RECENZJA: Princess Nokia “Girls” (2025) (#1670)

“Girls” jest kolejnym (już piątym długogrającym) rozdziałem w dyskografii Princess Nokii – artystki obecnej na scenie od kilku lat, a mimo to wciąż krążącej poza głównym nurtem. Choć jej muzyka nie jest przesadnie eksperymentalna, Destiny Nicole Frasqueri konsekwentnie wymyka się prostym kategoriom i komercyjnym oczekiwaniom. Sama opisywała “Girls” jako projekt mroczny, kobiecy, przesiąknięty modą, symboliką i poetyckim napięciem. Miała być to płyta skupiona na kobietach, ich sile, oczekiwaniom na nich ciążących. Pytanie, czy za mocnymi hasłami kryje się dobry produkt.

Intrem “Girl FM #1” imitującym radiową wstawkę (cytującym dodatkowo samą Courtney Love) zaczyna swój nowy projekt raperka, wracając pod koniec z jej drugą odsłoną. Your host Princess Nokia plays the hottest tunes pada w jednym z tych króciutkich przerywników, a ja przyznać muszę, że kilka utworów do tego opisuj pasuje jak ulał. Jednym z takich rewelacyjnych momentów jest singiel “Drop Dead Gorgeous”, który wpadł mi w ucho w ubiegłym roku za sprawą swojego nieoczywistego wakacyjnego klimatu, buntowniczego charakteru i aranżacji balansującej na granicy elektropopu i hip hopu. Highlightami albumu “Girls” są także takie tracki jak pełne ciężkich bitów i odniesień do sławnych postaci z kinematografii “Blue Velvet”; klubowy hip hop “Gossip Girl” czy solidne, stawiające na prostotę pozwalającą lepiej przyjrzeć się warsztatowi samej Destiny “Phoebe Philo”.

Sama Princess Nokia ma ciągoty również i do popu, czego dowodem jest obecność na krążku kompozycji pokroju wielowarstwowego, wolniejszego “Matcha Cherry” o nostalgicznym klimacie (choć w czasie nie cofamy się zbyt daleko, bo raperka wspomina Chappell Roan); pastelowego “Period Blood” czy elektropopowego “Beach Babe”, w którym obróbki wokalu Portorykanki nadają jej lekkości, ale i robotycznego charakteru. Mocniej jednak te podkręcanie głosu przemawia do mnie w “Pink Bronco” – utworze o dream popowo-trapowej odsłonie, który dodatkowo wzbogacają skrzypce Lindsey Stirling. Na fanów bardziej hip hopowych numerów czekają jeszcze “ArtStar” i “Medusa”.

Płyta “Girls” łatwo skręcić mogła w stronę manifestu, w którym feministyczne hasła przykrywają niedopracowaną muzykę. Obawiałam się, że skończy się to festiwalem hejtu ubranym w kiepskie brzmienia. Tymczasem Princess Nokia udowodniła, że gniew nie musi wykluczać dbałości o szczegóły. Słowa I am very girly and also very violent padające w nagraniu “Medusa” nie sprawiają wrażenia prowokacji, ale są idealnym podsumowaniem całego projektu i jego estetyki. To płyta różnorodna dźwiękowo – raperka skacze między hip hopem, dream popem, elektroniką i synthpopem. Nie każdemu jej sposób wyrażania siebie przypadnie do gustu, ale jeśli nudzi was współczesna kobieca hip hopowa scena, warto dać Princess szansę.

Warto: Drop Dead Gorgeous & Blue Velvet

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Jeden komentarz do “RECENZJA: Princess Nokia “Girls” (2025) (#1670)”

Odpowiedz na „CrossAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *