
Kariera brytyjskiej wokalistki Raye po zerwaniu z dużą wytwórnią stała się historią o twórczej niezależności, a każdy kolejny krok zdaje się potwierdzać jedno – ona robi dokładnie to, na co ma ochotę, nie oglądając się na trendy. Dlatego premiera “This Music May Contain Hope” ma w sobie coś wyjątkowego. To jedna z tych rzadkich sytuacji, kiedy na nową płytę czeka się z ogromną ekscytacją, mimo że część materiału zdążyła już wybrzmieć wcześniej w zupełnie innym, koncertowym kontekście. Dla mnie to chyba pierwszy album w życiu, z którego tak wiele piosenek miałam okazję usłyszeć na żywo jeszcze przed premierą. I tak mi się spodobały, że jak głupia czekałam na ich studyjną wersję.
Narracyjnym, filmowym intrem “Girl Under the Grey Cloud” Raye wprowadza na scenę postać młodej kobiety, która początkowo jest zagubiona i przytłoczona, by krok po kroku, piosenka po piosence, stawiać na szczerość i zawalczyć o siebie, docierając w końcu do momentu, by móc przyznać, iż odnalazła pewien spokój w życiu. Ta historia podzielona została na akty symbolizujące cztery pory roku. Jesień, zaraz po wspomnianym intrze, reprezentują soulowo-gospelowe “I Will Overcome”, którego dramatyzm zaklęty w aranżacji i kapitalnych wokalach wywołuje ciarki; nowoczesny miks jazzu i r&b “Beware… The South London Lover Boy” mający w sobie coś ze starych nagrań Beyoncé; oraz eksperymentalne, rozbudowane “The WhatsApp Shakespeare” o ciemnych bitach, big bandowym rozwinięciu i narracyjnym zakończeniu – a to wszystko w niecałe cztery minuty.
Zimę rozpoczynają utwory, które traktuję jak następców kultowego już “Escapism”. Chłodne, rhythm’and’bluesowe “Winter Woman” oraz orkiestrowe “Click Clack Symphony” to opowieści ponownie poruszające temat radzenia sobie ze świeżo złamanym sercem. Obok nich występuje soulowa ballada “I Know You’re Hurting” o wielkim, porywającym zakończeniu. Zimowe miesiące opuszczamy przy dźwiękach klubowego “Life Boat”, które jednak przy pozostałych kawałkach wypada po prostu blado. Pierwsze ciepłe promyki wiosennego słońca zaklęte zostały w jazzującym retro numerze “I Hate the Way I Look Today” oraz soulowym, inspirowanym latami 60. “Goodbye Henry”. W smutny, nostalgiczny nastrój wprowadza piękna, dojrzała ballada “Nightingale Lane” o ponadczasowym wydźwięku i wspaniałym, orkiestrowym instrumentarium. Kontrastuje z nią wpadający w ucho, rhythm’and’bluesowy utwór “Skin & Bones”, który wprowadza nas w letnią atmosferę i najbardziej rodzinne momenty albumu. Raye w folkowym, traktującym o tęsknocie za niewinnością i dzieciństwem “Fields” występuje u boku swojego dziadka. W rozbuchanym “Joy” daje zaś pośpiewać swoim siostrom. Krótki set dopełniają energiczne, krzykliwe “Where Is My Husband!” oraz lekka mieszanka popu, soulu i jazzu “Happier Times Ahead” – w piosence tej jest tyle pozytywnych emocji, że z miejsca poprawia nastrój.
Na koniec trudno nie odnieść wrażenia, że Raye nie tyle nagrała album, co stworzyła intensywne doświadczenie. “This Music May Contain Hope” jest niczym przejażdżka przez skrajne emocjonalne stany. Od kruchości po siłę. Artystka bez zahamowań miesza przy tym pop, soul, r&b, jazz i gospel. Na płycie dzieje się bardzo dużo. Raye ma ogromną potrzebę powiedzenia wszystkiego naraz, co sprawia, że całość bywa przytłaczająca. A jednak trudno odmówić temu projektowi siły. Wokalistka czuje muzykę całą sobą i naprawdę słychać to w każdej wyśpiewanej frazie, w każdej melodii. Sprawia to, iż “This Music May Contain Hope” pełne jest momentów, które naprawdę zostają ze słuchaczem. Mocny kandydat do miana albumu 2026 roku. I porywający manifest muzycznej niezależności.
Warto: I Will Overcome & Winter Woman & Nightingale Lane & Happier Times Ahead