#902 MØ “Forever Neverland” (2018)

Dania dała światu klocki Lego, bajkopisarza Hansa Christiana Andersena i perkusistę Larsa Ulricha, który zasila szeregi legendarnej Metalliki. Fani muzyki łatwej i przyjemnej do tego grona z pewnością dodaliby Karen Marie Aagaard Ørsted Andersen, która działa po prostu jako MØ. Bardziej pod każdą szerokością geograficzną znane są jej kolaboracje (m.in. z Major Lazer czy Cashmere Cat) aniżeli solowe, autorskie numery, ale miło by było, gdyby sytuacja się odwróciła. Jej drugi studyjny album zatytułowany “Forever Neverland” to kopania niebanalnych przebojów.

Już swoim debiutem, “No Mythologies to Follow”, duńska wokalistka pokazała, że trzyma rękę na pulsie i wie, co w muzycznej trawie piszczy. Bez trudu odnalazła się w brzmieniach z pogranicza popu i alternatywnego r&b. Na tegorocznym wydawnictwie r&b odstawia na boczny tor, zastępując go barwnymi melodiami, inspiracjami zaczerpniętymi z innych kultur (oj, chwilami robi się egzotycznie) i taneczną elektroniką. Nie tylko muzycznie więcej się dzieje. Także MØ chętniej niż ostatnio skacze po emocjach, wyśpiewując swym słodko-chropowatym głosem opowieści o samotności, miłosnych zawirowaniach, romansach, przeszłości.

Rozpoczęcie i zakończenie płyty sugeruje, iż MØ zależało na nadaniu “Forever Neverland” zamkniętej formy. “Intro” zawiera bowiem fragmenty wieńczącego krążek nagrania “Purple Like the Summer Rain”. Ta elektroniczna, zawierająca delikatne wpływy trip hopu kompozycja jest moim ulubionym momentem drugiego wydawnictwa Dunki. Lubię jej nastrój – to taki melancholijny utwór przywołujący atmosferę kończących się wakacji. Płyta skrywa jeszcze trochę takich mniej przebojowych i rozbuchanych numerów, które mają w sobie smutny pierwiastek. Do wyraźniejszych punktów tego typu należą gitarowe “Blur” (hook!), bujające “Beautiful Wreck”, klubowe “Imaginary Friend” oraz znakomite “Mercy” (feat. What So Not & Two Feet), które jest kompozycją podniosłą i mogącą kojarzyć się z niezłymi dokonaniami Hurts. Bardziej jednak niż melodia (tworzona m.in. przez jazgotliwe dźwięki gitary) podobają mi się w niej pełne emocji wokale MØ i gospelowe chórki. Prostszą formę przyjmują zaaranżowane na pianino interlude “West Hollywood” oraz minimalistyczne, harmonijne “Trying to Be Good”, którego spokój co jakiś czas burzy nagłe uderzenie dźwiękowej fali.

Ostatnie dwa utwory charakteryzują się nostalgicznym klimatem, czego powiedzieć nie można o piosence faktycznie noszącej tytuł “Nostalgia”. Kawałek należy do najciekawszych elementów niedużej dyskografii wokalistki. Niby mamy tu opowieść o pierwszej miłości, ale ubrana ona została w wyraziste, zwariowane dźwięki, którym towarzyszą gorączkowe, niepoukładane wokale. Ciężko wyrzucić ten numer z pamięci. Z pozostałych żywszych kompozycji do gustu przypadły mi jeszcze “Way Down” i “Red Wine” (feat. Empress Of). Pierwsza z nich podbita jest wyraźniejszym basem i odznacza się bliskowschodnim klimatem, przez co uchodzić może za dalekiego kuzyna mojego ulubionego “Lean On”. Zaś “Red Wine” za sprawą inspiracji reggae zabiera nas na gorącą jamajską plażę. O ile piosenek tych faktycznie chce mi się często słuchać, tak takimi jednorazówkami są “I Want You”, “Sun in Our Eyes” (feat. Diplo) oraz przekombinowane “If It’s Over” (to kolejny duet MØ z Charli XCX i zarazem kolejny ich wspólny utwór, w których nie rozróżniam dziewczyn).

Nie powiem, bym nie obawiała się tej płyty. Kompletnie nie przekonywały mnie utwory, które po wydaniu debiutanckiego “No Mythologies to Follow” serwowała nam MØ. Z duńską artystką przeprosiłam się po ubiegłorocznej premierze epki “When I Was Young”, bo udowodniła mi, że po kilku nudniejszych singlach odnalazła nie tylko pokłady nowej energii, ale i inspiracji. Z “Forever Neverland” mam jednak ten sam problem co ze wspomnianym mini albumem – pojedynczo większość piosenek broni się świetnie, w zestawie ich blask nieco przygasa. MØ udało się jednak coś istotniejszego – wypracowała swój styl, dzięki czemu tak łatwo nie zniknie w nawale wokalistek zamieszkałych świat nowoczesnego popu.

Warto: Purple Like the Summer Rain & Mercy & Nostalgia

4 odpowiedzi do “#902 MØ “Forever Neverland” (2018)”

  1. Miałem takie same obawy, co ty i podobnie, nie podobały mi się te pojedyncze single. Strasznie się bałem albumu, ale MØ jednak dała radę i powiem więcej, nie zawiodła mnie! Najbardziej lubię wspomniane Purple Like The Summer Rain i Blur.

  2. Osobiście bardzo liczyłem na tę płytę. Niestety mam wrażenie, że jest to krok w tył w odniesieniu do pierwszego albumu i ostatniej EP-ki. Może jeszcze muszę bardziej oswoić się z nowym materiałem, ale na ten moment zawodzi zwłaszcza druga część płyty. Dla mnie najlepsze utwory to “Blur”, “Nostalgia” oraz “Sun In Our Eyes”. Oczywiście jest to niezły krążek, ale MO stać na znacznie więcej. Pozdrawiam i zapraszam do siebie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *