#CUTOFF: wrzesień ’18

#KONCERTOMANIA

Wrześniowe koncertowe ogłoszenia upłynęły pod znakiem powrotów. Występująca podczas tegorocznego Open’era wokalistka Sevdaliza zaśpiewa w Warszawie 22.11. Miesiąc wcześniej (24-25.10) kolejno w Gdańsku i Krakowie pojawi się Tarja Turunen – była liderka Nightwish, która od paru lat robi solową karierę. Początek 2019 roku upłynie nam pod znakiem koncertów Toma Odella i Paula Kalkbrennera. Brytyjczyk zaśpiewa 25.01 w Krakowie, a dzień później oczaruje warszawską publiczność. Niemiecki DJ i producent do tańca poderwie Wrocław (30.01), Kraków (01.02) i Poznań (02.02). Do zupełnie innej zabawy zaprosi amerykańska formacja Algiers, która w swoich numerach łączy alt rock, soul i industrial. Grupę zobaczyć będzie można 17.02 w Warszawie i 18.02 w Poznaniu. W maju zaś (a dokładnie 8. dnia tego miesiąca) do Łodzi powróci Lenny Kravitz. Dłużej (bo do 21.08) poczekać będziemy mogli na kolejny występ Metalliki w Polsce. Legendarny zespół wystąpi w Warszawie.

#PREFAME

Widząc dziś gruzińską wokalistkę Katie Meluę na scenie ciężko sobie wyobrazić, że w dzieciństwie lubiła powtarzać, że zostanie politykiem lub historyczką. Wszystko zmieniło się po jej udziale w młodzieżowym programie “Mad for It”, w którym w 2000 roku (będąc 15-latką) zachwyciła coverem “Without You” (tak, to ta sama piosenka najbardziej kojarzona dziś z Mariah Carey). Potem przyszła pora na uczęszczanie do londyńskiej szkoły artystycznej. To właśnie tam podczas szkolnego showcase’u wpadła w oko producentowi i autorowi piosenek Mike’owi Battowi. Zachwycił się napisaną przez nią kompozycją “Faraway Voice” i doprowadził do podpisania kontraktu Meluy z wytwórnią Dramatico. Niedługo potem Katie z jego pomocą nagrała debiutancki longplay “Call off the Search”. A dwa lata później jej utwór “Nine Million Bicycles” śpiewała już cała Europa.

#AWAITEDALBUM

Nie ukrywam – “Lust for Life” bardzo mnie rozczarowało i zmęczyło. Nie oznacza to jednak, że po jednej słabszej płycie skreślam Lanę Del Rey. Tymczasem za sprawą dwóch nowych singli wokalistka ponownie wkupiła się w moje łaski. Zarówno “Mariners Apartment Complex” jak i “Venice Bitch” (czemu trwa to prawie 10 minut – jedyna uwaga) podpowiadają nam, że Lana nie rezygnuje z poszukiwania inspiracji w poprzednich dekadach, ale chce tym razem postawić na skromniejsze, zahaczające o folk i muzykę akustyczną brzmienie. Wydaje mi się, że album “Norman Fucking Rockwell” może być dla niej takim odpoczynkiem i wyciszeniem się. Sam image Del Rey z tym koresponduje – bez tony make upu, w ułożonej przez ciepły wiatr fryzurze, w płaskim obuwiu. Ufam jej. Ponownie.

#FEMALE

Przeszło 10 lat temu jej utwór “This Is the Life” nucił prawie cały świat. Jego autorka, Szkotka Amy MacDonald, ma dziś na koncie cztery studyjne płyty i kilka wydawnictw live. Wkrótce do tego zestawu dołączy kompilacja podsumowująca dekadę jej muzycznej kariery. Album zatytułowany został “Woman of the World (The Best of 2007 – 2018)”. W sprzedaży pojawi się 23 listopada. Oprócz najbardziej znanych piosenek Amy (m.in. “Slow It Down”, “Mr Rock & Roll”, “Run”, “Don’t Tell Me That It’s Over”) pojawią się premierowe, niepublikowane wcześniej utwory. Jeden z nich – “Woman of the World” – miał swoją premierę w połowie września.

#DRAMA

Wydawać by się mogło, że imprezy odbywające się w ramach Nowojorskiego Tygodnia Mody to wydarzenia eleganckie i skupiające głownie ludzi z klasą. Aż nie pojawiła się na jednej z nich Cardi B. Raperka postanowiła skonfrontować się ze swoją konkurentką – Nicki Minaj. Miała zamiar wygarnąć jej, że ta rozpowiada kłamstwa na jej temat. Skończyło się na przepychankach i rzuceniem w Minaj butem. Nicki zachowała jednak kamienną twarz i nie dała się sprowokować. Odpowiedzieć wolała w swojej radiowej audycji, opowiadając o tym, że czuła się przez Cardi B upokorzona. Zaprzeczyła także, że rozpowiadała o konkurentce krzywdzące plotki. Czy to początek nowej wojny? Co ciekawe obie panie razem udzielają się w “MotorSport” Migos.

#COMEBACK

Jedna ostatnią płytę wydała pięć lat temu. Druga przed czterema laty. Obie wybrały tegoroczny wrzesień na swój muzyczny powrót i obiecywanie nowych wydawnictw. Zarówno w Avril Lavigne, jak i w Mariah Carey nie pokładałam wielkich nadziei. Kanadyjka za często zapominała, że nie jest już zbuntowaną nastolatką. Amerykańska diva zaś uwierzyła, że jest boginią i starać się już nie musi. Avril naprawdę mnie zachwyciła. Jej singiel “Head Above Water” jest powrotem do pop rockowych, ale nie dziecinnych brzmień. Zmagająca się z chorobą wokalistka przelała w ten numer wiele emocji. Puściej wypada zaś “GTFO” Carey. Ciężko w tej delikatnej, pościelowej, rhythm’and’bluesowej piosence poznać głos Mariah. I za to największy minus, bo nagranie samo w sobie nie boli.

#BAND

Patrze w kalendarz i powoli zdaję sobie sprawę, że albumowi “Skeleton Tree” Nick Cave and the Bad Seeds stuknęły już dwa latka. grupa długo koncertowała nie tylko promując nowy, wzruszający materiał, ale i przypominając fanom starsze znakomite nagrania. Kolejne występy w planach, ale członkowie formacji nie wykorzystują przerwy na leniuchowanie. Jak zdradziła Susie Bick, żona Cave’a, przebywa on obecnie z innymi muzykami w Los Angeles, gdzie pracuje nad nowymi kompozycjami. Szczegółów nie znamy, ale jest duże prawdopodobieństwo, iż 2019 rok przyniesie nam w prezencie kolejny krążek australijskiego zespołu. na razie jednak Nicka posłuchać możemy w nowym singlu Marianne Faithfull zatytułowanym “The Gypsy Faerie Queen”.

#COVER

Jak się okazuje, Rihanna ma fanów wśród różnych wykonawców. Z jej utworem “Stay” zmierzyli się już m.in. Thirty Seconds to Mars, Demi Lovato i Patti Smith. We wrześniu swoja akustyczną wersję ballady zarejestrowała Cat Power. Jej cover trafi na album “Wanderer” (premiera 5.10). I chociaż numer należy do najlepszych ballad, jakie barbadoska gwiazda nagrała w swojej karierze, to właśnie wersja Cat Power wzrusza mnie bardziej. Na żywo, dla australijskiej rozgłośni radiowej tripe j wystąpiła niedawno Lily Allen. Oprócz kilku swoich kompozycji promująca nowy album i autobiografię artystka zaprezentowała “Deep End” z nowego krążka Lykke Li. Efekt? Naprawdę zachwycający. Nie wiem jak ona to robi, ale ostatnio czego się Allen nie dotknie, zamienia w złoto.

#FILMOWO

Imagine Dragons chętnie przyjmują zaproszenia do innych projektów i udostępniają swoje premierowe utwory na potrzeby filmów czy gier komputerowych. Tym razem nagrali dla Disney’a i jego animacji dla dzieci “Ralph Demolka w Internecie” utwór “Zero”. Kompozycja jest przebojowa, ale dość bezbarwna. Do filmu dla dzieciaków spoko, ale całej płyty w podobnych klimatach bym nie chciała. Za to w przypadku Keshy życzyłabym sobie więcej takich amerykańskich, country-rockowych melodii, jakie zaserwowała nam w surowym “Here Comes the Change” do filmu biograficznego “On the Basis of Sex”. W takim repertuarze jej nieperfekcyjny głos wypada interesująco. A ona sama jakoś tak… autentyczniej. No more electropop.

#ANNIVERSARY

“American Caesar”, dziesiąty studyjny, solowy album Iggy Popa, nie powtórzył komercyjnego sukcesu poprzednika, ale dziś uznawany jest za jedno z lepszych dokonań artysty w latach 90. I najdłuższych, bo 17 kompozycji składa się na przeszło 71 minut muzyki. Płytę promowały trzy single: “Wild America”, “Louie Louie” i “Beside You”. 28 września 1998 roku swój czwarty album zaserwowała nam PJ Harvey. Wydawnictwo “Is This Desire?” przedstawia nam delikatniejszą, bardziej elektroniczną stronę Brytyjki. Płyta rozeszła się w mniejszym nakładzie niż “To Bring You My Love”, ale przyniosła przebój “”A Perfect Day Elise”. Pięć lat później z drugim krążkiem powróciła brytyjska wokalistka Dido. Album “Life for Rent” okazał się być wielkim komercyjnym sukcesem. Wylansowano z niego takie hity jak “White Flag” i “Life for Rent”. Płyta jest jednym z najlepiej sprzedających się wydawnictw na Wyspach Brytyjskich w XXI wieku. 23 września minęło 10 lat od debiutu amerykańskiej wokalistki r&b Jazmine Sullivan. Jej krążek “Fearless” był jedną z najgorętszych premier tamtych miesięcy. Porównywana do Alicii Keys i Lauryn Hill artystka promowała go takimi numerami jak “Need U Bad” i “Bust Your Windows”.

#RETRO

Niedawna premiera wspólnej płyty Tony’ego Bennetta i Diany Krall zainspirowała mnie do sięgnięcia po zawarte na niej piosenki w wersjach innych artystów. Będące singlem “Fascinating Rhythm” w pięknej, jazzowej wersji zarejestrowała w latach 50. Ella Fitzgerald. Ta kompozycja w swoim czasie naprawdę mogła podrywać do tańca. Cover był jednym z punktów kilkupłytowego wydawnictwa “Ella Fitzgerald Sings the George and Ira Gershwin Song Book”, który ukazał się w 1959 roku. Oryginał powstał w 1924 roku z myślą o broadway’owskim musicalu “Lady, Be Good”. Swoje przeróbki utworu mają na koncie m.in. The Carpenters, Jamie Cullum, Judy Garland i Petula Clark.

#5XPIOSENKA

ALICE SMITH – THE HOUSE OF RISING SUN. Ciężko wskazać autora tej kompozycji (powstała przeszło sto lat temu), ale na świecie rozsławiła ją genialna przeróbka zespołu The Animals. We wrześniu swój cover udostępniła niejaka Alice Smith i… zachwyciła mnie nie miej niż brytyjska formacja. Muzycznie lepiej wypada wersja The Animals, ale wokalnie Smith bije na głowę niejedną współczesną piosenkarkę. Ma mocny, soulowy głos, który wprowadził ten numer na nowy level.

ELLE KING – GOOD THING GONE. Mało na muzycznej scenie jest debiutantek tak wystrzałowych jak Amerykanka Elle King. A w zasadzie już nie debiutantka, bo lada chwila otrzymamy jej drugi krążek “Shake the Spirit”. Artystka promuje go jednak balladą, hamując nieco swój ognisty temperament. Ale i tak trafiając w dziesiątkę, bo jej zachrypnięty wokal na tle soulowo-soft rockowej melodii zachwyca. A sama piosenka autentycznie wzrusza. I never fully have faith, you see ’cause I always knew you’d fall out of love with me.

KATIE MELUA – DIAMONDS ARE FOREVER. Lada chwila miną dwa lata od premiery zimowej płyty “In Winter”, którą gruzińska artystka nagrała z chórem ze swojego kraju. Za chwilę ukaże się nowa składanka z przebojami Meluy, wzbogacona kilkoma premierami. Jedną z nich jest cover “Diamonds Are Forever”. Oryginał pochodzi z repertuaru Shirley Bassey i wykorzystany został w jednym z filmów o Jamesie Bondzie. Wersja Katie utrzymana jest w skromniejszym, akustycznym tonie. Jest mniej filmowo, ale bardziej nastrojowo.

PUMA BLUE – MIDNIGHT BLUE. Jesień jest dla mnie taką porą roku, podczas której lubię otaczać się klimatycznymi, otulającymi melodiami. Coś mi się wydaje, że przez najbliższe tygodnie ciężko mi będzie odsunąć od siebie twórczość londyńskiej formacji Puma Blue. “Midnight Blue”, podobnie jak inne jej kompozycje, to granie minimalistyczne, lekko ponure i wzbogacone leniwymi, dość obojętnymi wokalami.

DON DIABLO X EMELI SANDE X GUCCI MANE – SURVIVE. Dla kogoś najlepszą kolaboracją września jest “Taki Taki” Dj Snake’a z Cardi B, Seleną Gomez i Ozunem, dla mnie mające słabsze zasięgi “Survive” holenderskiego producenta Don Diablo z Emeli Sande i Gucci Mane. To po prostu porywający, choćn nieoczywisty klubowy kawałek. Chłodny, ale z delikatnymi iskierkami, gdy do głosu dochodzi mechaniczny Gucci Mane.

#LASTFM

10 piosenek września

  1. Patrick The Pan – S30E01
  2. Anna Calvi – Hunter
  3. Anna Calvi – Indies or Paradise
  4. Teyana Taylor – No Manners
  5. Lana Del Rey – Mariners Apartment Complex
  6. Anna Calvi – As a Man
  7. Anna Calvi – Chain
  8. Anna Calvi – Don’t Beat the Girl out of My Boy
  9. Madison Beer – Dead
  10. Anna Calvi – Swimming Pool

10 płyt września

  1. Anna Calvi – Hunter
  2. Patrick The Pan – trzy.zero
  3. Kilo Kish – Reflections in Real Time
  4. Teyana Taylor – K.T.S.E.
  5. Anna Calvi – Anna Calvi
  6. Shakira – Dónde Están los Ladrones?
  7. The Dumplings – Raj
  8. Madison Beer – As She Pleases EP
  9. Seinabo Sey – I’m a Dream
  10. H.E.R. – I Used to Know Her: the Prelude EP

10 artystów września

  1. Anna Calvi
  2. Kilo Kish
  3. Patrick The Pan
  4. Shakira
  5. Teyana Taylor
  6. Passenger
  7. H.E.R.
  8. Seinabo Sey
  9. The Dumplings
  10. Glen Hansard

7 odpowiedzi do “#CUTOFF: wrzesień ’18”

  1. Mnie nowa Lana póki co nie przekonuje, ale jestem ciekawa, jak będzie brzmiał jej nowy album. Podoba mi się to wykonanie “House Of The Rising Sun”, zwłaszcza że za oryginałem nie przepadam.
    Zapraszam na nowy wpis i pozdrawiam!

  2. Na koncert Tarji bym się wybrał z wielką przyjemnością, ale jakoś tak nie wyszło. Niby nawet miasto odpowiada, ale ech, nie jestem pewien, czy jestem fanem jej solowego materiału i nawet nie do końca się zagłębiałem w tę trasę i nie wiem, czego mogę się spodziewać. A single Lany – świetne, Venice Bitch mnie kupiło totalnie!

  3. Na mnie nowa Avril nie zrobiła wrażenia, nie do końca przekonały mnie nowe piosenki Lany. Podoba mi się natomiast nowy kawałek Keshy. “House of the Rising Sun” w wykonaniu Alice Smith brzmi całkiem nieźle, jeśli chodzi o ten kawałek w wykonaniu pań to moją faworytką jest Haley Reinheart.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *