#1008 Little Simz “Grey Area” (2019)

Simbiatu ‘Simbi’ Abisola Abiola Ajikawo, nigeryjska raperka wychowująca się Wielkiej Brytanii, należy do najbardziej zapracowanych kobiet na hip hopowej scenie. Może i niedawno zdmuchnęła dwadzieścia pięć świeczek na urodzinowym torcie, ale ma już na koncie kilka epek, cztery mixtape’y i trzy studyjne albumy. Ten ostatni, zatytułowany “Grey Area”, ukazał się w 2019 roku. Jeśli płyta ta nie znajdzie się w końcoworocznych podsumowaniach najlepszych brzmień ostatnich miesięcy, znaczyć to będzie tylko tyle, że ktoś dobrej muzyki szukał nie tam, gdzie trzeba.

Moja przygoda z twórczością Little Simz nie jest zbyt długa. Z raperką poznałyśmy się przed dwoma laty, kiedy to ogłoszona została jedną z gwiazd Orange Warsaw Festivalu. Na festiwal ostatecznie nie pojechałam, ale chętnie zerkałam, co słychać u Nigeryjki. I może takie krążki jak “A Curious Tale of Trials + Persons” czy “Stillness in Wonderland” nie zostawiły zbyt dużo po sobie w moich myślach, ale ich następca – a co tam, zabrzmi kolokwialnie – wymiata, będąc zlepkiem przeróżnych emocji zaklętych w nowoczesno-oldksulowych melodiach tworzonych to przez żywe instrumenty, to przez komputerowe zabawki.

I’m Picasso with the pen – tak ciężkie działa Little Simz wytacza już otwierającej płytę kompozycji. W ciemnym, chóralnym “Offence” artystka stawia na kreskówkowe dźwiękowe motywy i ostre smyczkowe dźwięki. Jeszcze lepszy utwór wjeżdża po chwili. Oparte na funkującym basie “Boss” jest agresywnym, wykrzyczanym kawałkiem, w którym Little Simz wspina się na wyżyny swojej pewności siebie. Znakomitą piosenką jest “Therapy”, w której jednostajna nawijka raperki płynie na lekko oldskulowym podkładzie, a smaczku całości nadaje wychillowany, wyśpiewany refren wykonywany przez raperkę mocno zmodyfikowanym głosem. W gronie moich ulubieńców znalazły się również takie nagrania jak narcystyczne, dziewczęce “Selfish”; niepokojące “Venom”, w którym odpowiednią atmosferę godną nowoczesnego filmu grozy tworzą smyczki i talerze perkusyjne (a także momentami alarmująco przyspieszające rapy Nigeryjki) oraz refleksyjne “Flowers”, w którym u boku raperki pojawia się bluesujący Michael Kiwanuka. W międzyczasie obdarowywani jesteśmy innymi, po prostu bardzo dobrymi numerami. Szczególnie warto zwrócić uwagę na gitarowe, zahaczające o reggae “Wounds”; oraz balladowe, jazzowo-hip hopowe “Sherbert Sunset” o wpływie relacji międzyludzkich na jednostkę (z moim ulubionym, niezwykle szczerym fragmentem I can’t do relationships for Instagram, posing like my life is perfect, really it’s the opposite).

Zapomnijcie o Nicki Minaj, Cardi B czy Iggy Azalea. Hip hopową sceną w tym roku (i to już na samym początku marca) porządnie zatrzęsła Little Simz. “Grey Area” jest już jej trzecim wydawnictwem, lecz bez dwóch zdań najważniejszym i robiącym najwięcej zamieszania. Artystka rozwinęła skrzydła. Zawsze była świetną raperką, ale na nowej płycie dołożyła do tego interesujące podkłady i wachlarz najróżniejszych emocji. Czasem jest ironiczna, czasem refleksyjna. Chwilami pokazuje swoją wrażliwszą twarz, innym razem przypomina, że jest dziewczyną, z którą lepiej nie zadzierać. Przez te trzydzieści pięć minut nie zmienia się jedno – Little Simz nikogo nie udaje. Hip hopowa płyta roku?

Warto: Boss & Therapy

2 Replies to “#1008 Little Simz “Grey Area” (2019)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *