#896 Seinabo Sey “I’m a Dream” (2018)

Jej pierwszy singiel zremixował Kygo robiąc z niego niezły przebój w krajach Północnej Europy. Ona sama przez długi czas zamiast o scenie marzyła o prestiżowych amerykańskich uczelniach, na których mogłaby studiować prawo. W 2014 roku wylądowała jednak nie na sali rozpraw, ale uroczystości rozdania pokojowej nagrody Nobla, którą uświetniła swoim występem. Zrozumiała wtedy, że warto postawić wszystko na jedną kartę. Przyspieszyła prace na debiutem, a dziś jej druga płyta jest przez wielu muzycznych dziennikarzy uznawana za obowiązkową pozycję w końcoworocznych zestawieniach najlepszych wydawnictw. Ladies & gentleman – Seinabo Sey.

Urodziła się w Szwecji, lecz jej ciemniejszy kolor skóry tłumaczy pochodzenie. Jej ojciec jest Gambijczykiem. Przekazał córce pasję do muzyki (zadedykowała mu epkę “For Maudo”), gdyż sam działał w młodości w niejednym zespole. Jednak Seinabo dorastając wolała otaczać się dźwiękami dobiegającymi z płyt Alicii Keys i Beyoncé. Echa tej pierwszej w jej własnej twórczości są głośniejsze, choć na nowym wydawnictwie zdaje się także przyglądać z daleka innym koleżankom po fachu.

Album uroczo zatytułowany “I’m a Dream” jest następcą wydanej przed trzema laty płyty “Pretend”. Na kształt poprzedniego krążka artystko niemały wpływ miał sukces remixu kompozycji “Younger”, który wykonał dla niej wspomniany już Kygo. Seinabo Sey nie poszła w klubowe brzmienia, ale odważyła się do swoich popowo-soulowych melodii dodać odrobinę elektroniki. Na tegorocznym “I’m a Dream” jeszcze mocniej zdarza jej się poruszyć nóżką. Do takich tanecznych, ale niespiesznych i niepozbawionych smaku kompozycji, należą lekko melancholijne “Never Get Used To”; pełne mocy, zaskakująco wplatające elementy gospel “I Owe You Nothing”; sensualne “My Eye”; mało niestety przekonujące “I Love You”; oraz brzmiące optymistycznej i energiczniej “Good in You”, w którym wyczuwam wpływy Janet Jackson. W podnoszącym na duchu (when the going gets rough and life gets tough, don’t forget to breathe) “Breathe” przewijają się inspiracje Emeli Sandé i jej popowo-soulową stylistyką z bombastycznym chóralnym refrenem. W podobnie mocne tony uderza “Remember”. To bardzo udana kompozycja, w której muzyka ograniczona została do minimum, przez co uwaga słuchacza skupia się na emocjonalnych wokalizach Seinabo i (a może raczej: przede wszystkim) towarzyszącego jej Jacoba Banksa. Nieco ją tu ten soulowo-bluesowy wokalista przyćmiewa, ale już w balladowych “Hold Me As I Land” i soulowym, zaaranżowanym na pianino “Truth” gwiazda Sey lśni w pełnej okazałości. Obie piosenki nie są może utworami budowanymi przez wokalne popisy, ale pokazują nam Szwedkę z wrażliwej, delikatnej strony. To właśnie w tych dwóch kompozycjach jest najbardziej autentyczna.

All I want is a moment of your time śpiewa Seinabo Sey w jednej z premierowych piosenek. Cytat ten szczególnie zapadł mi w pamięć, bo w natłoku muzycznych nowości pojawiających się w każdy piątek artyści zdają sobie sprawę, jak ciężko dziś zatrzymać na sobie uwagę słuchaczy. Moje zainteresowanie nowym albumem Sey wzbudziła okladka. Od zdobiącego “I’m a Dream” zdjęcia bije ogromny spokój, którego czasami w życiu poszukuję. Sama zawartość ładnie współgra z grafiką. Sey nie kombinuje, nie stara się zaskakiwać nas na każdym kroku. Jej nowej płyty łatwo się słucha. Więc jeśli lubicie pop potraktowany rozsądną dawką elektroniki, soulu czy gospel, warto wziąć “I’m a Dream” na celownik. To tylko pół godzinki.

Warto: I Owe You Nothing & Truth

5 odpowiedzi do “#896 Seinabo Sey “I’m a Dream” (2018)”

  1. Ależ ta dziewczyna ma piękny głos! I Owe You Nothing jest świetne, buja i takie przyjemne, relaksujące. Dzisiaj zaraz po zajęciach zabiorę się za cały krążek.

  2. Pamiętam, że pisałem o Seinabo Sey na długo przed jej oficjalnym debiutem i że zachwycałem się zarówno jej niesamowitym wokalem, jak i świetnym brzmieniem. Teraz mam wrażenie, że pozostał tylko wokal, a na muzyczne poszukiwania zabrakło ochoty. I mimo, że słucha się “I’m a Dream” w miarę okej, to jednak wolę “Pretend”. “Breathe” i “Good In You” to genialne kawałki, ale to jednak za mało.

    Nowy wpis na http://bartosz-po-prostu.com

  3. Zachęcony naprawdę intrygującym wokalem i napisaną recenzją sięgnąłem po kilka numerów tejże wokalistki. Nie wywołały u mnie szczególnego wrażenia. Pomyślałem sobie, że widziałbym ją raczem w jakiejś fajnej kolaboracji z dobrą radiową produkcją, która pozwoliłaby jej poszerzyć horyzonty.

    Pozdrawiam!
    https://songarticles.wordpress.com/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *