenka utrzymana w średnim tempie, której aranżacja oparta jest na chłodnym brzmieniu syntezatorów i nadającej całości delikatnego mroku gitarze. To długi utwór (przeszło siedem minut!), który nie chce wypuścić do ostatniej sekundy. Drugim rozpoznawalnym punktem płyty jest melodyjne, smooth jazzowe, pogodne “Kiss of Life”.
Moją ulubioną kompozycją od lat pozostaje jednak “Pearls”. To nagranie opierające się na minimalistycznych, orkiestrowo-ambientowych dźwiękach, które skłania do refleksji – nie ważne, jak w źle w życiu nam się układa, i tak gdzieś jest ktoś, kto ma jeszcze gorzej. Uwielbiam także “Cherish the Day” oraz “I Couldn’t Love You More”. Pierwsza z piosenek to Sade Adu w otoczeniu trip hopowo-rhythm’and’bluesowych bitów śpiewająca spokojnie o mocnym uczuciu jakim darzy drugą osobę. Druga zaskakuje przemyceniem do soulowej aranżacji deep house’owych motywów. Swoje funkujące oblicze grupa odkrywa przed nami w rytmicznym, nowoczesnym “Feel No Pain”, zaś w “Like a Tattoo” wraca do oszczędniejszych, akustycznych brzmień.
“Love Deluxe” pozostaje jedynym albumem, jaki zespół Sade nagrał w latach 90., ale to właśnie dzięki temu wyróżnia się on w ich katalogu jako pomost między dotychczasowym brzmieniem a nową dekadą. Ta nowoczesność ani na moment nie kłóci się tu z klasycznym stylem zespołu. Przeciwnie – eleganckie, miękkie soulowo-jazzowo-rhythm’and’bluesowe melodie wracają tu niczym znaki rozpoznawcze. Osadzone są tylko w subtelnie odświeżonej formie. To wydawnictwo ma klimat, który trudno skopiować – jest jednocześnie chłodne i zmysłowe, intymne i monumentalne. “Love Deluxe” brzmi ekskluzywnie, ale to luksus, na który warto sobie pozwolić.
Warto: No Ordinary Love & Pearls
____________