Grupowe abecadło #2: The Black Keys | #441 The Black Keys “The Big Come Up” (2002)

A jak Attack & Release
Piąty studyjny album zespołu. Na półki sklepowe płyta trafiła 1. kwietnia (nie, to nie żart) 2008 roku. “Attack & Release” jest pierwszym krążkiem, przy którym The Black Keys współpracowali z profesjonalnym producentem – Danger Mousem. Gościnnie w piosence “Things Ain’t Like They Used to Be” usłyszeć możemy amerykańską folkową wokalistkę Jessicę Leę Mayfield. Płyta promowana była czterema singlami: “Strange Times”, “I Got Mine”, “Oceans and Streams” i “Same Old Thing”.

B jak Brothers
Dwa lata po premierze “Attack & Release” fani The Black Keys dostali w swoje ręce kolejny, szósty, album ulubionego zespołu zatytułowany “Brothers”. Była to pierwsza płyta duetu, która trafiła po premierze do pierwszej dziesiątki najchętniej kupowanych krążków w USA (3. pozycja; do dzisiaj ponad milion sprzedanych kopii). Album świetnie poradził sobie również w Kanadzie, gdzie pokrył się platyną. Płyta promowana była dwoma singlami: “Tighten Up” (wykorzystany m.in. w grze “FIFA 11”) oraz “Howlin’ For You” (usłyszeć ją można w takich serialach jak “CSI: Miami” czy “Dawno, dawno temu”).

C jak członkowie
Zanim nie zaczęłam poszukiwać informacji o The Black Keys, do głowy by mi nie przyszło, że zespól tworzą tylko dwie osoby. A jednak. Życie lubi zaskakiwać. Wokalistą duetu jest Dan Auerbach. Gra on również m.in. na gitarze basowej, pianinie i keyboardzie. Drugim członkiem The Black Keys jest Patrick Carney, który odpowiedzialny jest za perkusję i bębny.

D jak debiut
Pierwszy album The Black Keys zatytułowany został “The Big Come Up”. Jego premiera odbyła się 14. maja 2002 roku. Płyta nie cieszyła się sporą popularnością, co nie było dziwne – The Black Keys byli dopiero raczkującym zespołem. Ponoć do 2012 roku sprzedało się ok. 140 tysięcy kopii albumu w Ameryce Północnej. Krążek promowany był dwoma singlami: “Leavin’ Trunk” oraz “She Said, She Said” (utwór z repertuaru The Beatles).

E jak El Camino
Jak na razie ostatni studyjny album The Black Keys. Jego premiera odbyła się w grudniu 2011 roku. Jest największym komercyjnym sukcesem zespołu. Płyta zadebiutowała na 2. miejscu Billboard 200 sprzedając się w pierwszym tygodniu w 206 tysiącach kopii. Dziś w swoich domach ma ją ponad półtora miliona słuchaczy. Za sukcesem komercyjnym przyszedł i ten artystyczny. Płytę wypatrzeć można było na wielu listach zrzeszających najlepsze płyty 2011 roku. Album promowały cztery piosenki: “Lonely Boy”, “Gold on the Ceiling”, “Dead and Gone” i “Little Black Submarine”.

F jak fuzja gatunków
Chociaż na studyjnych albumach chłopaków przeważają takie gatunki jak blues i rock, mają oni na koncie album “Blakroc”, który zawiera piosenki, które The Black Keys nagrali z gwiazdami… hip hopu i r&b! Album “Blakroc” łączy więc kilka muzycznych gatunków. Wśród zaproszonych gości znaleźć możemy takie nazwiska jak: Ludacris, Mos Def, Nicole Wrey czy NOE. Płytę promowała piosenka “Ain’t Nothing Like You (Hoochie Coo)”. Krążek doszedł do 176. miejsca na Billboard 200. Lepiej poradził sobie na liście US Top Rap Albums, gdzie zajął 7. miejsce.

G jak Grammy
Do tych prestiżowych muzycznych nagród The Black Keys nominowani byli w trzech edycjach: w 2011, 2012 i 2013 roku. Łącznie otrzymali dwanaście nominacji i zgarnęli siedem statuetek. “El Camino” nominowane było nawet w jednej z najważniejszych kategorii, Album of the Year, ale ostatecznie przegrało z płytą “Babel” Mumford & Sons, pocieszając się statuetką w kategorii Best Rock Album.

H jak Howlin’ For You
Piosenka promująca szósty album duetu zatytułowany “Brothers”. Nagranie doszło na sam szczyt kanadyjskiej listy Alternative Rock Charts. Na podobnym zestawieniu w USA zajęło 3. pozycję. Teledysk do utworu nominowany był do nagrody MTV VMA w 2011 roku (w kategorii Best Rock Video). Przegrał jednak walkę z clipem Foo Fighters do “Walk”.

I jak iTunes Sessions
W 2010 roku zespół był jednym z gości Live Sessions organizowanych przez iTunes. Kto nie mógł uczestniczyć w niedługim koncercie The Black Keys, zaopatrzyć się może w płytę “iTunes Sessions”, która składa się z dziesięciu wykonanych live piosenek. Większą cześć wydawnictwa zajmują utwory z albumu “Brothers”.

J jak Junior Kimbrough
Junior Kimbrough to amerykański bluesman, który zmarł pod koniec lat 90. Jego muzyka musiała wpłynąć na The Black Keys, skoro postanowili nagrać epkę “Chulahoma: The Songs of Junior Kimbrough” poświęconą jego twórczości. Płyta ukazała się w 2006 roku i zawiera siedem piosenek autorstwa Kimbrougha (m.in. “Have Mercy on Me”, “My Mind Is Ramblin” i “Work Me”).

K jak Ke$ha
Nie, nie musicie przecierać oczy. Pod literką K faktycznie wylądowała popowa gwiazdka Ke$ha. Co ma ona wspólnego z The Black Keys? W piosence “Wonderland” z jej ostatniego albumu “Warrior” na bębnach zagrał Patrick Carney.

L jak Lonely Boy
Singiel pochodzący z ostatniej jak na razie płyty zespołu, “El Camino”. Jest to bodajże najpopularniejsza piosenka duetu. “Lonely Boy” było numerem jeden w takich krajach jak Kanada, Chorwacja i USA. Dobrze przyjęło się również w Australii, Belgii oraz Nowej Zelandii. Utwór znalazł się na szczycie listy US Rock Songs podsumowującej 2012 rok.

M jak Magic Potion
12. września 2006 roku swoja premierę miała czwarta płyta duetu – “Magic Potion”. Zadebiutowała na 95. miejscu listy Billboard 200. Doszła do 79. miejsca w Anglii, 109. we Francji, 99. w Belgii i 27. w Australii. Płyta “Magic Potion” promowana była przez trzy single: “Your Touch” (wykorzystana m.in. w filmie “Zombieland”), “You’re the One” i “Just Got to Be” .

N jak nowy album
The Black Keys przyzwyczaili fanów do tego, że po nową płytę swoich ulubieńców do sklepowych kas mogą ustawiać się co dwa lata czy nawet co rok (np. “Brother” ukazało się w 2010, a “El Camino” w 2011). Teraz jednak na nowy krążek duetu czekamy znacznie dłużej. Nie ma się co dziwić. Zespół intensywnie koncertował promując ostatnią, bestsellerową płytę. Pogłoski o tym, że The Black Keys weszli do studia, by nagrywać nowe utwory, pojawiły się na początku 2013 roku. Ósmy krążek ukazać miał się w 2013 roku, ale prace nad nim się przedłużyły. Wszyscy jednak mają nadzieję, że grupa wystąpi w Polsce ze swoimi nowymi piosenkami.

O jak Ohio
Niedawno recenzowałam debiutancki album zespołu The National. Grupa, z Mattem Berningerem na czele, pochodzi z Ohio. Z tego samego stanu jest duet The Black Keys. W 2011 roku chłopaki zaprezentowali światu piosenkę zatytułowaną “Ohio”, która nie znalazła się na żadnej ze studyjnych płyt.

P jak Polska
The Black Keys był pierwszym ogłoszonym headlinerem tegorocznej edycji Open’era. Duet zagra w Gdyni już 2. lipca. Będzie to pierwsza wizyta The Black Keys w naszym kraju.

R jak Rubber Factory
The Black Keys długo nie kazali czekać na swój trzeci album. Płyta “Rubber Factory” swoją premierę miała  7. września 2004 roku i była pierwszym krążkiem zespołu, który dostał się na listę Billboard 200 (143. miejsce). Czemu tytuł albumu brzmi jak brzmi? Wiąże się z tym następująca historia: Z powodu przeprowadzki Carney’a, nagrania nie mogły się odbywać, jak dotychczas, w piwnicy perkusisty. Duet zdecydował się na pracę w opuszczonej fabryce opon. Płytę promowały trzy single: 10 A.M. Automatic”, “Till I Get My Way” oraz “Girl Is on My Mind”.

S jak solowe projekty
Bywają chwile, że Patrick i Dan mają ochotę pobyć poza zespołem i angażować się w inne projekty. Dan w 2009 roku wydał solowy krążek “Keep It Hid”, na którym znalazło się czternaście kompozycji. Był również producentem nagrań takich grup jak The Growlers czy Reigning Sound. Pojawił się również na płycie Dr. Johna “Locked Down”. Z kolei Patrick zagrał bębnach na płycie “The Sheepdogs” zespołu o tej samej nazwie oraz zaangazował się w album grupy Drummer “Feel Good Together”, który wydał w swojej wytwórni Audio Eagle Records.

T jak Thickfreakness
Drugi studyjny album chłopaków, który ukazał się rok po debiucie – dokładnie 8. kwietnia 2003 roku. Jeśli wierzyć plotkom, część piosenek nagrana została w zaledwie czternaście godzin. Na krążku znalazło się dwanaście kompozycji (+ “Evil” na japońskiej edycji). Wśród nich pojawiły się dwa covery – “Have Love, Will Travel” Richarda Berry’ego oraz “Everywhere I Go” Juniora Kimbrougha. Album promowały trzy single – “Set You Free”, “Hard Row” oraz wspomniane chwile temu “Have Love, Will Travel”.

W jak World tour
Takim mianem spokojnie możemy określić trasę promującą album “El Camino”. Pierwszy koncert odbył się 23. stycznia 2012 roku w Antwerpii (Belgia). Ostatni zaś 13. lipca 2013 roku w Louisville w USA. Trasa obejmowała 129 występów. The Black Keys supportowani byli m.in. przez Arctic Monkeys, Tame Impala, Tegan and Sara i The Flaming Lips.

Z jak Zmierzch
Przez jednych wyśmiewana, przez innych kochana. Seria filmów o miłości zwykłej dziewczyny do wampira. Same filmy jak filmy – widziałam lepsze. Na uwagę zasługują jednak soundtracki, na których gromadzona jest naprawdę dobra muzyka. Na płytce do “Zaćmienia” znalazła się piosenka The Black Keys – “Chop and Change”. W filmie kompozycję tę usłyszeć możemy w scenie, kiedy jeden z bohaterów, Riley, wychodzi z baru w deszczową noc.

Debiutancki album The Black Keys, “The Big Come Up”, nie był może, jak sparafrazować możemy jego tytułu, wielkim wybiciem się w górę jeśli chodzi o popularność muzyki chłopaków, ale będąc fanem duetu (czy chociaż osobą otwartą na nowe muzyczne doświadczenia) nie sposób go zignorować. Imponuje mi fakt, że Dan Auerbach oraz Patrick Carney zrobili prawie wszystko samodzielnie. Napisali teksty do niemalże wszystkich piosenek (cztery utwory na trzynaście to covery) oraz nagrali je sami w piwnicy. Za produkcję kawałków odpowiadała połowa duetu – Patrick. Ponadto The Black Keys sami zaaranżowali muzykę. Chociaż jest ich tylko dwóch, nie ograniczyli się do dwóch instrumentów. Dan sięgnął za gitarę (elektryczną, basową), zaś Patrick objął we władanie bębny i tamburyn. Nie bawili się jedynie od strony wizualnej płyty. Okładkę “The Big Came Up” zaprojektował ich przyjaciel. Ilość pracy, jaką The Black Keys musieli włożyć w ten krążek, robi wrażenie. Łatwo w natłoku obowiązków coś przegapić, ale słuchając debiutanckiej płyty duetu ma się wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu.

Brzmienie, w którym wyspecjalizował się duet, jest połączeniem garażowego rocka i bluesa. Wykorzystanie elementów tego drugiego gatunku było ciekawym posunięciem. Sprawia, że muzyka The Black Keys wychodzi poza pewne ramy. Takiego efektu duet raczej by nie osiągnął, gdyby nie wokalista – Dan. Pochwalić się on może mocnym, brudnym głosem, który świetnie sprawdza się i w rockowych, i bluesowych numerach. Słuchając piosenek zawartych na “The Big Come Up” nie raz głowiłam się, jak Auerbach brzmiałby w balladach. Do dzisiaj nic nie wymyśliłam. Nie potrafię sobie tego po prostu wyobrazić, choć kolejne płyty grupy odkrywają nieco tę tajemnicę.

Za każdym razem, kiedy włączam debiutancki album The Black Keys, zanim się obejrzę, ostatnia kompozycja dobiega końca. Piosenki przygotowane przez duet są niezwykle krótkie. Najdłuższa trwa nieco ponad trzy minuty. Czy jestem za to zła na chłopaków? Nie, wręcz przeciwnie. Nie są to tak interesujące utwory, by mogły trwać w nieskończoność.

Album otwiera całkiem melodyjne “Busted”. Dalej duet serwuje nam takie kompozycje jak zadziorne “Do the Rump”; gitarowe “I’ll Be Your Man”, w którym to w ruch poszły również marakasy; czy odznaczające się amerykańskim brzmieniem: “Countdown”, “Run Me Down”, “Heavy Soul”. Warto sięgnąć po lekko hip hopowe “The Breaks” czy nieco tajemnicze, w dużej mierze instrumentalne “240 Years Before Your Time”. Gratką dla fanów twórczości The Beatles będzie z pewnością cover “She Said, She Said” w wykonaniu duetu. Cieszy, że The Black Keys nie skopiowali kropka w kropkę brzmienia utworu brytyjskiego bandu, ale przystosowali go do swojej stylistyki.

Nie od razu polubiłam krążek “The Big Come Up”. Wydawał mi się zbyt chaotyczny i szorstki. Dziś już wiem, że taki jest po prostu jego urok. The Black Keys nie nagrali piosenek ułożonych, wymuskanych. Nie da się nie zauważyć, że ich kompozycje w dużej mierze nie posiadają refrenów. Może właśnie dzięki temu przyciągają moją uwagę? Nie podoba mi się jednak to, że czasami muzyka zagłusza śpiewającego Dana. To jedyny minus tego krążka. Jego niewątpliwym plusem jest zaś klimat oraz płynąca z nagrań energia. I ta świadomość, że słucha się płyty, która w 100% oddaje osobowość chłopaków.

11 Replies to “Grupowe abecadło #2: The Black Keys | #441 The Black Keys “The Big Come Up” (2002)”

  1. mam nadzieję, że zrobisz też taką notkę o Bastille, bo ich uwielbiam:) a the black keys niestety kojarzę tylko z nazwy…

    nowa notka
    {theQueen.blog.onet.pl}

Odpowiedz na „~MattAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *