#1193 Evanescence “The Bitter Truth” (2021)

Gdyby przyznawano nagrody dla zespołu, który do perfekcji opanował sztukę odgrzewania starych przebojów, amerykańska kapela Evanescence mogłaby się bić o złoty medal. W ciągu dekady, jaka minęła od ukazania się ostatniej płyty z premierowymi nagraniami, grupa zaprezentowała nam składankę odrzutów i bonusów  (“Lost Whispers”) oraz album zawierający zmienione aranżacje znanych od lat piosenek (“Synthesis”). Ale w końcu mamy to! Po zapowiedziach sięgających 2018 roku Evanescence poczuli, że są gotowi do podbijania naszych serc nowymi kompozycjami.

Nie będę ukrywać – niemalże dwie dekady temu formacja ze zjawiskową Amy Lee na czele należała do grona moich ulubionych zespołów. Najpierw zasłuchiwałam się w “Fallen”, później rozgościłam się w świecie wykreowanym przez album “The Open Door”. Twórczość Evanescence zauroczyła mnie gotyckim klimatem godnym mrocznych filmów fantasy. Żałowałam więc, iż na długo wyczekiwanym imiennym krążku kapela postawiła na konkretniejsze, rockowe granie. Tegoroczna nowość nie jest powrotem do brzmień znanych z “Lacrymosa” czy “Hello”, ale i tak sądzę, że warto było czekać.

W ostatnich latach zespół usiłował przekonać nas, że umie bawić się elektroniką i nie zamyka się na takie brzmienia. Na “The Bitther Truth” są one dodatkami – niewielkimi, skromnymi, ale robiącymi większe wrażenie niż wcześniej. Przykład dostajemy już na samym początku. “Artifact/The Turn” bazuje na przestrzennych, komputerowych dźwiękach, stopniując dodatkowo napięcie i przygotowując nas na nadejście ciężkiego “Broken Pieces Shine”. Dodając do tego takie kompozycje jak stadionowe “The Game Is Over”, wzbogacone klawiszami “Better Without You”, chóralne “Use My Voice” (swoje głosy użyczyły tu takie artystki jak Taylor Momsen z The Pretty Reckless i Sharon den Adel z Within Temptation) czy monumentalne “Part of Me” otrzymujemy album gniewny, drapieżny i pełen pretensji do otaczającego nas świata. Lee swoje nowe teksty poświęciła bowiem nie tylko sprawom społeczno-politycznym, ale i przeszkodom, które stały jej na drodze przez wszystkie lata muzycznej kariery.

W gronie moich ulubieńców zameldowały się jednak zupełnie inne kawałki. Podobają mi się głośne, elektro-rockowe “Yeah Right” i spokojniejsze “Wasted on You”, które brzmią świeżo i intrygująco. Warto sięgnąć po fallenowe “Feeding the Dark” oraz balladę “Far From Heaven”, w której mamy powrót klimatycznego, gotycko-orkiestrowego grania – takie Evanescence zawsze najbardziej na mnie działało.

“The Bitter Truth” jest gorzką pigułką do przełknięcia dla osób, które po zespole Evanescence oczekiwały powrotu do stylistyki znanej z “Fallen” i “The Open Door”. Grupa nie neguje własnej przeszłości, lecz pokazuje, że mimo tak długiej przerwy trzyma rękę na pulsie i wciąż chce się liczyć na współczesnej rockowej scenie. Za kapelą stoją lata scenicznego doświadczenia oraz Amy Lee, której wokal hipnotyzuje mnie od wielu lat. Można było się denerwować na Evanescence za tak długą przerwę w wydawaniu nowej muzyki, ale nie sposób nie zauważyć, iż “The Bitter Truth” przynosi nam materiał konkretniejszy, głośniejszy i nie tak rozmemłany jak przed dekadą.

Warto: Wasted on You & Artifact/The Turn & Far From Heaven

______________

Fallen ♦ The Open Door ♦ Evanescence Origin Lost Whispers

5 Replies to “#1193 Evanescence “The Bitter Truth” (2021)”

  1. Single zapowiadające krążek mnie zaciekawiły, a teraz po przeczytaniu tego tekstu muszę przesłuchać cały krążek. Może jakiś wielkim fanem tej grupy nie jestem, lecz mają kilka propozycji, które zwracają moją uwagę 😉

    Pozdrawiam!

  2. Moja przygoda z Evanescence zaczęła się i skończyła na Fallen, w czasach gdy stacje radiowe katowały Bring Me To Life do znudzenia. Bardzo lubię głos Amy Lee, ale jakoś nie ciągnie mnie do tej nowej twórczości.

  3. Przyznam, że byłem przerażony okładką i pomyślałem, że chyba nic dobrego nie znajdę dla siebie na tej płycie (Fallen to dla mnie majstersztyk, dalej niekoniecznie) Oczywiście się pomyliłem i życzyłbym sobie takich pomyłek jak najwięcej. Dopiero po odsłuchaniu całości stwierdziłem, że jest to naprawdę niezła płyta. “Far From Heaven” to mój faworyt i jak dla mnie zmiótł wszystko z płyt “The Open Door”, “Evanescence” i nakrył kapeluszem. Oprócz tego lubię też intro Artifact/The Turn, Broken Pieces Shine, Feeding The Dark, Part Of Me, Blind Belief, Use My Voice i Wasted On You. Reszta utworów w kontekście całości też ujdzie. Zresztą i tak całość brzmi lepiej niż większość poprzedniego albumu z 2011 (może z wyjątkiem Lost In Paradise i Oceans). Jedynie czego mógłbym się czepiać, to sprawa miksu, głos Amy w niektórych utworach jest zdecydowanie za cichy. Przepraszam za dłuższy wywód. Pozdrawiam serdecznie

  4. A więc tak, Amy uwielbiam, uwielbiam wszystkie stare utwory sprzed dziesięciu lat co najmniej. Ten album Synthesis nawet mam w domu, ale nie spodobał mi się, z tym tutaj, jednak jest już trochę lepiej. Mimo wszystko, jednak wolę Amy w jej rozpoznawalnym brzmieniu. Mnie również jej wokal hipnotyzuje! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *