
Szwedzka wokalistka Zara Larsson od kilku miesięcy przeżywa istny renesans popularności. Jest dziś na fali, przyciąga uwagę nie tylko muzyką, ale też wyrazistym, kolorowym wizerunkiem, który ostro kontrastuje z dość zachowawczym, beżowym popowym krajobrazem. Dobrą passę próbuje przedłużyć proponując reedycję krążka “Midnight Sun” – każdemu utworowi towarzyszy tu inna zaproszona artystka. Czy faktycznie “Midnight Sun: Girls Trip” brzmi jak wstęp do szalonej dziewczyńskiej podróży?
Z PinkPantheress, autorką viralowego “Illigal”, Szwedka spotyka się po raz drugi. Tu łączą siły w mieszance elektropopu i UK garage, “Midnight Sun”. Całość jest hałaśliwa i natarczywa, ale może się podobać. Do mnie trafiła za którymś razem, więc warto dać szansę. Podobną dźwiękową agresją charakteryzuje się kapitalne “Pretty Ugly” – elektroclashowy kawałek z surowymi, rapowymi wstawkami JT. Podoba mi się również mgliste, flirtujące z ambientem “Saturn’s Return” (feat. Malibu & Helena Gao). Jest w tym coś nieoczywistego. Nieźle prezentuje się też spotkanie na szczycie scandi popu. W imprezowym “Puss Puss” usłyszeć możemy samą Robyn, która zalicza tu solidny występ. Legenda z innej części globu, Shakira, pojawia się w bazującym na dźwiękach perkusji, zachowawczym latino popie “Eurosummer”. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Kolumbijka więcej ognia potrafi z siebie wykrzesać w duecie z inną latynoską wokalistką. Latino vibe w ciekawszym wydaniu otrzymujemy w pełnym mocnych hooków “Girl’s Girl” (feat. Emilia). Lżejsze, miększe aranżacje wypełniają rhythm’and’bluesowe “Blue Moon” (feat. Kehlani) oraz infantylne “Crush” (feat. Eli). Zawodzi i kolaboracja z Madison Beer. Ciemniejsza produkcja alt popowego “The Ambition” nie zostaje w pamięci.
Na papierze “Midnight Sun: Girls Trip” wygląda jak zaproszenie do czegoś świeżego. Do wspólnej przygody i wymiany energii. W praktyce jednak większość gościnnych występów okazuje się raczej zwyczajnym dopiskiem aniżeli realnym wkładem w tożsamość tych utworów. Te piosenki rzadko zmieniają kierunek. Zamiast wyprawy w nieznane dostajemy więc coś bliższego wyjazdowi do sprawdzonego kurortu, gdzie na parkiecie króluje to, co akurat modne. Mimo całej tej towarzyskiej i nierzadko imprezowej otoczki, trudno poczuć potrzebę, żeby faktycznie do tego tripa dołączyć. Ciekawostka na raz.
Warto: Saturn’s Return & Pretty Ugly
Słuchałam podstawowej wersji tego albumu w zeszłym roku i oprócz tytułowego kawałka (po którym boli głowa, ale jest rzeczywiście uzależniający) nic na dłużej ze mną nie zostało. Sama nie wiem, czy skusić się na ten dziewczyński trip, bo nie ekscytują mnie albumy nagrane na nowo z featuringami.
Pozdrawiam 😊