#856 Cardi B “Invasion of Privacy” (2018)



Pojawiła się w drugiej połowie ubiegłego roku, robiąc spore zamieszanie na amerykańskiej liście przebojów. Nikt do końca nie wiedział, kim jest, co tu robi i jak udało jej się jedną tylko piosenką zagrozić pozycji Nicki Minaj w gronie najpopularniejszych kobiet na hip hopowej sceny. Cardi B wydawała się być przerysowaną, kolorową postacią z kreskówki dla starszych, niegrzecznych dzieci. Chwilowa sensacja czy raperka, która zostanie z nami na lata?

Po zagłębieniu się w biografię Belcalis Almanzar (tak naprawdę nazywa się artystka) przestaje dziwić wybór muzycznego gatunku, któremu Cardi B postanowiła się poświęcić. Będąc nastolatką wstąpiła do jednego z nowojorskich gangów. Dorabiała jako striptizerka i była ofiarą przemocy domowej. Chociaż ma dwadzieścia pięć lat, wielu rzeczy już doświadczyła. Nie użala się jednak nad sobą, tworząc na albumie “Invasion of Privacy” kolejne rozdziały swojej historii, nie wyrzekając się przy tym swojej przeszłości. Wychodzi jej to zaskakująco zgrabnie.

Krążek ma mocne otwarcie, mogące być niespodzianką dla słuchaczy, którzy spodziewali się po Cardi B samych imprezowych bangerów. W mrocznym “Get Up 10” wyrzuca swą złość i agresywnym głosem nawija o krótkiej karierze a także swoich wzlotach i upadkach (knock me down nine times but I get up ten). Ze swoimi hejterami raperka rozprawia się również w kolejnej kompozycji, jaką jest trapowe, natychmiast wpadające w ucho (zasługa powtarzanego dziesiątki razy tytułowego słowa) “Drip”. Inny wyraz Cardi B upodobała sobie w osadzonym na tłustym bicie “Bickenhead”.

“Bodak Yellow” ciągle budzi we mnie mieszane uczucia. To zdecydowanie jeden z najbardziej chwytliwych przebojów ubiegłego roku, lecz ciężko mi się go słucha przez wykonanie. Wierzcie lub nie, ale przez dziwny, lekko irytujący akcent raperki długo myślałam, że angielski nie jest jej ojczystym językiem. Nie jestem także fanką “Be Careful”, “Ring” i “She Bad”. Pierwsza z kompozycji (samplująca, co ciekawe numery Lauryn Hill i Wu-Tang Clan) jest bezbarwnym ostrzeżeniem, który Cardi B wysyła swojemu niewiernemu ukochanemu. Podobną tematykę porusza mało pasjonujące “Ring”, które dodatkowo kładzie nieciekawy refren w wykonaniu Kehlani. I w “She Bad” nie popisał się gość – tym razem jest to senny YG.

Z kolaboracji najbardziej udało się “I Like It” (feat. Bad Bunny & J Balvin). Do tego hip hopowo-trapowo-latynoskiego utworu chce się wracać, czując od pierwszych sekund atmosferę zbliżających się wakacji. Wisienką na tym torcie są sample z “I Like It Like That” (1967 rok). Świetnie wypadają też wychillowane “Best Life” (feat. Chance The Rapper), groźnie brzmiące, oparte na oszczędnych bitach “Bartier Cardi (feat. 21 Savage) oraz “I Do”, w którym do Cardi B dołączyła inna sensacja ostatnich miesięcy – SZA. Z pozostałych solowych kompozycji warto zwrócić uwagę na utrzymane w podobnym tonie co “Bodak Yellow” “Money Bag” (z dobrymi, różnorodnymi nawijkami Amerykanki) oraz balladowe (!) “Thru the Phone”.

Chociaż do recenzowanych albumów staram się zawsze podchodzić bez uprzedzeń i założeń (“to na pewno mi się spodoba”; “tę płytę prędzej niż na sklepowych półkach będę widzieć w koszu na śmieci”), Cardi B z chwilą pojawienia się z singlem “Bodak Yellow” nie wzbudziła mojej sympatii. Jak nietrudno zgadnąć nie rzuciłam się jej na debiutancki krążek, sięgając po niego dopiero po usłyszeniu wielu pozytywnych opinii. “Invasion of Privacy” jest mocną pozycją we współczesnym kobiecym hip hopie. Może i typową (hip hop spotykający trap nie jest żadną nowością), ale za to bezwstydnie przebojową i (często) melodyjną. Na płycie błyszczy przede wszystkim sama Cardi B, która swoje rywalki powala jedną cechą: autentycznością. Jest wulgarna, zadziorna, bezkompromisowa. Tu nic nie jest wyreżyserowane. I za to największe brawa.

Warto: Get Up 10 & I Like It

6 odpowiedzi do “#856 Cardi B “Invasion of Privacy” (2018)”

  1. Hm, bo ja wiem. Wszyscy ostatnio samplują Lauryn Hill, jakieś to mało oryginalne. Przesłuchałem Cardi B we fragmentach, bo trochę mnie nużyła i muszę powiedzieć, że już od lat nie słyszałem raperki, która byłaby lepsza od Missy Elliott (z czasów jej świetności). To oczywiście kwestia gustu, a Cardi jest młoda i się obecnie sprzedaje, ale mnie to jakoś (jeszcze) nie przekonuje.

    Nowy wpis na http://bartosz-po-prostu.com

    Pozdrowienia! 🙂

  2. Chyba nie chwytam fenomenu. Próbowałam się przekonać, ale trudno mi szło – być może dlatego, że nie jestem ogromną fanką takiej muzyki.
    Zapraszam na nowy wpis.
    Pozdrawiam 🙂

  3. Ostatnio jestem tak do tyłu z muzycznymi nowościami że tylko kojarzę jej pseudonim i nic więcej, ale Twoja recenzja zaciekawia i może kiedyś przesłucham jej album 😉

  4. Jej muzyka w ogóle mi się nie podoba, ale obejrzałam kilka wywiadów i wydaje się być zdystansowaną i zabawną osobą. 🙂
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *