#249 Tokio Hotel “Zimmer 483” (2007)

Pierwsza płyta chłopaków z Niemiec zatytułowana „Schrei” szybko odniosła sukces w całej Europie i podbiła serca prawie wszystkich nastolatek. Reszta miała znacznie inne zdanie na temat TokioHotel. Zaliczam się do nich i ja. Debiut nie zrobił na mnie dużego wrażenia. . Tylko się wymęczyłam słuchając niektórych utworów. I chociaż wiele osób nie pozostawiło na muzyce Niemców suchej nitki, ci, niczym nie zrażeni, wydali kolejny album. Drugie ‘dzieło’ nosi tytuł „Zimmer 483”.
 
Co znajduje się w tytułowym pokoju 483 nie mam pojęcia. Być może 483 to ulubiona liczba jednego z chłopaków, a ‘pokój’, by zaznaczyć osobistość tego krążka. A może to numer pokoju hotelowego, w którym powstało większość tych kawałków? Tak czy inaczej, posiedzenie musiało być całkiem owocne.
 
Pierwsze, co daje się zauważyć od pierwszych sekund płyty „Zimmer 843”, to wokal Billa. Na „Schrei” w niektórych momentach nie do zniesienia, tutaj niczego sobie. Po mutacji brzmi znacznie lepiej. Ma znacznie lepszą, bardziej wyrazistą barwę. Śpiewa też lepiej. Już tak nie fałszuje.
 
Niewiele, ale jednak, zmieniła się również sama muzyka zespołu. Poprzednie piosenki to było zwykłe, radosne pop punkowe granie. Teraz mamy więcej rocka. Nie stawiajmy jednak Tokio Hotel obok takich legend jak Metallica czy The Rolling Stones. Wiadomo – nie ten poziom. Ale co im szkodzi kiedyś doścignąć bardziej doświadczonych kolegów? Na razie jednak dorośli mogą kręcić nosem i mówić, że ‘taka muzyka to nie muzyka’. I dobrze. Tokio Hotel mają podbijać serca (i portfele) młodzieży. Swego czasu moja koleżanka miała ich plakaty nawet na suficie. Inna – poduszkę z wizerunkiem Billa. Ja ograniczę się tylko do muzyki.
 
Zaczyna się bardzo dobrze. „Übers Ende der Welt”, „Totgeliebt” oraz “Spring nicht” to bardzo udane kawałki. Szczególnie ten ostatni owinął mnie sobie wokół palca. Zwrotki są spokojne, dopiero w refrenie sporo się dzieje. Całość ma nieco przygnębiający charakter. Podobają mi się te brzmiące dramatycznie nawoływania Billa erinner dich an dich und mich (…) bitte spring nicht (PL: przypomnij sobie ciebie i mnie (…) proszę, nie skacz). “Übers Ende der Welt” z kolei jest piosenką, która chyba najszybciej ze wszystkich na “Zimmer 483” wpada w ucho. A w “Totgeliebt” podoba mi się fragment, kiedy Bill prawie szepce a za chwilę śpiewa z większą mocą.
 
Szkoda, że dalej jest trochę gorzej. Zupełnie nie przekonuje mnie “Heilig”. Jest bardzo nijakie. “Wo sind eure Hände” na pewni nie będą należeć do moich ulubionych kawałków od Tokio Hotel. Kojarzą mi się z muzyką z ich pierwszej płyty “Schrei”. I nawet Bill jakoś tak gorzej śpiewa w porównaniu do pozostałych piosenek z ocenianego przeze mnie albumu. Na szczęście są to wyjątki. Jedyne numery, do których mogę się jeszcze przyczepić to ” Nach dir kommt nichts” (wiejące nudą) oraz “Reden” (głos wokalisty).
 
Z całej płyty „Zimmer 483” oprócz „Übers Ende der Welt” jeszcze tylko jedna piosenka wpadła mi dość szybko w ucho – „Vergessene Kinder”. Należy do nielicznej grupy spokojnych utworów, jakie znalazły się na drugim krążku zespołu. Na uwagę zasługuje tekst. Bill śpiewa einsam und verlor’n, unsichtbar gebor’n, vergessene Kinder, aus der Welt verbannt (PL: Samotne i zagubione, urodzone niewidoczne, zapomniane dzieci, przez świat wygnane). Utwór jest dość smutny, głos Billa również wpasował się w klimat. Uwielbiam moment, kiedy do wokalisty dołącza się chórek dziecięcy.
 
Z muzyką Tokio Hotel nigdy nie było mi po drodze. Po dwóch albumach, które już od nich znam, nie wydaje mi się, bym zaraz obkleiła pokój plakatami zespołu czy zakupiła całą dyskografię. Ich pierwszy krążek zrobił na mnie marne wrażenie. Muzyka przeciętna, niemiłosiernie fałszujący wokalista no i ogólny image zespołu. Płyta “Zimmer 483” zrobiła na mnie jednak nieporównywalnie lepsze wrażenie. Przede wszystkim na plus zaliczyć trzeba wokal Billa, który jest już po mutacji, no i samą muzykę. Chłopaki całkiem nieźle grają. Tak więc – polecam.
 

3 odpowiedzi do “#249 Tokio Hotel “Zimmer 483” (2007)”

  1. Z tego co słyszałam, to właśnie w pokoju z tym numerem powstało wiele utworów, dlatego nosi taki tytuł;) O ile czegoś nie pomyliłam.To widzę, że ze mną nie było tak źle, hahaha;D Ja miałam “tylko” optapetowany ich plakatami pół pokoju. Tj. moja część (dzieliłam wtedy pokój z bratem i dziś zastanawiam się, jak to wytrzymał) czyli cała okolica mojego biurka (nad nim 4 się zmieściły, na ścianie obok z kilkanaście), potem wieszałam na ścianie obok, a takie dwa dużego rozmiaru przy drzwiach i łóżku (budziłam się i pierwsze co widziałam… Bill! xD). Miałam jeszcze taki gigantyczny plakat na 1,6 m wysokości, ale ostatecznie nie zawiesiłam go na drzwiach xDMasakra, co nie? Haha… ale mój szał trwał tylko przy ich debiucie. Po usłyszeniu pierwszego singla z tej płyty jakoś powiedzmy “wydoroślałam”, odkleiłam wszystkie plakaty i już za nimi tak nie szalałam. W zasadzie odstawiłam ich na boczny tor. Singiel wtedy mi się nie spodobał, dopiero ostatnio go doceniłam.”Spring nicht” jest genialne. jedna z moich ulubionych piosenek TH.”Wo sind eure Haende” mnie irytuje. Nie potrafię tego słuchać, brrr. Chórek dziecięcy w “Vergessene Kind” było trafionym pomysłem, świetnie to tam pasuje, aczkolwiek zastanawiam się, czy zespół nie zainspirował się “Mitternacht” od LaFee. Mam na myśli “piano version”, w której też słychać dzieci. Gdyby nie to, że album został wydany w lutym, można by było ich posądzić o wpadnięcie na tej pomysł podczas gali Echo xDZnam “Zimmer 483”, planowałam recenzję na wrzesień, w tej sytuacji nie wiem kiedy będzie, ale ja tam wolę “Schrei”. Też dlatego, że wiele piosenek jest takich radosnych, czy chociaż z dźwięku się takie wydają, pewnie też z powodu sentymentalnych, a w “Zimmer…” niektóre utwory mi się zlewają w jedno, a dziś nie pamiętam większości.

  2. Nie znam albumu, ale kiedyś bardzo lubiłam Tokio Hotel. Teraz nie wiem, czy mogłabym ich słuchać :DNN – revisionesdelamusica.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *