#883 Iggy Azalea “Survive the Summer” (EP) (2018)

Konfliktów na linii “artysta – wytwórnia” było już bardzo wiele, jednak mało który przeistoczył się w tak słabą telenowelę jak kłótnie australijskiej raperki Iggy Azalei z labelem Virgin EMI. Ona miała już gotowy drugi album “Digital Distortion”, oni czekali, aż któryś z zapowiadających go singli (m.in. “Team” i “Switch”) chwyci i stanie się światowym przebojem. Patrząc na wyniki tych kawałków czy to na YouTubie czy serwisach streamingowych (grube miliony odsłon!; wielu wykonawców w ciągu całego życia łącznie tylu nie zbierze) postępowanie wytwórni negatywnie zaskakuje. Pokazanie im środkowego palca tylko wyszło Iggy na dobre.

Kariera Azalei jest strasznie chaotyczna. Mocniej akcentujące zainteresowanie ich autorki hip hopem mixtape’y nie zwiastowały skierowanego do szarego Kowalskiego, popowo-EDM’owego debiutanckiego longplay’a “The New Classic”, na którym królowały przeciętne produkcje, radiowe refreny i nieprzekonujące nawijki. Później znów były wzloty i bolesne upadki. Świetny, kołyszący singiel “Trouble” z Jennifer Hudson obok koszmarnego, tandetnego “Pretty Girls” z Britney Spears. Uwypuklające wokalne braki Iggy “Team” przy mechanicznym, ciężkim, ale będącym moim guilty pleasure “Mo Bounce”. Epką “Survive the Summer” los ponownie zdaje się do raperki uśmiechać. Nawet jeśli ona sama odpowiada ironicznym uśmieszkiem.

Special announcement: rich bitches don’t die and that’s why you won’t survive the summer – takimi słowami zaczyna nowy rozdział swojej kariery Iggy. A może raczej prolog, bo epka “Survive the Summer” traktowana może być jak osobliwe katharsis i zapowiedź czegoś większego i ciekawszego. Azalea w premierowych numerach nawija (i, co warto podkreślać, robi to o niebo lepiej niż poprzednio) o sławie, rozczarowaniach, negatywnych opiniach, które spadały na nią latami. Nie są to jednak smutne, refleksyjne kompozycje. Artystka sięgnęła po modny trap i zarejestrowała ciemne numery, do których chce mi się wracać. Highlighty epki? Przede wszystkim mroczne, szeptane, narkotyczne “Tokyo Snow Trip”. Do gustu przypadły mi także wykorzystujące arabskie rytmy “OMG”, rasowe “Kream” oraz zadziorne, ponure “Survive the Summer”.

Iggy Azalea nagrała epkę, której osoby zakochane w “Fancy” czy “Black Widow” raczej nie polubią. Zrzuciła z siebie presję tworzenia kolejnych przebojów i zaprezentowała materiał, za który w końcu chce się ją traktować poważnie. Przygotowane z myślą o utworach z “Survive the Summer” podkłady oryginalnością może i nie grzeszą, ale świetnie dopełniają bardziej gniewny, bezkompromisowy wizerunek Azalei. Tegoroczny mini album jest małym krokiem dla hip hopu, ale wielkim dla australijskiej gwiazdy.

Warto: Tokyo Snow Trip & Survive the Summer

9 odpowiedzi do “#883 Iggy Azalea “Survive the Summer” (EP) (2018)”

  1. Wow, żadna piosenka nie przetrwała znaczka “explicit”. Bo tu bitch, a tam pussy, albo na odwrót. Cztery piosenki, które podobają Ci się najbardziej, są nawet okej, czyli w sumie można było skrócić EPkę, bo te dwa dodatkowe utwory niczego specjalnego nie wnoszą.

  2. Wg mnie to bardzo udana epka.
    Spodobał mi się pomysł tego tematu, że lato, wakacje, jak to przetrwać itp.
    Do piosenki Survive the summer dałem nawet serduszko.
    Lubie także Kream oraz Omg

  3. A ja lubię Iggy i lubię “Survive The Summer” tak samo jak “The New Classic”. Słuchając tej Ep-ki mam ochotę wyciągnąć banknoty ze skarbonki i wyrzucać je przez okno jadąc samochodem. 😀
    Ale “Mo Bounce” do dziś nie zyskało mojej aprobaty. Nie mogę uwierzyć, że Tobie się podoba.
    Pozdrawiam. 🙂

    1. Też nie mogę w to uwierzyć. Mam z tym kawałkiem to samo co ze Starships Minaj czy Miłość w Zakopanem Sławomira. Nawet szeptem się nie przyznaję do swojej sympatii do tych nagrań więc ciiii 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *