
Kiedy płyta “Surrender” trafiła do sklepów zaledwie kilka miesięcy po “Everything Is Everything”, łatwo było odczytać ten ruch jako sygnał niecierpliwości i determinacji zarazem. Diana Ross, już formalnie poza The Supremes od przeszło roku, znalazła się w momencie, w którym oczekiwania jej samej rozmijały się z realnymi wynikami jej pierwszych solowych dzieł – albumy nie stały się natychmiastowymi bestsellerami, jak przewidywano, a legenda zespołu wciąż rzucała długi cień. Artystka, zamiast przeć do przodu, na “Surrender” zdecydowała się na powrót do współpracy z twórcami swojego debiutu. Jak tym razem im ta kolaboracja wyszła?
Zwerbowanie do współpracy tej samej ekipy zaowocowało powrotem bogatych aranżacji trzymających się klasycznego brzmienia wytwórni Motown z akcentami kładzionymi na orkiestrowe motywy i chóralne harmonie. Dęciaki, zdecydowany rytm i lekka dramaturgia towarzysząca przemyconym wpływom gospel towarzyszą otwierającej projekt piosence “Surrender”. Teatralność towarzyszy i zawieszonemu między r&b a soulem utworowi “I Can’t Give Back the Love I Feel For You”, podczas gdy nostalgiczne “Remember Me” posiada delikatnie patetyczny wydźwięk i rozpaczliwe prośby Ross, gdy ta śpiewa don’t forget me. Kameralną kompozycją o subtelnych zmianach rytmu jest “And If You See Him”. W samym kawałku sporo jest słodyczy, która przenika i następujące po nim “Reach Out I’ll Be There” – soulowo-gospelowy numer, który powoli się rozkręca. Mnie jednak najmocniej zauroczył oszczędny wstęp pozwalający skupić się na kobiecym głosie Diany. Lubię jej wokal w zaaranżowanym na m.in. pianino “A Simple Thing Like Cry”, gdyż brzmi surowo i naturalniej pozwalając przypuszczać, iż nagranie tej piosenki nie wymagało wielu podejść.
Perełkami albumu są traktujące o odkryciu niewierności “Did You Read the Morning Paper?” oraz przynoszące refleksję, iż teraźniejszość jest wynikiem wcześniejszych, nawet najmniejszych decyzji “All the Befores”. W pierwszym z utworów wyczuwa się pewne napięcie, a sam wokal artystki jest chłodniejszy niż zwykle. “All the Befores” zaś jest klasyczną, piękną balladą. Mniej porywają takie nagrania jak łagodne, nużące “I’ll Settle For You” oraz mieszające soul z funkiem “I’m a Winner”, które mogłoby odznaczać się większym dynamizmem.
“Surrender” pozostawia po sobie wrażenie krążka, który z jednej strony odnosi się do eleganckiego sznytu “Diana Ross”, a z drugiego próbuje osiągnąć bezpośredni, radiowy puls znany z “Everything Is Everything”. Efekt? Album solidny, choć nie generujący natychmiastowych przebojów. Brzmieniowo to czysty katalog Motown – mamy tu soul podszyty r&b i gospel, gęste aranżacje, dęciaki, rytm. Trzecia płyta Ross jest spójna i konsekwentna do tego stopnia, że nawet energiczniejsze tracki nie kontrastują zbyt mocno z tymi spokojniejszymi. Serce nadal mocniej bije dla solowego debiutu Diany, ale “Surrender” dobrze rokuje na przyszłość. Tak, wkrótce przyjrzymy się jej kolejnym wydawnictwom.
Warto: Did You Read the Morning Paper? & All the Befores